Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
7/2016
Klatka szuka ptaka
autor: Iwona Uberman
Klatka szuka ptaka
foto:

Podobno sam Kafka śmiał się głośno, czytając własne utwory. Przypomniał o tym Andreas Kriegenburg w swoim nowym przedstawieniu.

 

Teatr odkrył już dawno dla siebie powieści Franza Kafki. Osobliwe miejsca: puste pomieszczenia otoczone zamkniętymi drzwiami, labirynty korytarzy prowadzące być może donikąd, niezrozumiałe struktury rządzące światem, anonimowe instancje rozstrzygające o losach jednostki, wieczne poczucie zagrożenia – wszystko to jest wspaniałym materiałem dla teatru. Od dawna wiadomo, że dobrze wystawiony Proces może stać się teatralnym sukcesem. Kto miał okazję obejrzeć spektakl Andreasa Kriegenburga, zrealizowany na podstawie powieści praskiego autora w 2008 roku w monachijskim Münchner Kammerspiele, wie, że i temu reżyserowi udało się mistrzowsko zgłębić świat lęków i koszmarów Kafki i znaleźć dla nich adekwatną, emanującą szczególną atmosferą formę teatralnego wyrazu.


Kafkowskie tematy zdają się towarzyszyć Kriegenburgowi do dzisiaj, a jego najnowsza próba przetworzenia na teatr prozy pisarza jest udanym eksperymentem, wchodzącym jeszcze wnikliwiej w ten groteskowy, budzący lęk i fascynację, i zarazem niepozbawiony komizmu świat. Często słychać śmiech tego wieczoru, opartego na opowiadaniach i sentencjach Kafki, także tytuł Ein Käfig ging einen Vogel suchen (Klatka wybrała się na poszukiwanie ptaka) pochodzi z jego aforyzmów. Kriegenburg łączy ze sobą kilka krótkich utworów w tekstowy kolaż, którego struktura odpowiada miejscami logice sennej. Z prawdziwie kafkowską precyzją reżyser kieruje swoje zainteresowanie nie na znany już, nieprzyjazny i pełen grozy świat otaczający człowieka, ale na samą jednostkę. Przedstawienie jest studium jej groteskowej deformacji powstającej pod wpływem (przeważnie urojonych) lęków. Ten psychogram, najpierw długo jakby bezczasowy, im bliżej końca spektaklu niespodziewanie staje się niezwykle aktualny, a slapstick, tworzący obok prozy Kafki drugi nurt teatralnej narracji, okazuje się przejmującym czarnym humorem.


Niezwykle ważnym elementem przedstawienia jest scenografia autorstwa, jak adaptacja i reżyseria, samego Kriegenburga. Cztery jednakowe kawalerki zazębiają się ze sobą i piętrzą jedna na drugiej. Czterokrotnie identyczne umeblowanie – kanapa, fotel, stół z jednym krzesłem, półeczka i drobne ozdoby: nocna lampka, roślina doniczkowa i duża fotografia amerykańskiej aktorki wisząca na ścianie – podkreśla, że w tym wnętrzu chodzi o użyteczność, mniej o wygodę. To przeciętne, zwielokrotnione małe mieszkanko, co widać na pierwszy rzut oka, jest jednak wyraźnie przechylone. Skrzywienie ścian i podłogi wzrasta z każdym piętrem, najtrudniej jest zachować równowagę w umieszczonym najwyżej pokoju.


Kafkowska fabuła zaczyna się oczywiście od strachu. Blumfeld (bohater opowiadania Stary kawaler Blumfeld), niepokaźny pracownik umysłowy o bezczasowym wyglądzie – ciemne włosy, przedziałek na środku głowy, okulary (i maska na 2/3 twarzy odbierająca resztki indywidualności), ubrany w szarobury garnitur i wełnianą kamizelkę – wraca z aktówką do domu. Blumfeld odczuwa nagle obcość swojego mieszkania, zdanie „My home is my castle” nie odpowiada rzeczywistości i odzyskanie utraconej przytulności staje się istotnym wyzwaniem. W pantomimach, rozgrywających się na zmianę w jednym, dwóch lub jednocześnie we wszystkich mieszkaniach, identyczni Blumfeldzi – jeden, dwaj, czterej, a niekiedy siedmiu – walczą o utrzymanie równowagi na pochyłej równi, odprawiają codzienne rytuały (poranne ubieranie, wieczorne rozbieranie, gimnastyka, jedzenie śniadania, czytanie gazety) i starają się usilnie przywrócić domowi jego pierwotną funkcję: miejsca bezpiecznego schronienia.


Starania te odnoszą nieustannie przeciwny skutek – powtarzanie dobrze znanych czynności nie przywraca spokoju, pogłębia stan lęku. Nowy świat wdziera się do środka bez przyzwolenia Blumfelda, zakłócając utarty rytm życia. Opowiada o tym przykładowo historia o dwóch pojawiających się nagle w mieszkaniu kawalera wielkich skaczących piłkach, które podążają za nim, wywołując coraz większe zirytowanie samotnika. Kriegenburg inscenizuje ten fragment utworu Kafki bez głównego rekwizytu: piłki nie pojawiają się na scenie. Dowiadujemy się o nich z relacji dwóch Bliźniaczek (Laura Goldfarb i Lisa Quarg), które recytują tekst, ilustrując go przy tym podskokami i cyrkowymi akrobacjami, a także poprzez dziwaczne gesty Blumfeldów. Otwartość interpretacji odpowiada wieloznaczności Kafkowskiego oryginału.


Innym działaniem mającym przywrócić stary porządek jest czynność wiązania krawata przez jednego, dwóch, wreszcie pięciu Blumfeldów (stojących w jednym pokoju), którym najpierw jedynie nie wychodzi porządny węzeł i coraz bardziej nerwowe ruchy postaci prowadzą do pomylenia końców krawatów, co skutkuje związaniem się w ciasno stojącą grupę, tym bardziej wzajemnie duszącą się za szyje, im bardziej jej członkowie starają się uwolnić. Nagły kontakt z innymi (komentowany opowiadaniem Wspólnota) nie ratuje bohatera, przeciwnie, ukazuje jak wielka jest jego mizantropia, co Kafka wykorzystuje także, aby opisać działanie mechanizmów wykluczania.


Dobrze sprawdza się tu wprowadzona w licznych scenach koncepcja równolegle biegnącej narracji: słownie opisuje sytuacje Narratorka (i niekiedy Bliźniaczki), podczas gdy same postaci Blumfelda korzystają z chaplinowskiej burleski i odzywają się rzadko. Ten podział pozwala także na wydobycie z tekstu jego bogatej komiczności (widocznej z perspektywy obserwatora) i jednocześnie na skontrastowanie pełnej groteskowych numerów satyry na życie mieszkańca Zachodu z obrazem osamotnienia i lęków, które przepełniają wewnętrzny świat bohatera.

Ale wspaniale zsynchronizowana choreografia żartu i mistrzowski, pełen lekkości sceniczny ruch (niezapomniani: Natali Seelig, Elias Arens, Moritz Grove, Bernd Moss, Jörg Pose) nie trwają przez cały wieczór. Przez umiejętne połączenie historii Blumfelda z opowiadaniem Schron Kriegenburg wzmacnia stopniowo rysujący się stan paranoi. Podmiot nowego wątku (u Kafki nieznane zwierzę) zamieszkuje bezpieczne podziemne schronienie, ale w swojej perfekcji dąży nadal do jego udoskonalenia. Im bardziej jednak stara się on ulepszyć sieć korytarzy, rozgałęzienie awaryjnych wyjść i zabezpieczenia spiżarni, tym bardziej rosną jego lęki. Dążenie do absolutnego bezpieczeństwa owocuje coraz większą niewiarą w możliwości ochronnego systemu i nawet urojone dźwięki stają się już dowodem na wtargnięcie wroga.


Wprowadzenie opowiadania Stara karta, opisującego bezsilność cesarza broniącego swojej twierdzy przed oblegającymi ją nomadami, to kolejne pogłębienie urojeń Blumfelda. A kiedy słowa Narratorki (Nele Rosetz) nagle przemieniają napastników w Arabów (z utworu Szakale i Arabowie), tekst Kafki nabiera w dzisiejszym kontekście zupełnie nowej wymowy. Ten utwór, odczytywany dotychczas jako opis wewnętrznego rozdarcia autora wobec żydowskiej wiary, staje się nagle aktualny politycznie. Przebiegli i natrętni Arabowie, którzy pojawiają się niespodziewanie wszędzie, chcą odebrać tubylcom wszelkie dobra. Zagrożenie staje się nie do zniesienia i Blumfeld rozpoczyna przygotowania do obrony. Z kątów mieszkania wyciągana jest broń: ostrzone są kuchenne noże i przygotowywane są kije baseballowe, gdyż każde narzędzie może się przydać w walce, aby ratować ojczyznę.


Atak paniki Blumfelda, szaleństwo wywołane ksenofobią i agresja wobec wyimaginowanego wroga (Arabowie nie pojawiają się na scenie) są komentarzem Kriegenburga do aktualnych działań wielu europejskich ugrupowań i współczesnej mentalności tłuszczy. Potwierdzają to włączone na krótko do spektaklu wiadomości radiowe (z letnich miesięcy 2015 roku, kiedy tzw. drogą bałkańską uchodźcy przybywali licznie do Europy). Ale spektakl nie goni za aktualnością i nie poprzestaje na unaocznieniu mechanizmów populizmu prowadzących w konsekwencji do przemocy. Urywając się nagle (jak i wiele utworów Kafki), jest daleki od katastroficznej wizji. W zamian za to zdaje się ogólnie zwracać uwagę na istotność dystansu i humoru w życiu – także wobec własnych lęków i czarnowidztwa – i właśnie tutaj szukać metody na opanowanie sytuacji. Podobno sam Kafka śmiał się głośno, czytając własne utwory. Może więc nadszedł czas, aby przy ich analizie potraktować poważnie ten aspekt.
 

Deutsches Theater w Berlinie
Klatka wybrała się na poszukiwanie ptaka
reżyseria Andreas Kriegenburg
premiera 13 lutego 2016
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij