Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
2/2016
Opowiadanie dźwiękiem
autor: Izabella Pluta
Opowiadanie dźwiękiem
foto: Sarah Ainslie

Simon McBurney oparł pomysł reżyserski The Encounter na rozbudowanej sferze dźwiękowej i uczynił z niej dominantę narracji spektaklu.

 

Przedstawienia, w których wykorzystuje się nowoczesne technologie, coraz częściej eksplorują aparaturę dźwiękową, która zaczyna odgrywać tak ważną rolę w koncepcji przedstawienia jak dotychczasowe technologie obrazu. Przypomnijmy chociażby spektakl Lypsynch Roberta Lepage’a (2007) czy Stifters Dinge Heinera Goebbelsa (2007). W nurt ten wpisuje się także najnowsze przedstawienie The Encounter (Spotkanie) według powieści Amazon Beaming Petru Popescu, w reżyserii Simona McBurneya i Teatru Complicite, które otwierało tegoroczny Międzynarodowy Festiwal w Edynburgu.


Spektakl jest przede wszystkim spotkaniem trzech niezwykłych osobowości: brytyjskiego reżysera, rumuńskiego pisarza i amerykańskiego etnologa-fotografa. McBurney, od ponad trzydziestu lat dyrektor artystyczny niezależnego Complicite, jest ważną osobowością brytyjskiej sceny. Popescu to jeden z najbardziej prowokacyjnych autorów Rumunii okresu Ceauşescu, opozycjonista i emigrant, mieszkający do dziś w Stanach Zjednoczonych. I wreszcie nieżyjący już Loren McIntyre, bohater przedstawienia, etnolog z wykształcenia, który w latach pięćdziesiątych zaczyna fotografować swoje podróże i pisywać artykuły do magazynów naukowych i podróżniczych. McBurney zwierza się w jednym z wywiadów, że dostał książkę Popescu blisko dwadzieścia lat temu. Jednak przeniesienie jej na scenę wydawało mu się wręcz niemożliwe.


Książka opublikowana w 1991 roku opiera się na autentycznych dziennikach Lorena McIntyre, biorącego udział w misji badawczej nad Amazonkę. Jej celem było odnalezienie źródła dorzecza tej rzeki, które McIntyre rzeczywiście znajduje w Peru.


Brytyjski twórca w centrum spektaklu sytuuje inicjacyjny charakter tej podróży i opiera pomysł reżyserski na rozbudowanej sferze dźwiękowej, która staje się dominantą narracji. Scena przypomina studio nagrań, przybiera właściwości komory bezechowej: jej głębię pokrywają szare kliny materii pochłaniającej dźwięk. Służą one także jako ekran kilku abstrakcyjnych projekcji wideo. Widzimy tam również pięć mikrofonów umieszczonych na statywach i ustawionych w półkolu, cztery głośniki, a pośrodku tak zwany mikrofon binarny, pokryty gąbką w kształcie ludzkiej głowy. Po lewej stronie – stół z siódmym mikrofonem i krzesło.


Istotnym elementem wyposażenia technicznego są również słuchawki umieszczone przy fotelu każdego widza, które zakłada na cały czas trwania spektaklu. Są one niezbędne do prawidłowego odbioru dźwięku, co jest wyjaśniane w momencie wejścia na salę (słyszymy instrukcję emitowaną z głośników, ale też w samych słuchawkach). Informacja instruktażowa przenosi się niepostrzeżenie z sali na scenę, na której pojawia się McBurney, który dając kilka wskazówek technicznych, buduje swego rodzaju prolog spektaklu. Wyjaśnia obustronny system słuchania, na którym oparta jest ścieżka dźwiękowa. Aktor zwraca też naszą uwagę na mikrofon binarny, który przesyła sygnały dźwiękowe bezpośrednio do naszych uszu, zmniejszając odległość między widzem a sceną. To właśnie w tym momencie McBurney wprowadza drugi głos, niski, należący do Lorena McIntyre, wytwarzany syntetyzatorem i współtworzący główną narrację. Unaocznia to budowanie dwóch głównych postaci, narratora-reżysera oraz fotografa, przez jednego aktora.


W ów prolog wprowadzony jest znienacka hałas lecącego tuż nad naszymi głowami helikoptera. Aktor sprawia wrażenie, jakby znajdował się w tej maszynie i sugeruje tym samym, że widzimy już teraz Lorena McIntyre, który przybywa na terytorium Amazonii po dziewięciu godzinach lotu. Jesteśmy w centrum dźwiękowej przestrzeni: na granicy Brazylii i Peru w 1969 roku. Właściwa historia przedstawienia zaczyna się w tym momencie.


Loren McIntyre jest pięćdziesięciolatkiem, ubranym w szarą koszulę i spodnie podróżnicze, noszącym na głowie bejsbolówkę khaki. Ląduje nad brzegiem rzeki Javari (słyszalny chlupot wody) i jest oczarowany egzotyczną przyrodą, którą natychmiast fotografuje. Szybko też zdaje sobie sprawę, że jest obserwowany przez tubylców, którzy pojawili się znienacka i równie szybko zniknęli. McIntyre próbuje za nimi podążać w nadziei, że dotrze do ich wioski. Przemierza las amazoński i wystawia na próbę swoją wytrzymałość fizyczną: słyszymy wyraźnie jego przyspieszony oddech i rozpryskującą się wodę oraz błoto, przez które biegnie. Dźwięki te aktor wytwarza bezpośrednio tuż przy mikrofonie. Istotnie, wszyscy przybywają do wioski. McIntyre próbuje mówić po portugalsku, gestykuluje, aby wyrazić swoje pokojowe nastawienie, pokazuje swój aparat fotograficzny… Tubylcy i przybysz stopniowo się oswajają. Fotograf zbliża się dosyć szybko do duchowego przywódcy plemienia, Barnacle’a, który wydaje się komunikować z nim telepatycznie i który poprowadzi bohatera ku stanom transgresyjnym. McIntyre, tracąc dość szybko swój aparat fotograficzny, podąży bowiem za plemieniem w jego poszukiwaniu „początku” i schronienia przed białym człowiekiem.


Intensywna narracja, usytuowana w sercu lasu amazońskiego, jest przerywana od czasu do czasu dźwiękami innego rodzaju: tymi, które powstają w mieszkaniu artysty, pracującego nad przedstawieniem (McBurney we własnej osobie). W spektaklu obserwujemy zatem swoisty palimpsest, tworzony przez dwie nakładające się na siebie czasoprzestrzenie. Przejście od jednej do drugiej odbywa się przeważnie nagle: niewidzialne drzwi otwierają się (informuje nas o tym promień światła) lub też opowiadana historia znad Amazonki jest zakłócana wcześniej zarejestrowanym głosem jego małej córeczki, która nie potrafi zasnąć. Widz znajduje się nagle zupełnie gdzie indziej w przestrzeni zamkniętej i cichej, a jednak nadal wobec tej samej organizacji sceny. Owo przechodzenie od jednej perspektywy do drugiej prowokuje interesujący splot narracyjny, budujący oryginalny język teatralny, oparty na mise en abyme. Zabieg ten powoduje ciekawą grę z teatralnością na poziomie świata przedstawionego, operując sugestią i skrótem. Efekt przejścia przez rzekę, na przykład, jest stworzony przez aktora, który potrząsa w odpowiedni sposób butelką z wodą mineralną bardzo blisko mikrofonu. Nasza percepcja ulega swoistemu rozszczepieniu, gdyż wzrok dostrzega, w jaki sposób efekt jest skonstruowany, a słuch – ulega jego całkowitej iluzji. Słuchanie na przemian dźwięków lasu Amazonki i odgłosów z mieszkania daje nam silne złudzenie przemierzania tych miejsc, aby równie szybko nas „odczarować” i unaocznić, że oglądamy niezmiennie tę samą przestrzeń sceniczną i te same rekwizyty.


McBurney jest prawdziwym mistrzem tej ceremonii. Udaje mu się utrzymać w doskonałej równowadze odmienne znaki: wizualne i dźwiękowe, teatralne i rzeczywiste. Aktor nosi cały czas to samo ubranie, a jego przejście od jednej postaci do drugiej odbywa się poprzez zmianę barwy głosu (naturalny głos i syntetyzowany). Jego ciało wydaje się mniej uczestniczyć w rozróżnieniu postaci. Niemniej jego ekspresja staje się podstawowa w całej narracji przedstawienia: McBurney wykorzystuje pantomimiczne gesty i wiele sytuacji staje się jasnych dzięki językowi ciała (rozpoznawalna szkoła Lecoqa). Kiedy pod koniec spektaklu mężczyźni plemienia wykonują transgresyjny taniec, będąc pod wpływem halucynogennej mikstury, niektórzy odnajdują w sobie dzikie zwierzę. McIntyre budzi w sobie lamparta, którego McBurney gra, odsłaniając swój tors, pochylając lekko swoje ciało, naprężając mięśnie i wydając porykiwania dzikiego zwierzęcia.


Podkreślmy, że aktor wpisuje do swojej partytury manipulację przedmiotem oraz urządzeniem technicznym. McBurney jest bardzo elastyczny w tych gestach: sprawnie uruchamia na przykład pedał służący do powtarzania dźwięków, mikrofon binarny czy chociażby nagranie wywiadu z iPhone’a. Jest on również doskonale zsynchronizowany reżyserką: z inżynierem dźwięku Garethem Fry i jego asystentem Pete’em Malkinem.
W trakcie spotkania po spektaklu McBurney wyjaśnił, że poprzez zastosowanie słuchawek chciał odejść od idei wspólnoty w teatrze. Trzeba przyznać, iż widz faktycznie ma wrażenie odcięcia od rzeczywistości i zamknięcia w świecie dźwiękowym. Ale nie tylko. Słuchawki pozwalają ponadto na całkowitą immersję odbiorcy w opowiadanej historii. Odczuwamy w pełni siłę tego doświadczenia i opuszczamy salę z przekonaniem, że oto my sami przeżyliśmy owo spotkanie kierowani głosem duchowego przywódcy, słyszanym tuż przy naszym uchu.
 

Théâtre Vidy w Lozannie
The Encounter (Spotkanie)
według Amazon Beaming Petru Popescu
reżyseria Simon McBurney i Teatr Complicite
premiera w ramach
Międzynarodowego Festiwalu w Edynburgu
8 sierpnia 2015
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij