Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
10/2013
Bezrobotny Świerszcz
autor: Kalina Zalewska
foto:

 

W interpretacji Brzyka Historia o Miłosiernej… stała się kontrowersyjną, nie zawsze więc rzetelnie sprawiedliwą, ale gorącą i aktualną wypowiedzią o polskim Kościele. Bez wątpienia zrealizowaną z talentem.

 

 

Od czasu europejskiej prapremiery Historii o Miłosiernej, czyli Testamentu psa, wyreżyserowanej przez Konrada Swinarskiego w warszawskim Ateneum (1960), tekst brazylijskiego autora Ariano Suassuny regularnie pojawiał się na scenie. Sam Swinarski wracał doń kilka razy, także w Berlinie i Zurychu, gdzie, jak podaje Joanna Walaszek, jego spektakle ratowały teatry przed bankructwem, a reżyser żartował, że to zasługa Miłosiernej. W nowej epoce dramat Suassuny dwukrotnie zrealizował Piotr Cieplak (1997, 2012), a i Remigiusz Brzyk reżyserował go już w łódzkim Jaraczu (2004) i wrocławskiej PWST (2011).


Czy nieco zwietrzały i naiwny moralitet, będący portretem ludowego katolicyzmu, osadzony w realiach Ameryki Południowej, jest nadal aktualny w środkowej Europie? Brzyk przepisał tekst dramatu, zręcznie mieszając polskie i południowoamerykańskie realia, odnosząc się jednak do naszych problemów, choć wykorzystując też szerszy kontekst. By bardziej urzeczywistnić sceniczną akcję, wzbogacił ją o postać majora Antoniego Moralnego, w mundurze i ciemnych okularach, jako że wojskowy reżim był stałą częścią dwudziestowiecznej historii Ameryki Południowej, ale i z racji przeszłości papieża Franciszka, sprawującego kościelne funkcje w Argentynie za rządów wojskowej junty. Mundurowy w ciemnych okularach, i jak się dowiadujemy„były esbek”, kojarzy się też z polską historią, co reżyser przypomina widzom, by nie postrzegali tej postaci jako malowanej i egzotycznej.


Robiąc atrakcję z nieoczekiwanych odniesień i wystawiając rzecz w mieście, gdzie padły złośliwe komentarze dotyczące przeszłości ojca Kościoła, Brzyk zrobił spektakl prowokacyjny i publicystyczny, odnoszący się, podobnie jak sam dramat, i do kościelnej hierarchii, i do wiernych. W jego interpretacji stał się on kontrowersyjną, nie zawsze więc rzetelnie sprawiedliwą, ale gorącą i aktualną wypowiedzią. Rozgrywając rzecz na wysypanym piaskiem placu przed kościołem, który momentami staje się cyrkową areną, i mieszając realia, wzmocnił umowność konwencji, nie rezygnując z dosadności prowadzonej z widzami rozmowy. Niektórych bohaterów wzbogacił o nowe motywacje, parę kwestii zaostrzył, a parę dodał, wrzucając do spektaklu, jak do gazety, także aluzje do praktyk poznańskiego arcybiskupa Paetza.


Piekarzowa, w czerwonej sukience mini, czarnych szpilkach i rajstopach, w żywiołowym wykonaniu Anny Mierzwy, to teraz już nie tylko żona, która dyryguje mężem, żądając katolickiego pogrzebu ulubionego psa, ale kobieta rekompensująca sobie ożenek z bogatym, ale niezbyt atrakcyjnym mężczyzną. Lokalny demon seksu z czerwoną torebką w ręku, chętnie odsłaniający bieliznę, łowi kochanków w całej okolicy. U Brzyka, podczas wieńczącej intrygę sceny sądu, staje się to głównym zarzutem wobec bohaterki.


Prezentując zależności między kościelną hierarchią, reprezentowaną tu przez księdza (Mariusz Zaniewski), biskupa (Szymon Piotr Warszawski), zakrystiana (tu zakonnika – jedna z kilku ról Bartosza Nowickiego, grającego poza tym przewodnika spektaklu) i wprowadzone przez Brzyka zakonnice (Martyna Zaremba, Gabriela Frycz), reżyser pokazuje, jak pieniądz i układy z miejscową władzą powodują naginanie interpretacji słów Pisma, by jakoś pogodzić moralne wskazania z życiowymi realiami. Zło jest u Suassuny codzienne i banalne, wydaje się więc niezbyt groźne. Kaliber winy bohaterów widać jednak wyraźnie, gdy dogadują się także z przedstawicielem wojskowej władzy.


W dramacie silne jest przekonanie, że gdzieś na dole skorumpowanej społecznej hierarchii jest jednak ktoś uczciwy i najwyraźniej niegłupi, kto da sobie radę w każdej sytuacji i nie ulegnie manipulacji. Jest ono wyrazem żarliwego idealizmu autora, a nie, jak on sam określił, „nowoczesnego katolicyzmu” (o czym wiadomo z przedmowy do polskiej edycji dramatu, opublikowanej w „Dialogu”), czyli najwyraźniej kiełkujących już idei powstałej dekadę potem teologii wyzwolenia. Dzięki spektaklowi widać jednak wyraźnie, że padły tam one na wyjątkowo podatny grunt: rozwarstwienie społeczne było tak duże, a władza tak się skompromitowała, że przedmiotem troski części południowoamerykańskiego Kościoła stali się wykorzystywani biedacy. Kiedy Brzyk wspomina o umowach śmieciowych, daje do zrozumienia, że zatrudniani okresowo i na marnych warunkach Polacy też mają dosyć dźwigania ciężaru przemian na swoich barkach.


Suassuna wyposażył pomocnika piekarza, który okazuje się najbardziej rezolutny w całej miejscowości, w skłonność do krętactwa, ludowy spryt i sporo łobuzerskiego wdzięku. Grilo, w Ateneum grany przez Mariana Kociniaka, stał się u Brzyka Janem Świerszczem, a Czesław Skwarek, w jednej ze swoich pierwszych ról, gra go inteligentnie i z werwą, wnosząc na scenę energię, która dynamizuje spektakl, nadając mu zmienność i rytm. Partneruje mu Adam Mortas jako niezguła Chico, na Powiślu kreowany przez Bronisława Pawlika.


Jedną z istotnych zmian w fabularnym przebiegu akcji, poza wprowadzeniem majora Moralnego, jest modyfikacja postaci zbója Severina, przybywającego do miasteczka, by splądrować kieszenie i uśmiercić bohaterów, granego niegdyś przez Romana Wilhelmiego. Brzyk powierzył jego zadanie parze nastoletnich morderców w strojach komunijnych. Polscy Bonnie i Clyde – Maksymiliana ze Zduńskiej Woli i Zbój – wprowadzają na scenę elementy horroru o zabarwieniu religijnym, ale i rzeczywistość polskiej prowincji, często zaskakującej bezmyślnością wymierzanego okrucieństwa.


Na scenie dzieje się dużo, a Brzyk uruchamia aktorów, grających czasem po kilka ról, pokazując siłę zespołu, wzmocnionego przez kolegów grających gościnnie. Tekst podawany jest bystro, a niezwykle wyraziste obrazy sceniczne zmieniają się nieustannie, co wydaje się stałą cechą stylu reżysera. Kilka z nich zapada w pamięć, jak siedzący pośrodku sceny Jezus, otoczony rozrzuconymi zwłokami pozabijanych bohaterów, którzy połasili się na walające się między ich bezwładnymi ciałami pieniądze, teraz już do niczego niepotrzebne; duchowieństwo, od księdza przez zakonnika i zakonnice do biskupa, ustawione pod ogromnym krzyżem, symbolizującym ideały, których nie ustrzegli, z wypisanymi pod nim grzechami, których się dopuścili; ocaleni wierni, w dowód wdzięczności wznoszący ołtarz ku czci Zbawiciela i jego Matki, i już w tym momencie sprowadzający Boga do własnego wyobrażenia i wymiaru.


Nie ma tu gwiazd, aktorzy pracują na wspólny efekt żywego i dynamicznego widowiska. Brzyk w roli Miłosiernej obsadził jednak Antoninę Choroszy, wykorzystując klasyczną urodę aktorki, a partię Jezusa powierzył Aleksandrowi Machalicy. W długiej, błękitnej sukni, z rozpuszczonymi włosami, Choroszy gra w innym tempie niż koledzy, dzięki czemu wydaje się krainą łagodności, osobą z innego świata.
Właśnie zmiana tempa na znacznie wolniejsze towarzyszy pojawieniu się boskich postaci. Czas płynie teraz inaczej. Po śmierci bohaterów na scenie odbywa się sąd nad nimi, z Lucyferem w roli oskarżyciela, Jezusem jako sędzią i Matką Boską w roli obrończyni. Zanim jednak do niego dojdzie, reżyser przygotowuje wejście Jezusa, który w tekście Suassuny, podobnie jak spektakl niestroniącym od publicystyki, jest ciemnoskóry i rozprawia o braku rasowych uprzedzeń. Brzyk postanowił porozmawiać o naszych uprzedzeniach. Machalica, zanim wejdzie na scenę, przechodzi więc przez widownię. Jezus w mycce, z pejsami, w tałesie na ramionach, witający się żydowskim „Szalom!” i podający widzom rękę, jest sporym zaskoczeniem i realnym, skierowanym do nich pytaniem, czy takich uprzedzeń nie mają.


Najlepszą sceną spektaklu jest jednak moment odpuszczenia win, kiedy bohaterzy spontanicznie rzucają się do siedzących obok siebie Jezusa i Matki Boskiej i z wdzięczności zaczynają budować ołtarz, gromadząc wokół nich doniczki z kwiatami, przyozdabiając ich w korony, brodę i makijaż: przekształcając żywych i reagujących bohaterów w ludowe świątki. W jednej chwili rozumiemy, jak powstają przydrożne kapliczki, ale i ogromne sanktuaria, budowane ku czci, czy to na ludzką, czy gigantyczną miarę – oddalające proste, ale trudne wymagania katolicyzmu w bezpieczną dal, bo przykrawające Boga do naszych o nim wyobrażeń albo demonstrujące Jego moc poprzez fizyczną okazałość. Jezus frasobliwy to przecież taki gazda, który jest do nas podobny i pewnie też chodziłby w życiu na skróty. Jezus ze Świebodzina (będący kopią Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro pojawiającego się w Korzeńcu Brzyka) ma z kolei przekonać gigantycznym rozmiarem. Reżyser mówi tu coś istotnego o polskiej religijności: jest ona skrojona na naszą miarę, a więc niezbyt radykalna, taka, żeby nam nie przeszkadzała w życiu, albo ukrywa się za fizyczną wielkością obrazu Boga, który ma pokonać popkulturowych bohaterów, wśród których żyjemy. W obu przypadkach skrzętnie omija wewnętrzną przemianę wierzących.


Poznański spektakl pokazuje, jak istotna w teatrze jest konwencja. Brzyk odniósł się krytycznie do polskiego duchowieństwa, które bezpardonowo rozliczył za przekroczenia, użył jednak do tego formy moralitetu, która z jednej strony to umożliwia, z drugiej usprawiedliwia jako reakcję na łamanie przykazań, wreszcie łagodzi farsowym charakterem opowieści. Powiedział to, co chciał, a wyszło lekko i bez kwestionowania samej religii.

 


 

Teatr Nowy w Poznaniu
Historia o Miłosiernej, czyli Testament psa Ariano Suassuny
tłumaczenie Danuta Żmij, Witold Wojciechowski
reżyseria i scenografia Remigiusz Brzyk
współpraca scenograficzna i kostiumy Małgorzata Zelek, Agnieszka Majkutewicz
muzyka i opracowanie muzyczne Filip Kalinowski
premiera 14 czerwca 2013

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij