Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
11/2014
Hedda 20+
autor: Andrzej Piątek
Hedda 20+
foto: Maciej Mikulski

Młodzi realizatorzy Heddy Gabler Ibsena już w pierwszych sekundach przedstawienia mówią widzowi: mamy cię! I mają rzeczywiście.

 

Zimna biel ścian i nagromadzonych, jeszcze nierozpakowanych mebli kieruje nasze myśli w stronę emocjonalnej pustki i nadmiernej konsumpcji. A kiedy Hedda wyrzyguje do muszli klozetowej zawartość czegoś, co jej w życiu przeszkadza i co ją nęka, miotając się po pustej łazience, widz wie, jaki jest tego powód.


Szymon Kaczmarek sytuuje swój spektakl na osi sprzeciwu wobec konsumpcji, która przesłoniła współczesnym świat. Mniej jednak chodzi o zawartość lodówki, mieszkania i garażu. Bardziej o karierę, ten kontener wybujałych ambicji, realizowanych kosztem życia bez miłości i jakiegokolwiek innego celu. Przeciwko temu buntuje się Hedda, zwłaszcza że ofiarą takiego postrzegania życia jest ktoś mimo wszystko jej bliski, jej mąż Jørgen. Młody, obiecujący naukowiec, zdolny popełnić przestępstwo, z obawy, że może go ominąć awans.


Twórca rzeszowskiej realizacji Heddy Gabler osadza dramat we współczesnych realiach, wyróżniając je silnymi znakami konsumpcji i agresji (przykładem – militarna gra w PlayStation). Ale jednocześnie z pomocą niedomówień, sugestywnie działającej na nerwy muzyki, symbolicznych gestów (tu przykładem jest niezwykle przejmująca scena aborcji Heddy: nagiej i ubrudzonej popiołem – czyżby symbolizującym pokutę?!…) – kreuje nastrój domu przeklętego. Domu, w którym, jak piszą w programie twórcy spektaklu: bohaterów nawiedzają upiory wypartych fantazji i pragnień. W takiej przestrzeni, swoistej puszce Pandory, uwalniają się destruktywne żądze Heddy, które muszą wreszcie dać o sobie znać.


U Kaczmarka w zasadzie jest jak u Ibsena: nienawiść, pogarda, pożądanie, zazdrość i zawiść. Współczesny konsumpcjonizm kreują na scenie meble z Ikei, nowoczesny design nieuporządkowanego mieszkania. Może gdzieś w Polsce? Bo na zachodzie Europy dawno nie są już one wyznacznikiem dostatku. To jednak raczej jest obojętne, gdzie, w jakiej części świata, to takie sobie, w miarę dostatnie życie się toczy. Hedda, w interpretacji młodej aktorki Magdaleny Woleńskiej – której starannie wyuczone posługiwanie się gestem i kultura słowa robią wrażenie – próbuje być silna, lecz w gruncie rzeczy nie jest. Kiedy w skąpym kostiumie staje przed widownią, bezsilność emanuje z niej tak mocno, że Hedda budzi litość. Usiłuje manipulować mężczyznami, chociaż często to oni manipulują nią. Mimo to jednak po kolei ich niszczy, wykorzystując inteligentnie ich słabości. Nie udaje się jej zniszczyć pani Elvsted – w tej roli świetnie odnajduje się Joanna Baran, która dojrzale, powściągliwie kreuje postać kobiety silnej, przepełnionej pełną poświęcenia, odważną miłością. To także dzięki niej Heddzie nie udaje się zniszczyć własnego męża. Mateusz Mikoś dojrzale i przekonująco gra postać Jørgena, młodego inteligenta zaślepionego karierą i niewidzącego poza nią nikogo i niczego.


Magdalena Woleńska jako Hedda jest powściągliwa, chociaż wewnątrz aż kipi od emocji. Jej kreacja nabiera mocnego wyrazu w chwili spotkania z młodym, konkurującym z jej mężem intelektualistą, Ejlertem Løvborgiem, z którym kiedyś łączyło ją uczucie. Świetny w tej roli Paweł Dobek, również początkujący aktor, z godną uznania starannością traktuje tę skomplikowaną postać, z wielką precyzją wydobywając i ukazując jej sprzeczności. Na początku gra kogoś, z kogo emanują salonowa grzeczność i kultura, jest układnym gościem towarzyskiego spotkania u Heddy i Jørgena Tesmanów, ale nagle do głosu dochodzą jego emocje i skrywane uczucia. Aktorsko płynnie i momentami błyskotliwie przechodzi z jednej sytuacji w drugą, zaczynając łagodnie, kończąc na krańcowej ekspresji. Dobek wprowadza żywiołową energię do przedstawienia, które chwilami staje się odrobinę senne. Szczególnie przejmujący jest w chwili, kiedy jego Ejlert, złamany intrygą, traci dzieło swojego życia. Jego książka leży bowiem w szufladzie Tesmanów, ale Hedda mu tego nie mówi. Podaje pijanemu i zrozpaczonemu Ejlertowi pistolet, po czym niszczy rękopis. W ten sposób wymazuje wszelki ślad po kimś niegdyś kochanym. Niszczy i rękopis, i jego samego.


Bardzo wyrazistą postać asesora Bracka tworzy Robert Żurek. Gra kogoś, dla kogo głównym imperatywem jest dążenie do osiągania rozkoszy cudzym kosztem. Dla kogo liczy się szczęście własne, osiągane dzięki chwilowym przyjemnościom. Jego cel to konsumpcja dóbr, zabawa i manipulowanie drugim człowiekiem, bez zahamowań i granic. W czasie teraźniejszym, bo to, co było, ani co będzie, nie ma znaczenia. Dla Bracka moralnością jest kompletny brak moralności. Żurek czytelnie i powoli wydobywa na zewnątrz i uzasadnia motywy działania Bracka. Nie robi z niego potwora, próbuje trochę bronić jego postępowania. Ale i tak nikt na widowni nie ma złudzeń, że Brack to jednak kanalia, szantażysta i oszust.


Juliane Tesman, ciotka Jørgena, jest chłodna, pozornie bez uczuć. Beata Zarembianka jednak delikatnie tę postać ociepla, grając subtelnie podtekstami erotycznymi. Kaczmarek najmniejsze szanse wykazania się na scenie daje Magdalenie Kozikowskiej-Pieńko, która gra Bertę, służącą Tesmanów. Mogłaby to być postać nijaka, gdyby aktorka ambitnie nie wyposażyła jej w skrywaną uczuciowość, która chwilami emanuje z niej tak bardzo, że grozi wybuchem.


Silnymi i bardzo wyrazistymi postaciami są u Kaczmarka pani Elvsted i asesor Brack. Trzecią, jakby mniej oczywistą – Jørgen Tesman, zdradzany, lekceważony, dyskredytowany, naiwny, ale dobry, czuły, z wrażliwym sumieniem. Bezgranicznie oddany misji naukowca. No i oczywiście Hedda, zarażona wirusem śmierci, trawiona wewnętrzną gorączką, lecz odważnie rzucająca wyzwanie przeznaczeniu. Silną postacią jest także wielobarwny Ejlert Løvborg, niezwykle efektowny, jak to na ogół bywa z osobowościami o cechach straceńczych.


Z rzeszowskiej Heddy Gabler emanują przede wszystkim zła miłość, chciwość i nieposkromione ambicje bohaterów. Kaczmarek sugeruje, że, przynajmniej po części, są to też cechy współczesnych dwudziestolatków. Młodych ludzi uczących się kilku języków jednocześnie, żeby jak najszybciej wyruszyć w świat i zrobić w nim karierę, pragnących zawsze wyglądać pięknie, ale problemów mieć jak najmniej. Ich uosobieniem jest neurotyczna Hedda, debiutującej na scenie Magdaleny Woleńskiej. Wydaje się, że właśnie dlatego Kaczmarek sięgnął po tegoroczny, jeszcze świeży przekład Ibsena. Dzisiejsza Hedda kupuje, co się da, gromadząc dobra, ale nie zamierza ich nawet rozpakowywać, bo samo kupowanie to jej manifest „szczęścia na pokaz”. Zarazem czegoś panicznie się boi. Dlatego tak bardzo chciałaby mieć przy sobie kogoś, przy kim jej życie byłoby pasmem sukcesów. Ze strachu przed jego trudnościami wybiera pragmatycznego naukowca. A na końcu musi zgładzić Ejlerta, razem z jego rękopisem, żeby rzeczywistość, w którą wierzy, nie rozpadła się na kawałki. Taką Heddę, przerażoną natręctwem świata, w gruncie rzeczy onieśmieloną i bojaźliwą, na zewnątrz pozornie twardą i okrutną, a w sytuacji granicznej zdolną do rzeczywistego okrucieństwa, gra Magdalena Woleńska.


Znakomicie broni się tekst w przekładzie Anny Marciniakówny, pierwszej polskiej tłumaczki Ibsena z norweskiego. Kolejny dramat wielkiego Norwega odsłania dzięki niej nowe sceniczne możliwości. W przekładzie Marciniakówny znajdujemy te motywy i obrazy, które dostrzegamy, czytając Ibsena i książki o Ibsenie. Żelisław Żelisławski, autor opracowania dramaturgicznego i muzycznego spektaklu, słyszy u niej nawet pojawiający się czasami dowcip językowy, dobrze służący podkreśleniu sytuacji tragikomicznych.


W obyczajowej, podszytej psychologią historii, jaką serwuje nam Ibsen w Heddzie Gabler, żaden z bohaterów w gruncie rzeczy nie poddaje swoich zachowań głębszym przemyśleniom. Wszystkimi kieruje wyłącznie egoistyczny instynkt, bez odwagi brania odpowiedzialności za swoje postępowanie. To smutna konstatacja. Tym smutniejsza, że niespełna trzydziestoletni Szymon Kaczmarek wpisuje Ibsenowski dramat we współczesną rzeczywistość, a dylematy bohaterów przypisuje swojemu pokoleniu.
 

Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie
Hedda Gabler Henryka Ibsena
tłumaczenie Anna Marciniakówna
reżyseria Szymon Kaczmarek
scenografia Kaja Migdałek
opracowanie tekstu, opracowanie muzyczne Żelisław Żelisławski
premiera 20 września 2014
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/https://www.fundacjaperforma.com/rozmowy-z-artystamihttps://www.adit.art.pl/


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij