Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
12/2014
Gdy wróg zwycięży…
autor: Małgorzata Piekutowa
Gdy wróg zwycięży…
foto: Bartek Warzecha

Natalia Korczakowska przeczytała Dziady poprzez rozgrywający się właśnie konflikt ukraińsko-rosyjski. Ze świecą szukać tak przemyślanego, precyzyjnego i konsekwentnego przedstawienia.

 

I


Niewiele ponad pół roku temu Dziady posłużyły Radosławowi Rychcikowi jako pretekst do popkulturowego pastiszu. Swoich bohaterów Rychcik znalazł hen, za oceanem, a Konrada zobaczył w Charlesie Mansonie. Za patrona przedsięwzięcia i źródło cytatów obrał Quentina Tarantina. Natalia Korczakowska entourage’u nie szukała tak daleko; znalazła tu, na miejscu, i jeszcze trochę dalej na wschód. A Mickiewicza Dziadów część III przeczytała w perspektywie angelologii i pojęcia historii Waltera Benjamina.

 

II


„Twarz zwrócił ku przeszłości. Gdzie nam ukazuje się łańcuch wydarzeń, on widzi jedną wielką katastrofę, która nieustannie piętrzy gruzy i ciska mu je pod nogi. Chciałby może się zatrzymać, pobudzić umarłych i złączyć to, co rozbite. Lecz od raju wieje wicher, który zaplątał mu się w skrzydła i jest tak potężny, że anioł nie może już ich złożyć. Wicher ten gna go niepowstrzymanie w przyszłość, do której zwrócony jest plecami, podczas gdy przed nim po samo niebo rosną zwaliska gruzów. To, co my nazywamy postępem, to ten właśnie wicher”. Oto Angelus Novus Paula Klee zobaczony jako anioł historii przez Waltera Benjamina (wszystkie cytaty z tego autora w przekładzie Adama Lipszyca).

 

III


W Teatrze im. Aleksandra Węgierki apokalipsa dokonuje się jako katastrofa lotnicza. Pobojowisko końca świata wieńczy żółto-czarna taśma z napisem „crime scene”. Pośród szczątków krążą nienaganne jak zawsze stewardesy („Tak musi wyglądać anioł historii”). Pasy białej folii półkoliście ograniczają okno sceny. Lampy pożyczono z sali operacyjnej, jest też kilka wentylatorów, w podłodze chrzcielnica-basen do podtapiania, z sufitu zwisa łańcuchowy wyciąg, na którym podwieszono zmaltretowanego więźnia. Tortura nie jest metaforą, jest realna i krwawa. Gustaw przeobraża się w Konrada, bolesna to metamorfoza i długą kaźnią poprzedzona. Dojrzał, zatem ma prawo poznać utajone imię. Transformację poprzedził nieprzyjemny seans filmowy: na udostępnionym w sieci dokumencie Rosjanie upokarzają i poszturchują obnażonego na siarczystym mrozie Ukraińca. Mickiewiczowską dedykację zastąpił bluźnierczy apel poległych: diablice-funkcjonariuszki odczytują z akt nazwiska ofiar Majdanu. Wcześniej kręciły się po celi, zmywając podłogę (historia teatru zapamiętała sprzątaczki w Nie-Boskiej u Swinarskiego). „Tradycja uciśnionych poucza nas, że »stan wyjątkowy«, w którym żyjemy, jest regułą”.

 

IV


Nie ma klasztoru bazylianów. Jest las, piękny, prawdziwy, a jednak zdaje się sztuczny jak rzeczywistość złożona z butaforiów. Las jest zielony, a ludzie zdają się czarno-biali. Siedzą za długim stołem nakrytym białym obrusem i piją wino. Skojarzenie z Ostatnią Wieczerzą jest oczywiste, ale to raczej powidok. Ofiara już się dokonała. Przy stole płyną kombatanckie wspomnienia, podszyte przestrachem i poczuciem winy. Jest i Kapral, unus defensor Mariae. Kwestie Jana Sobolewskiego (Mateusz Trzmiel) brzmią niezrównanie, magnetycznie. Wszystko dzieje się w teraźniejszości, przeszłości i przyszłości równocześnie, zapisane i odtwarzane z taśmy filmowej. A więc równocześnie z/poza czasem akcji toczącej się w żywym planie. Także równocześnie w przestrzeni scenicznego dziania się i poza nią. „Albowiem nastanie każdej teraźniejszości, która w obrazie tego, co przeszłe, nie rozpozna się jako teraźniejszość w nim zapowiedziana, grozi jego bezpowrotnym zniknięciem”.

 

V


Wielka Improwizacja zaczyna się krzykiem, który na szczęście trwa tylko chwilę. Konrad Mateusza Króla jest młodzieńczy, ale już dotkliwie (najdosłowniej, cieleśnie) doświadczony. Król mówi bardzo dobrze i rozumie, co mówi. Jest w tym monologu pamięć i świadomość Konradów, których widziały polskie sceny: epileptyków, neurotyków, chłopców, mężczyzn, narcyzów, filozofów z bożej łaski i bluźnierców. Także Konradów, których przyniosła historia. Konrad z powstania warszawskiego, Konrad z lasu spotyka Konrada z Majdanu. („Czy bowiem nas samych nie owiewa podmuch powietrza, które otaczało tych, co żyli wcześniej?”). Anioł (historii, stróż, śmierci) bezskutecznie próbuje zasłonić oczy i usta Konrada, gest, który ma przynieść ukojenie i uchronić przed wypowiedzeniem bluźnierstwa, przeradza się w szamotaninę. Ten anioł jak anioł Benjamina próbuje zawlec człowieka w przyszłość, ku szczęściu. Ten anioł staje się pierwszą kochanką, odpoczynkiem wojownika i łupem żołdaka.

 

VI


Inskrypcja głosi:

NIEZNOŚNI SĄ
SĄ DY, GLI NY
MEDIA, SZPITAL

Ksiądz Piotr (Marek Tyszkiewicz) jest prowincjonalnym urzędnikiem Pana B. Stułę nosi jak (podrabiany) szal od Armaniego. Zyskuje przy bliższym poznaniu; z biegiem czasu i wydarzeń spod pakietu rutynowych truizmów wyłania się empatyczny, skłonny do ofiary człowiek – choć gminnych (z salonowego punktu widzenia) narowów do końca się nie wyzbędzie. Ewa (Widzenie), kobieta, nie dziewczyna, wtacza na scenę inwalidzki wózek; na wózku siedzi kobieta dziecko, łudząco podobna do Magdaleny Buczek. Senator to dżudoka pozostający w sadomasochistycznym związku z nadludzko sprawną gimnastyczką. Błyszczący kostium, boleśnie ściągnięte w koński ogon blond włosy, groteskowo pogrubione czarne rzęsy, wstążka na patyku, która jest nie tylko przyrządem gimnastycznym, ale także batutą i narzędziem tortur/rozkoszy. Seksualnych uniesień Senator doznaje na fotelu przypominającym krzesło elektryczne; na nim też podrzemuje i śni.

 

VII


Po przerwie podłoga sceny ujawnia pewną właściwość: jej fragment, dotąd pełniący funkcję wysuniętego nad proscenium podestu, okazuje się heksagonalnym, dansingowym parkietem, przechylonym wobec poziomu sceny jak pokład tonącego statku wobec powierzchni morza. Na tym kawałku podłogi balansują uczestnicy imprezy u Senatora, karkołomnie poszukując pionu; ci, którzy stracili równowagę i upadli, walczą przed stoczeniem się w towarzyski niebyt, kurczowo ściskając krawędź parkietu. Nie miał litości Mickiewicz, nie ma jej i Korczakowska. Goście Senatora, którzy na białostockiej scenie przypominają prominentne postaci politycznych elit zachodniego świata, są przedmiotem brawurowo odegranej, ostrej satyry. Jakże przejmująco na tym tle wybrzmi opowieść Adolfa o Cichowskim, fantastycznie wypowiedziana przez Roberta Wasiewicza. Ile odcieni człowieczeństwa wnosi świetna Kmitowa Arlety Godziszewskiej.

 

VIII


To już prawie koniec. Niebawem anielskie stewardesy znów przejmą kontrolę nad sytuacją. Są może odrobinę bardziej czułe niż tylko zawodowo uprzejme. Konrad znaczącym spojrzeniem skomentuje korpulentną sylwetkę księdza Piotra, sprawiającą kłopot w ekonomicznie przyciasnej przestrzeni kabiny pasażerskiego samolotu. Ksiądz niezdarnie upchnie pod siedzeniem reklamówkę z lotniskowego sklepu. Ostatecznie jednak przymusowych i przypadkowych sąsiadów połączy cień życzliwości, ufundowanej na powszechnym strachu przed lataniem. Za chwilę polecą do nieba, a historia zatoczy koło. Teraźniejszość zrówna się z przeszłością, w której została zapowiedziana.

 

IX


„Iskry nadziei w tym, co przeszłe, potrafi rozniecić tylko ten dziejopisarz, który ma pełną świadomość, że gdy wróg zwycięży, zmarli także nie będą bezpieczni”.

 

X


Są przedstawienia, o których zapomina się już w dziesiątej minucie ich trwania. Albo takie, które zapamiętuje się z irytacją. (Tak zapamiętałam Dziady Rychcika). Dziady III Korczakowskiej chciałoby się studiować, bo na to zasługują. I chciałoby się je studiować z egzemplarzem Mickiewicza w ręce, w kolejne wieczory. Ze świecą szukać tak przemyślanego, tak precyzyjnego i tak konsekwentnego przedstawienia. Nie jestem pewna, czy są to cnoty przesadnie i powszechnie cenione; więc za brak czułostkowości, za niepoprawny, niepozostawiający złudzeń i nadziei katastrofizm przyjdzie Korczakowskiej zapłacić. Z planu repertuarowego Teatru im. Aleksandra Węgierki, świętującego siedemdziesiątą rocznicę powstania, jasno wynika, że okazja do repetytorium z Dziadów III nadarzy się nieprędko. Szkoda, bo przedstawienie wystawia jak najlepsze świadectwo i realizatorom, i zespołowi, i teatrowi. Coś mi się zdaje, że przyczyną tej ograniczonej eksploatacji nie są przeszkody natury technicznej i organizacyjnej, lecz lodowaty chłód bijący od strony widowni.
 

Teatr Dramatyczny im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku
Dziady III Adama Mickiewicza
adaptacja Natalia Korczakowska, Adam Radecki
reżyseria Natalia Korczakowska
dramaturgia Adam Radecki
konsultacje literackie Michał Pabian
scenografia Anna Met
kostiumy Marek Adamski
muzyka Alois Späth
ruch Tomasz Wygoda
wideo Jan Świetlik
premiera 27 września 2014

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij