Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
4/2020
Nazywam się Dulcynea
autor: Jacek Kopciński
Nazywam się Dulcynea
foto: Krzysztof Bieliński

Do historii polskich realizacji Człowieka z La Manchy przeszedł spektakl wyreżyserowany przez Jerzego Gruzę w warszawskim Teatrze Dramatycznym. Ćwierć wieku po premierze tamtego widowiska dzieło Wassermana i Leigh na tę samą scenę z sukcesem wprowadziła Anna Wieczur-Bluszcz.

 

Człowiek z La Manchy to musical, wypada więc najpierw zapytać, jak zabrzmiał na scenie Teatru Dramatycznego. Moim zdaniem wyśmienicie. Dziesięciu muzyków, poprowadzonych wprawną ręką Adama Sztaby, gra uwerturę i dziewiętnaście piosenek skomponowanych przez Mitcha Leigh stylowo, ale nowocześnie, z estradową swadą. Z kanału dobiegają dźwięki dwóch gitar akustycznych, a nie klasycznych, dzięki stalowym strunom brzmiących ostro i głośno – nie jak w klubie flamenco, ale na koncercie Ala Di Meoli. W zespole znalazły się też dwie donośne trąbki, klarnet, puzon i flet, który stylizowanej muzyce przydaje ludowego brzmienia. Natomiast perkusja i instrumenty perkusyjne zapewniają jej żywiołowy rytm, w tańcu podkreślany dodatkowo uderzaniem dłoni, obcasów, ale i drewnianych stołków. Grupę kastylijskich śpiewaków i tancerzy tworzy siedmiu Mulników. Miejsce tych postaci w fabule utworu jest haniebne, to przecież oni gwałcą Aldonzę i w nierównej walce ranią śmiertelnie Don Kichota, jednak gdy intonują swoją pieśń, ich rubaszność zamienia się w sztukę. Natomiast solistami jest ośmioro zindywidualizowanych bohaterów. Wszyscy śpiewają czysto, mają ciekawe głosy, a ich interpretacje zdecydowanie przekraczają poziom piosenki aktorskiej.


Zwłaszcza Modest Ruciński jako Don Kichot i Krzysztof Szczepaniak jako Sancho Pansa swobodnie wpisują się w muzyczną tradycję musicalu. Kultowy The Impossible Dream Ruciński wykonuje swoim miękkim barytonem lekko, nie siląc się na operowy ton, ale też głębiej, bardziej zdecydowanie, niż mieli to w zwyczaju znani wokaliści estradowi (na przykład Frank Sinatra). Gdy śpiewa, jest szczery, wzruszający i zdecydowanie młodszy niż jego własny bohater – nieco już stetryczały, gdy chodzi i mówi. W broadwayowską konwencję wpisuje się także Szczepaniak, który dysponuje wysokim i nieco krzykliwym tenorem dokładnie tak, jak przewidział to kompozytor, ale nie przesadza z komizmem, unika też groteski. W solowym I Really Like Him jest zabawny i nowoczesny, w lot komunikujący się z młodymi widzami. Anna Gajewska, która gra Aldonzę, wcale im nie ustępuje. Zwłaszcza w drugiej części śpiewając coraz piękniej, jakby słowa i czyny Don Kichota działały nie tylko na jej bohaterkę. Dulcinea Gajewskiej, pieśń o kobiecie, która straciła kochającego ją mężczyznę, ale odzyskała szacunek do samej siebie, jest przepiękna. W spektaklu dobrze wypadają także pozostali soliści, Człowieka z La Manchy słucha się więc w Dramatycznym z przyjemnością. A jak ogląda?


Scenografia musicalu nie jest mistrzostwem świata, choć doceniam kilka pomysłów Ewy Gdowiok. Najbardziej podobał mi się drewniany mebel, którzy aktorzy wtaczają na scenę – połączenie wozu, stołu, łoża i… tanecznego parkietu. Tego rodzaju rekwizyty odnawiają wiarę w teatr jako miejsce metaforycznego skrótu, umowności i magii. Nieco mniejsze wrażenie zrobiła na mnie projekcja dość banalnego pejzażu na ogromnym płótnie rozciągniętym za sceną. Na tym samym ekranie pojawiają się także animacje, na przykład gwałtownie powiększającego się wiatraka, z którym walczy Don Kichot. Zdaje się, że teatr muzyczny bez tego rodzaju efektów funkcjonować już nie może. Skromne, ruchome sylwetki konia i osła, których na niby dosiadają drepczący na ich tle rycerz i jego giermek, są jednak całkiem zabawne. Natomiast wielki plastikowy kamień, na którym przysiada Aldonza, by umyć się w wiadrze, to dla mnie zbyt śmiały pomysł na kicz.


Sama scena jest jednak świetna. Służąca wyciera w niej swoje zgrabne nogi kawałkiem szmaty, którą za chwilę podaruje Don Kichotowi jako wyśnioną szarfę. Szmata jest krwistoczerwona, bo zwiastuje nieszczęście, ale też wszystkie kostiumy zaprojektowane przez Gdowiok utrzymane są w mocnej, wyrazistej tonacji. Na scenie jest więc kolorowo i powiewnie, bo kostiumografka lubi długie suknie i spódnice, szerokie portki, obszerne koszule z postrzępionymi rękawami i narzucone na wierzch kamizelki. Sancho Pansa nosi też słomiany kapelusz, a Don Kichot złotawą miskę balwierza. Musi przy tym umiejętnie się poruszać, bo miska jest dość płytka i ledwo się trzyma głowy rycerza.


Ruch w przedstawieniu w ogóle odgrywa ważną rolę, i nie chodzi tylko o żywiołowy taniec w scenie z Mularzami, czy potem z Arabami, którzy oczarowali Don Kichota ciałem pięknej Mauretanki (w tej roli wystąpiła sama choreografka Anna Iberszer) i sprytnie go okradli. Liczy się także indywidualna ekspresja postaci, przede wszystkim samego Don Kichota. Ruciński jest szczupły i bardzo wysoki, a sterczące włosy, obcas i postawiony kołnierz jeszcze go wydłużają. Po scenie chodzi więc tyczka, i to w osobliwy sposób, bo z nieco podkurczonymi nogami, za to z dumnie uniesioną brodą. Dodajmy do tego nieco drżący głos i mamy pełny obraz błędnego rycerza. Szczepaniak, który liczy sobie prawie trzydzieści centymetrów mniej, wygląda przy nim jak dziecko, i właśnie o taki groteskowy efekt chodziło. Don Kichot jest za duży i trochę nieporadny, z trudem więc operuje długą kopią, z kolei Sancho Pansa jest za mały, więc gdy chce opowiedzieć Aldonzie list od swojego pana, musi wejść na stół. Wieczur-Bluszcz nie ośmiesza jednak swoich bohaterów ani ich nie kompromituje. Przeciwnie, historię Don Kichota w jej musicalowej wersji traktuje bardzo poważnie.


Świadczy o tym już sam prolog spektaklu. Scena rozgrywa się w półmroku, jest tajemnicza i intrygująca, widać, że reżyserka potrafiłaby dłużej utrzymać naszą uwagę scenami dramatycznymi, w których warszawscy aktorzy czują się znakomicie. Jesteśmy w miejskim więzieniu w Sewilli, do którego za sprawą inkwizycji trafia niepokorny Cervantes – wprost w ręce agresywnych więźniów, którzy urządzają mu własny sąd. „Oskarżam cię o to, że jesteś idealistą, złym poetą i uczciwym człowiekiem. Czy przyznajesz się do winy?” – pyta jeden z nich, a Cervantes odpowiada muzyczną inscenizacją historii Don Kichota, którego sam zagra. Ruciński kreuje więc człowieka z La Manchy ze świadomością podwójnej, a nawet potrójnej umowności, bo przecież między Cervantesem i Don Kichotem mamy jeszcze pana Alonso Kichanę. Porusza się między tymi postaciami płynnie, przekonujący tak w scenach komicznych, jak lirycznych. W słynnej spowiedzi Don Kichota momentalnie pozbywa się nieco karykaturalnej postawy, mówi głosem silnym i naturalnym, jakby na chwilę był znowu Cervantesem.


Człowiek z La Manchy w spektaklu Wieczur-Bluszcz „wiedzie swój żywot poza sobą, dla innych, dla swych braci, po to, by unicestwić zło, przeciwdziałać wrogim ludzkości mocom – czarownikom, olbrzymom – czyli prześladowcom”. Tak opisał go romantyk Turgieniew w eseju Hamlet i Don Kichot, celnie przytoczonym w programie musicalu, ciekawe jednak, że w podobny sposób ukazuje tę postać John Maxwell Coetzee w Śmierci Jezusa, właśnie wydanej po polsku. „Wiesz, co myślę? Że Don Quixote powinien przybyć tutaj i że tutaj powinniśmy dobrze czynić” – mówi bohater powieści. Przesłanie spektaklu jest identyczne, co dziś rzadkie w teatrze dla dorosłych. Dobrze czynić oznacza tu ratować skrzywdzonych. W musicalu pojawia się oczywiście zły czarownik, który próbuje odebrać rycerzowi wiarę w ideały, ale prawdziwymi prześladowcami są Mularze, a ofiarą służąca Aldonza. Kobieta z biedy oddaje się pastuchom, gardząc agresywnymi mężczyznami, ale też akceptując swoje położenie. Don Kichot naruszy ten układ, co natychmiast rodzi reperkusje – Aldonza zostaje zgwałcona, a błędny rycerz raniony.


Z pozoru więc idealizm bohatera pogłębia zło, w istocie jednak zwalcza je bez względu na cenę, którą trzeba zapłacić. Don Kichot naraził Aldonzę na cierpienie, ale też obudził w niej poczucie godności i nie rozczarował tchórzostwem. Za słowem poszedł czyn godny rycerza, i oto Aldonza nie chce być dłużej karczemną dziewką, walczy o swoją nową tożsamość, a nawet podmiotowość. W finale mówi stanowczo: „Nazywam się Dulcynea”, i jako Więźniarka gotowa jest stanąć koło Cervantesa. Don Kichot jest główną postacią tego musicalu, to oczywiste, ale postacią najważniejszą okazuje się właśnie ona. Idealizm, talent poetycki i dobroć Cervantesa spotkały się na scenie z jej powodu i dla niej połączyły swoje siły.


W Teatrze Dramatycznym nie po raz pierwszy staje się po stronie prześladowanych kobiet. Wystarczy wspomnieć Miłość od ostatniego wejrzenia, wyreżyserowaną na podstawie prozy Vedrany Rudan. O ile jednak w spektaklu Iwony Kempy mężczyzna jest wyłącznie oprawcą, a nienawiść do niego rodzi w kobiecie cynizm i prowadzi do zbrodni, to w musicalu Wieczur-Bluszcz ma on do odegrania także inną, bardziej szlachetną rolę. W eseju napisanym specjalnie z okazji inscenizacji Człowieka z La Manchy Jakub Kasprzak ujrzał współczesnego Don Kichota w niejakim Clamp Manie, który w jednym z australijskich miast szlifierką „uwalnia auta” z blokady na kołach. No cóż, wydaje mi się, że reżyserka musicalu szukałaby go raczej wśród dojrzałych mężczyzn, którzy miłością, szacunkiem i podziwem potrafią „uwolnić” współczesne kobiety od znacznie większej opresji.


 

Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy
Człowiek z La Manchy Dale’a Wassermana i Mitcha Leigh
tłumaczenie Antoni Marianowicz, Janusz Minkiewicz
reżyseria Anna Wieczur-Bluszcz
scenografia, kostiumy Ewa Gdowiok
światła Paulina Góral
I dyrygent, kierownictwo muzyczne Adam Sztaba
choreografia Anna Iberszer
premiera 31 stycznia 2020

 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/https://www.fundacjaperforma.com/rozmowy-z-artystamihttps://www.adit.art.pl/


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij