Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
12/2013
Wszystkie wymiary cierpienia?
autor: Magdalena Przyborowska
Wszystkie wymiary cierpienia?
foto: Andrzej Wencel

Piotr Cieplak po raz drugi zmierzył się z Księgą Hioba. Jego nowy, autorski spektakl jest nierówny: miejscami rozczarowuje, miejscami zachwyca.

 

Milczenie o Hiobie to przedstawienie, w którym odnaleźć można niemal wszystko, co charakterystyczne dla spektakli Cieplaka. Mamy konstrukcję pozbawioną fabuły, metateatralną refleksję, świadomość kryzysu języka jako narzędzia komunikacji, bajkową alegoryczność i wreszcie religijno-filozoficzny dyskurs – tym razem poświęcony pytaniu o sens cierpienia i wstawiony w ironiczny cudzysłów – wreszcie Boga jako główny punkt odniesienia w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie. Cały ten asortyment wyobraźni reżysera może być źródłem krytyki lub zachwytu, bo spektakl jest nierówny: miejscami rozczarowuje, miejscami zachwyca. Na pewno jednak nie pozostawia obojętnym.


Bo też trudno pozostać obojętnym wobec Księgi Hioba. Ta biblijna przypowieść o wiernym słudze Bożym, który miał wszystko, czego człowiek może pragnąć – zdrowie, majątek i wspaniałą rodzinę – i który traci to, bo Bóg przystaje na zakład z Szatanem i wystawia Hioba na próbę, nie tłumaczy cierpienia, nawet nie poucza, jak sobie z nim radzić. Biblijna teodycea uczy nas, że człowiek jest całkowicie zależny od Boga i jedyne, co może zrobić, to Mu zaufać, przyjąć od Niego zarówno dobro, jak i zło. Nie dla nagrody, ale dlatego, że człowiek zmuszony jest uznać moc Boga. Taka eksplikacja cierpienia jest trudna do pojęcia i zaakceptowania. Dlatego być może tak nośny to temat w literaturze i kulturze. Cieplak, podejmując go w swoim autorskim spektaklu, to trafia w sedno, to schodzi na manowce, i choć wydaje się, że w tym konflikcie racji staje po stronie człowieka, to jednak ostatnie zdanie pozostawia Bogu.


Przestrzeń sceniczna, zaprojektowana przez Andrzeja Witkowskiego, tonie w czerni, spłaszczonej przez lustrzaną fakturę ściany. Na jej tle stoi stół. Konferencyjny. A przy nim siedem prostych czarnych plastikowych krzeseł, przy każdym sześciopak małej wody mineralnej. Z lewej strony na fotelu na kółkach wjeżdża na scenę Cezary Kosiński, będący w spektaklu kimś w rodzaju konferansjera. Z charakterystycznym dystansem wątpiącego ateisty opowiada on historię Hioba, kilkakrotnie podkreślając jego bezgrzeszność. I zapowiada wejście jego przyjaciół, którzy przybywają na tę szczególną konferencję, by szukać odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia Hioba.


Nagle jednak skromnie zastawiony stół znika. Bohaterowie zostają odsłonięci, pozbawieni chroniącej ich bariery. Następuje zderzenie z doświadczeniem dla nich niepojętym i nieopisywalnym, na które nie potrafią odpowiedzieć – „milczenie o Hiobie” okazuje się niemożliwe do przełamania. Od tej pory będą miotać się między milczeniem a potrzebą mówienia. Mówienia, nie rozmawiania. Bo kiedy już zdołają przerwać przeciągającą się ciszę, nie potrafią zbudować dialogu. Siedzą obok siebie w przedłużającej się scenicznej pauzie, niby bez ruchu, ale jednak ktoś odwraca głowę, ktoś zakłada nogę na nogę, ktoś w nerwowym geście rozprostowuje ułożone na kolanach dłonie…


W końcu kłopotliwe milczenie zostanie przełamane, każdy z nich – na wzór Elifaza, Bildada i Sofara – wygłasza swój płomienny monolog. Niby do Hioba mówią lub o Hiobie, ale tak naprawdę każdy z nich rozprawia o sobie. I zapatrzony jest we własny ból.


Spektakle Cieplaka są zawsze świetnie zagrane, aktorzy doskonale prowadzeni, a jednocześnie odnosi się wrażenie, że reżyser pozostawia im dużą swobodę. Milczenie o Hiobie skonstruowane jest z pozornie niezależnych, ale logicznie ze sobą połączonych monologów, a bohaterowie dostają szansę podzielenia się żalem, troską, bólem. Jednocześnie jest to też chwila w świetle reflektorów służąca prezentacji aktorskich możliwości. Pojawia się tutaj gryząca podwójność, bo czy mówiąc o czyimś cierpieniu, wypada popisywać się talentem? Gdzie jest granica, za którą sztuka staje się pasożytem żerującym na ludzkim życiu? A może są tematy tak wyeksploatowane, że wypadałoby o nich zamilknąć? Jak o Hiobie…


Starszy mężczyzna, w tej roli Jerzy Łapiński, opowiada o swoim kocie zamęczonym przez młodych chuliganów. I o samotnym starzeniu się. Jest w tym przejmująco zabawny i smutny jednocześnie. Szczególnie, gdy już nie mówi (monolog jego jest niezbyt wyszukany), tylko wykonuje prosty, acz wyczerpujący układ taneczny ułożony przez Leszka Bzdyla. Widać, jak traci siły, jak gubi rytm i za każdym razem podczas powtarzania tego układu wstaje z większym trudem. Ten ruch i brzmiąca w głosie bezradność składają się na kompozycję starości, śmieszności i poczucia odrzucenia przez pędzącą do przodu młodość. Podobnie Tomasz Sapryk, który niemal cały spektakl przemyka w tle między bohaterami, przechadza się z plastikowym kubkiem wypełnionym kawą, zamyślony, nieobecny, ale jego kilkuminutowe solo to potok słów człowieka stającego w obliczu śmierci i cierpienia przyjaciela. To ten jednostkowy, najbardziej ludzki wymiar cierpienia…


Cieplak bowiem dotyka tematu wielowymiarowo, jednostkowo i społecznie, narodowo i historycznie. Naładowany energią młody człowiek – Karol Pocheć – biega w kółko po scenie, ćwiczy i czyta na głos wywiad z Andrzejem Stasiukiem na temat polskiego antysemityzmu zamieszczony w „Gazecie Wyborczej”. Temat ten organizuje zresztą w jakiś sposób cały spektakl. Drwiący ton wypowiedzi Stasiuka, bardzo ostro krytykujący hipokryzję i błędne koło stereotypowego myślenia Polaków, współgra z rolą Dominiki Kluźniak – profesjonalnej lektorki – która także nie mówi własnymi słowami. Z wielką uwagą i wyrazistą dykcją odczytuje fragmenty Dziennika z bunkra Miła 34 anonimowej Żydówki. Dopiero przy trzecim wejściu nerwy jej puszczają i prosi, żeby znaleźć kogoś innego do czytania tego tekstu. Zderzenie antysemityzmu jako odwiecznego polskiego kompleksu z koszmarem holocaustu to jednak motyw narysowany w spektaklu grubą, aż nazbyt wyrazistą kreską. Zwłaszcza że powtarza się jeszcze w grubym żarcie pewnego domokrążcy – w tej roli Zbigniew Zamachowski – który nagle, chcąc wyrwać publiczność z nudy, zadaje zagadkę: „okrągłe i nie lubi Żydów”. Zamachowski, na pół prywatny, próbuje przekonać widzów także do kupienia płyty z nagraniem klekotu bocianów rodem z Supraśla, przy okazji sprzedając widzom historię o brutalnym zwalczaniu strachu przed lataniem wśród tych ptaków… Może to ukazany w krzywym zwierciadle polski patriotyzm, który w czerwono-białych… (bohater poprawia się) w czerwono-biało-czarnych bocianach każe dopatrywać się symbolu polskości, tej czarnokatolickiej oczywiście…


Krytyka polskiej zaściankowości i antysemityzmu to nie jedyne ważne społecznie tematy, które Cieplak łączy w swoim spektaklu z rozważaniami o cierpieniu. Ważne, ale i do cna wyeksploatowane już przez media i środowiska opiniotwórcze. Żona Hioba to w Biblii postać drugoplanowa, raczej negatywna. To ta niewierna, która Hioba namawia, by zamilkł i umarł już lepiej, bo Bóg się od niego odwrócił i nie można już na niego liczyć. Ubrana w cudnie skrojony czerwony płaszczyk, elegancka i konkretna Monika Dryl jako prelegentka w klimacie feministyczno-genderowym przedstawia wywrotową interpretację tej postaci, inspirowaną artykułem profesora Śpiewaka… Wykład jednak przeradza się w rozpaczliwą opowieść o kobiecie, która straciła wszystkie swoje dzieci i która nie ma nawet ostatniego grosza na kawałek chleba dla umierającego męża. Ale o tym nikt zdaje się nie pamiętać…


Najbardziej intrygującą postacią jest jednak dziewczyna w dresie i niebieskiej czapce – Wiktoria Gorodeckaja. To najlepsza, zdecydowanie niejednoznaczna, rola w spektaklu. Pokaz aktorskich możliwości, miejscami graniczący z brawurą. Dziewczyna rozumie mowę kamieni, wyśpiewuje nad głową utożsamiającej się z żoną Hioba Moniki Dryl Modlitwę wigilijną Czesława Miłosza. Zachowuje się jak dziecko, z lekka upośledzone – takie, które niczym Karusia z Mickiewiczowskiej Romantyczności, widzi więcej. Jest rodzajem medium, przez które przemawiają zarówno cierpiący Hiob, jak i majestatyczny Bóg. I kluczową postacią w scenie finałowej, w której Bóg przemawia do Hioba.


Cieplak po wielokroć łamie zasadę decorum, powagę tematu ubierając w poetykę żartu, a nawet bajki dla dzieci Toona Tellegena Czapla o niewzruszonej nodze, zagranej przez cały zespół w konwencji najwyższej próby komizmu (z sepleniącą o „sssuwarach” Dominiką Kluźniak vel Wiewiórą na czele). Tytułowa czapla chce, ale nie może się przewrócić, zmuszona trwać w pozycji wyprostowanej. Podobnie Hiob – wiedział, że nie zgrzeszył, a pewnie łatwiej byłoby znosić cierpienie jako karę za grzechy. Zmienność nastroju jest swoistą dominantą kompozycyjną przedstawienia, które, mimo że amorficzne, jest spójne i poszczególne cząstki łączy w niepozbawioną logiki całość. Rodzi się jednak pytanie, czy przez tę intertekstualność i postdramatyczną formułę nie został zgubiony sens milczącej lekcji cierpienia, jaką – sądząc po tytule – chciał nam dać reżyser. Milczenia tutaj bowiem jak na lekarstwo, za to gadania nieco za dużo, w dodatku czasem pustego.


Za to pięknie, bo śpiewająco, „wymilczana” jest finałowa scena. Przed publicznością otwiera się świat, który – jak u Szekspira – jest teatrem. Nagle zamiast płaskiej czerni rysuje się przed nami widownia teatru, oświetlona niemal wyłącznie światłem ogromnych kryształowych żyrandoli. Na tle majestatycznej czerwieni foteli rysują się cienie bohaterów ustawionych w krąg wokół głosu Pana, płynącego przez niepozorną do tej pory postać dziewczyny w niebieskiej czapce. I rozlega się śpiew. Ten chór przyjaciół Hioba, w którym do tej pory każdy śpiewał na swoją nutę, jest teraz doskonale zestrojony. Tyle że wreszcie zamiast słów modlitwę tę budują nieartykułowane dźwięki, „szumy, zlepy, ciągi”, odgłosy świata – skomponowane w pieśń o zwycięstwie życia nad cierpieniem. Ta scena usprawiedliwia cały nierówny spektakl i na długo pozostaje w pamięci.
 

Teatr Narodowy w Warszawie
Milczenie o Hiobie Piotra Cieplaka
reżyseria Piotr Cieplak
scenografia i światło Andrzej Witkowski
muzyka na żywo Paweł Czepułkowski, Michał Litwiniec
choreografia Leszek Bzdyl
współpraca dramaturgiczna Małgorzata Głuchowska
wideo Daria Kopiec
premiera 24 października 2013
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij