Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
5/2012
W poszukiwaniu Piny
autor: Anastasia Nabokina
W poszukiwaniu Piny
foto: Rafał Sosin

 Fotografie ukazujące taniec zawsze mnie rozczarowywały. Niejednokrotnie zadawałam sobie pytanie: czy „byt taneczny” umiera, kiedy kończy się pokaz? Fotografia wydaje się medium idealnym, by zatrzymać na zawsze moment narodzin ekspresji ludzkiej i tym samym zaprzeczyć ulotności, kruchości tańca. Wraz z rozwojem techniki fotograficznej pojawiła się szansa utrwalenia na kliszy każdego niemal zdarzenia, w tym tancerza znajdującego się w ruchu.
Od starożytności człowiek najbardziej ufał wzrokowi. „Ludzkość wegetuje niezmiennie w jaskini Platona – pisała Susan Sontag – i zgodnie z odwiecznym zwyczajem wciąż znajduje upodobanie w samych tylko obrazach prawdy”. Leonardo da Vinci uważał, że oko mniej się myli niż rozum czy jakikolwiek inny zmysł. Dziś, po stu pięćdziesięciu latach istnienia fotografii, jesteśmy niejako wychowywani przez obrazy fotograficzne. Uczą one nas etyki i estetyki widzenia, zastępując nieraz bezpośrednie doświadczenia, tworząc pozory uczestnictwa. W konsekwencji coraz mniej mamy zaufania do własnego ciała i zmysłów. W naszej kulturze instant fotografie wydają się umożliwiać natychmiastowe poznanie różnych zjawisk, przemieszczanie się w czasie i przestrzeni. Wyczarowują wygląd tego, co nieobecne; dają złudzenie posiadania odległej cząstki świata. Dlaczego zatem tak niewiele obrazów tańca „ożywa pod moim spojrzeniem”? W poszukiwaniu odpowiedzi wybrałam się na otwarcie wystawy Gerta Weigelta Absolutnie Pina.
Niewielka ekspozycja składa się z kilkunastu obrazów i jednego wideo, które próbują przybliżyć spektakle Piny Bausch i Teatru Tańca z Wuppertalu. Autor wystawy stara się przekonać, że fotografia umożliwia nowe i bardziej intensywne przeżycie dzieł scenicznych znanej choreografki. „Od pamiętnego i przełomowego spektaklu Sacre du Printemps (Święto wiosny), 1975, towarzyszyłem Teatrowi Tańca z Wuppertalu jako fotograf – mówi Weigelt. – Moim celem było ukazanie całej choreografii danej sztuki w jednym zdjęciu”. Zadanie niezwykle ambitne, ale, niestety, całkowicie utopijne.
Fotograf zestawił pojedyncze ujęcia różnych spektakli w dynamiczne sekwencje. Dzięki temu udało mu się pokazać na obrazach specyficzny ruch, właściwy przedstawieniom Piny Bausch. Przekonująco została wydobyta niezwykła fizyczność tancerzy i tancerek – widoczny wysiłek umięśnionych ciał wyraża skrajne emocje. Odzwierciedlenie tego, czego nie da się przekazać słowami, jest jedną z najstarszych funkcji tańca. Fotografia zaś, rozczłonkowując czas i przestrzeń, potrafi pokazać moment umykający niekiedy ludzkiej percepcji. Widzimy rozrzucone ręce, rozwiane włosy, skręcone ciała, fałdy ubrań. Momenty indywidualnych i wspólnych uniesień artystów. W dużej amplitudzie ruchu zobaczymy bezkompromisowość charakteryzującą spektakle Piny Bausch.
Nie znajdziemy jednak w tych obrazach istoty jej tańca – ciała doświadczającego siebie oraz świata. „Ruch to nasz język, to mowa, to sposób komunikacji ze światem, z widzami, poprzez oddanie energii” – mówi Andrey Berezin, jeden z artystów teatru z Wuppertalu. Oglądając zdjęcia, możemy tę energię jedynie sobie wyobrazić – podkreślają one niestety tylko ciszę i bezruch przestrzeni galeryjnej. Doświadczenie ciała tancerza, który staje na scenie „tu i teraz”, tworząc swoim wysiłkiem i ekspresją nową przestrzeń wrażeń, umyka nam nieodwracalnie. Gdzie w takim wypadku jest Pina? Merce Cunningham porównał kiedyś taniec do wody. Zmienność obu bytów sprawia, że są one nieuchwytne w swojej istocie. Pina Bausch tworzyła swoje dzieła, jak sama mówiła, zadając mnóstwo pytań swoim artystom i wykorzystując ich prywatne doświadczenia. W pewnym sensie spektakle te są dziełem wspólnym choreografki i tancerzy. Zaryzykowałabym twierdzenie, że artyści z Wuppertalu pozostawali na scenie sobą w stopniu większym niż tancerze jakiegokolwiek innego zespołu. Możemy zatem poszukiwać dziedzictwa Piny w ekspresji jej artystów, w zmienności ich ciał i uczuć, w ich wspomnieniach. Nie zaś w milcząco-nieruchomych ujęciach.
Susan Sontag pisała, że fotografia to sztuka żałobna. Wystawa fotografii tańca Gerta Weigelta uwidacznia tę cechę. Wpatrujemy się w obrazy, mając nadzieję odnaleźć w nich żywą cząstkę sztuki Piny Bausch i jej samej. Jednak nie są one w stanie wypełnić pustki, którą po sobie zostawiła artystka. Płaskość zdjęć przywołuje co prawda wspomnienia, lecz bezlitośnie mówi nam o przemijaniu.

 Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki w Krakowie
Absolutnie Pina Gerta Weigelta
4 kwietnia – 6 maja 2012

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/https://www.fundacjaperforma.com/rozmowy-z-artystamihttps://www.adit.art.pl/


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij