Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
2/2012
Pies zainfekowany człowiekiem
autor: Halina Waszkiel
Pies zainfekowany człowiekiem
foto: Krzysztof Bieliński

Nowe przedstawienie Tomaszuka pokazuje horror ludzkiej egzystencji w zdeprawowanym i okrutnym świecie.

Najnowsze przedstawienie Wierszalina – Anatomia psa – nawiązuje do prozy Michaiła Bułhakowa, zwłaszcza do nowel Psie serce (1925) oraz Morfina (1927), ale dalece je przetwarza. Chirurg-transplantolog, profesor Preobrażeński (Rafał Gąsowski), tak jak u Bułhakowa prowadzi w porewolucyjnej Moskwie klinikę zapewniającą pacjentom niebywały wzrost możliwości seksualnych, dzięki przeszczepom organów pobieranych od zwierząt. Wysoko postawieni klienci, jak Generał Czeka (Dariusz Matys) zapewniają mu nietykalność i nadzwyczajne przywileje, na przykład zachowanie wielopokojowego mieszkania wbrew procedurze dokwaterowań.
Przed laty Rudolf Zioło – w spektaklu Psie serce wyreżyserowanym w warszawskim Powszechnym – obsadził w roli Preobrażeńskiego ciepłego i wyciszonego Władysława Kowalskiego. Rafał Gąsowski gra zimnego eleganta, gardzącego ludźmi, nawet własnym asystentem Bormentalem, którego wykorzystuje seksualnie. Wielbi Verdiego, gardzi „proletariatem”, ma wyszukane maniery i rozpaczliwie tęskni za utraconą, wyidealizowaną przeszłością. Peroruje: „...ja nie umiem odurzyć się i zapomnieć, że świat, mój świat już nie istnieje. Zniknął. A wraz z nim godność, uczciwość, wierność i miłość...”. Piotr Tomaszuk zacytował ten fragment Psiego serca, ale podbijając słowa Preobrażeńskiego muzyką Verdiego i pokazując w roli słuchacza zgnębionego Bormentala, zasugerował fałsz podniosłej deklamacji. U Bułhakowa profesor naprawdę marzy o „poprawieniu ludzkiego gatunku”, u Tomaszuka – nie ma złudzeń, chce tylko zachować własne przywileje i przyjemności.
Doktor Bormental w wierszalińskim przedstawieniu nie jest człowiekiem energicznym i aktywnym, jak w Psim sercu, lecz słabym, przegranym, nie tylko ulegającym Preobrażeńskiemu w sferze seksualnej, ale też znoszącym bez protestu obrażanie i poniewieranie. Jest narkomanem (jak młody lekarz – bohater Morfiny), uzależnionym od apteczki i recept profesora. Główna przyczyna popadnięcia w nałóg jest natury osobistej – rozstanie z ukochaną żoną, która wzgardziła mężem i jako człowiekiem, i jako mężczyzną. Bormental czuje się jak sponiewierany pies (nazywa siebie „Sabakow”, przebiera się za psa, nakłada kaganiec), dlatego potrafi współczuć ulicznemu kundlowi i zapisuje na mankietach koszuli zdania formułowane w imieniu przybłędy Szarika (gest pisania przypomina Notatki na mankietach Bułhakowa, ale nie ma nic wspólnego z treścią tej noweli). Przejmujący Miłosz Pietruski buduje postać Bormentala każdym gestem skurczonego ciała – wplątany w ciasną przestrzeń boksów, przedzierający się przez rusztowania, zaszywający się po kątach, by wstrzyknąć sobie zbawczą morfinę, bezwolnie poddający się dominującemu nad nim (także wzrostem i wyprostowaną sylwetką) profesorowi.
Trzecia z głównych ludzkich postaci to „przewodniczący komitetu blokowego” Szwonder (Dariusz Matys), wcielenie wszystkiego, co najobrzydliwsze w ludziach typu „podlec”. Profesor broni się przed jego zakusami, ale do czasu. Gdy Szwonder wytropi homoseksualizm, profesor wie, że przegrał, bowiem zna mechanizmy nagłośnionego skandalu: „Jutro żadnego »odkrycia« już nie będzie. Przyćmi je »ciota«. »Nieprzyzwoicie wprost bogata« ciota, uprawiająca swój proceder pod płaszczykiem medycyny...”. Ten wątek, nieobecny u Bułhakowa, ma zapewne uwypuklić mechanizmy społeczne, które nie przeminęły, lecz trwają niezmienne – pokonywanie przeciwników lub obalanie autorytetów przez wyśledzenie kompromitujących szczegółów z życia prywatnego.
Największą trudność w teatralnej adaptacji Psiego serca stanowi postać psa Szarika, odmienionego na skutek przeszczepów w człowieka, Szarikowa (w realizacjach Zioły grał go – w Krakowie Andrzej Grabowski, w Warszawie Mariusz Benoit). Znaczna część noweli Bułhakowa opowiada o stopniowych postępach w podłości i bezczelności nowego „obywatela”. Na koniec profesor uświadamia sobie swój błąd: że przemienił „sympatyczne zwierzę w takiego łotra, że włos się jeży”.
Inaczej dzieje się w przedstawieniu Tomaszuka. Szarik to suka („Madame Charic”), którą przeszczepy zmieniły w stworzenie podobne nie tyle do człowieka, co do małpki. Rewelacyjna Katarzyna Grajlich tak jest ucharakteryzowana i tak gra – najpierw obolałego i poparzonego psa, potem psa pełnego energii, z radością wykonującego komendy w rodzaju „siad” czy „leżeć”, a wreszcie małpkopodobną istotę, która podskakuje, macha ogonem i wykrzykuje (celowo niezbyt wyraźnie) stek przekleństw. Słowa „małpki” to rynsztok, ale wypowiedziany w sposób swoiście niewinny – trochę tak jak papuga, lub dziecko mówiące zasłyszane „brzydkie słowa” bez rozumienia, co znaczą. Ponieważ przysadka mózgowa została pobrana od degenerata i alkoholika, „małpka” potrafi tylko kląć i domagać się wódki. Natura została zainfekowana człowiekiem. Dobry, wierny pies najpierw zaznał od ludzi głodu, bólu i poniewierki, a potem ludzką ręką został zamieniony w monstrum. I chyba nie na wiele się zda kolejna operacja – zamiast przysadki prymitywa-alkoholika przeszczep głowy inteligenta-morfinisty.
„Psiość” egzystencji zwierząt i ludzi przejawia się w przedstawieniu na wiele sposobów. Preobrażeński wypomina asystentowi, że „przygarnął go jak bezdomnego psa”. Bormental, wspominając żonę, mówi o niej jako o „suce”, a o sobie, że został potraktowany i przegnany jak pies. Wścibski i węszący Szwonder też ma coś z psa – gończego.
Podobne porównania „pieskiego” i ludzkiego życia podsuwa scenografia. Julia Skuratova zbudowała na scenie konstrukcję z rurek podobnych do rusztowania i podzieliła pionową ścianę na metalowe wielofunkcyjne boksy, zasłaniane kratami lub metalowymi ekranami. Odpowiednio oświetlane, wyglądają a to jak spiętrzone klatki w schronisku dla zwierząt, a to jak mieszkania w bloku-mrówkowcu, a to znów jak kolejne pokoje w mieszkaniu Preobrażeńskiego, z rzędami medykamentów. „Wideodekoracja” i projekcje (Piotr Tomaszuk we współpracy z Rafałem Gąsowskim) wzbogacają scenografię o tajemnicze błyski, barwy, a także obrazowe komentarze i psychodeliczne zwidy narkomana-morfinisty. Rozmowom medycznym towarzyszą podręcznikowe wizerunki ludzkiego ciała, systemu kości i mięśni, oczu, mózgu, nerwów. Monologowi profesora o utraconym świecie wartości towarzyszą fragmenty dawnych kronik i filmów pokazujące wojny, pożary, rozstrzeliwania, szubienice, zwały trupów, wygłodniałe dzieci w sierocińcach. Dotyczą (jak się wydaje) czasów współczesnych Bułhakowowi, ale ich sens jest ogólnej natury.
W jednej ze scen Katarzyna Grajlich gra kobietę – wspomnienie Bormentala o żonie. Niemal nagie ciało wabi, by odepchnąć, kusi, by poniżyć. Kobieta niszczy zakochanego mężczyznę na zawsze. Przez nią sięgnie po morfinę i odda swoje ciało do dyspozycji Preobrażeńskiemu. Krzywda doznana w sferze uczuć i ludzkiej godności nie da się zmyć tak łatwo jak krew w sali operacyjnej.
W przedstawieniu Tomaszuka krwi jest dużo – na fartuchu chirurga, w wiadrze, nawet w kaloszach. Są też narzędzia chirurgiczne, żywy płomień sterylizatora, stół zabiegowy. A jednak reżyser i scenografka uniknęli horroru i epatowania okropnością, co wyszło przedstawieniu na dobre. Narzędzia są wyolbrzymione i przerysowane, trochę jak u dzieci bawiących się w doktora. Wszyscy aktorzy w scenach „medycznych” zachowują lekki ironiczny dystans, jak Miłosz Pietruski pomagający w operacji z maską psa na twarzy, Dariusz Matys reagujący zdziwieniem, a nie paniką na zbliżające się do niego kleszcze, a zwłaszcza świetny Rafał Gąsowski, wyniosły, pogardliwy, elegancki, trochę nieobecny, oczyszczający się z krwi gestem wkładania białych gatek. Bo nie o horror sali operacyjnej chodzi w przedstawieniu, lecz o horror ludzkiej egzystencji w zdeprawowanym i okrutnym świecie.
Szczególną rolę pełni w przedstawieniu muzyka, utkana z fragmentów oper Giuseppe Verdiego przez Piotra Nazaruka. Preobrażeński nuci operowe arie nawet podczas operacji. To jego odtrutka na „pieski” świat, symbol czegoś wyższego, lepszego, oczyszczonego z brudu życia. Na publiczność zgromadzoną w Supraślu Verdi działa podobnie. Traviata czy Aida nadal potrafią zauroczyć i porwać słuchaczy. Co prawda śpiewaczka zwana Aidą złamała Bormentalowi życie, ale opera Aida nie jest temu winna. Verdi podtrzymuje wiarę w obecność piękna, jeśli nie w życiu, to przynajmniej w sztuce – wiarę Preobrażeńskiego, i naszą. Oczywiście, jeśli ktoś z widzów nie cierpi opery, to wyniesie inne przesłanie – że subtelny inteligent może być takim samym egoistą i wyrachowanym karierowiczem jak wszyscy inni, i tak zwana „wysoka kultura” nic tu nie pomoże. Zbadanie anatomii psa udowadnia smutną prawdę, że źródłem zła w świecie byli i są ludzie.
 

Teatr Wierszalin w Supraślu
Anatomia psa wg prozy Michaiła Bułhakowa
reżyseria Piotr Tomaszuk
oprawa scenograficzna, maski i kostiumy Julia Skuratova
opracowanie muzyczne Piotr Nazaruk
wideodekoracja i projekcje Piotr Tomaszuk, Rafał Gąsowski
premiera 15 października 2011
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/http://www.instytut-teatralny.pl/projekty/konkurs-fotografii-teatralnej-iii-edycja/http://www.festiwalsingera.pl/


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij