Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
9/2016
Inny pałac
autor: Mateusz Żurawski
Inny pałac
foto: Wojciech Plewiński

„Siła Centrum Sztuki Studio polegała na tym, że było to miejsce, w którym tworzyli artyści z różnych dziedzin: i Sinfonia Varsovia, i Grzegorzewski, i Łomnicki, i Treliński, i Skolimowski, czy przybysze z zagranicy. Zbudowanie takiego miejsca jest rzeczą niełatwą, ale jednak ‒ możliwą”. O historii i idei miejsca rozmawiają Ewa Bułhak i Mateusz Żurawski.

 

EWA BUŁHAK Zacznijmy od miejsca, w którym rozmawiamy – to sekretariat Teatru Studio. Po prawej mamy niewielki pokój, który przez lata służył jako wspólny gabinet dyrektora teatru Waldemara Dąbrowskiego i kierownika artystycznego Jerzego Grzegorzewskiego…

 

MATEUSZ ŻURAWSKI Podobno godzinami przesiadywał tu również Stanisław Radwan.

 

BUŁHAK Tak, w okresach przedpremierowych. Obecny gabinet dyrektora naczelnego, który jest po drugiej stronie sekretariatu, był wówczas salą prób, natomiast w obecnej sali prób na końcu korytarza mieścił się Impresariat. Uważam, że ta topografia jest dobrym punktem wyjścia do naszej rozmowy poświęconej Centrum Sztuki Studio, jego idei, praktyce i historii, bo ona już na starcie mówi coś o jego funkcjonowaniu.

 

ŻURAWSKI Zacznijmy więc. Punktem wyjścia do naszych rozważań powinien być oczywiście moment powołania przez Józefa Szajnę w roku 1972 awangardowego tandemu Teatr Studio Galeria.

 

BUŁHAK Teatr Galeria to brzmiało dumnie. Myślę, że o to chodziło. Pomysł tworzenia tutaj pod wspólnym szyldem teatru i galerii był niewątpliwie autorski, wypływał z osobistych związków Józefa Szajny ze sztukami plastycznymi. Ale jednocześnie legitymizował odważną decyzję władz ofiarowania mu sceny w Warszawie. Nowa nazwa podkreślała osobność tego miejsca i osłabiała ewentualne zarzuty, że na miejscu Teatru Klasycznego powstaje Teatr Studio, całkowicie niekonwencjonalny i, być może, kontrowersyjny.

 

ŻURAWSKI Warto zwrócić uwagę, że sezon 1971/1972 w ogóle był dla teatralnej Warszawy szczególny. Wydaje mi się to nieprzypadkowe, że w tym samym czasie po dwóch stronach placu Defilad powstają dwa teatry o tak silnej tożsamości. Z jednej strony Teatr Dramatyczny, z repertuarem zakorzenionym w literaturze, z aktorstwem psychologicznym najwyższej próby, który, po objęciu dyrekcji przez Gustawa Holoubka, wchodzi właśnie w okres swojej świetności; z drugiej Teatr Studio Józefa Szajny, zorientowany na eksperyment i poszukiwanie innych niż tradycyjne środków artystycznego wyrazu. Jednocześnie oba te miejsca mają stanowić potwierdzenie zmiany polityki kulturalnej ówczesnej władzy, jej ‒ po odejściu Mieczysława Moczara ‒ liberalizacji: Holoubkowi pozwala się na stworzenie opozycyjnego salonu, Szajna ma być wizytówką polskiej sztuki awangardowej za granicą.

 

BUŁHAK Wątek polityczny uważam za niesłychanie ważny. To, że Szajna dostał teatr w Warszawie, przypisywano poparciu ówczesnego I Sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR, Józefa Kępy, który był w sumie dość ponurą postacią, ale akurat w tej sprawie wykazał się niebywałą otwartością. Nie wiem, ile jest w tym prawdy. Życie kulturalne było jednak w ogromnym stopniu zależne od polityki Partii. Tym bardziej zaskakujące jest powstanie tutaj takiego miejsca.

Galeria Studio pełniła w tamtym okresie rolę, którą kilkanaście lat później przejęło Centrum Sztuki Współczesnej, była nastawiona na bardzo współczesne trendy. Odbywały się tu wystawy, spotkania, warsztaty, performanse. Głośna była na przykład Wiwidrama Jerzego Kaliny, który na oczach publiczności systematycznie rąbał siekierą swoje zegarki. Symbolem jedności teatru i galerii i ich międzynarodowego sukcesu może być spektakl Szajny Replika I, który powstał w Edynburgu jako rozwinięcie wcześniejszej instalacji pod tytułem Replika. Szajna nazwał spektakl „ekspozycją przestrzenną w czasie”. Dla kolejnych wersji Repliki, już w Teatrze Studio,powstała nowa scena – Malarnia, na miejscu dawnej malarni, czyli jednej z pracowni scenograficznych teatru.

 

ŻURAWSKI Architektura tego miejsca to w ogóle oddzielny wątek. Mało kto zdaje dziś sobie sprawę, że wygląd dużej sceny, właściwie całej sali, wynika z jej pierwotnego przeznaczenia…

 

BUŁHAK To miał być teatr młodego widza.

 

ŻURAWSKI Właśnie, tak zwany Teatr Młodej Warszawy miał dostać tu swoje miejsce, zgodnie z założeniem, że w Pałacu Kultury znajdzie się scena przeznaczona dla dorosłych ‒ czyli Dramatyczny, dla dzieci ‒ czyli Lalka, i dla młodzieży. Ostatecznie powstał jednak Teatr Klasyczny, którego repertuar nie różnił się chyba zbytnio od repertuaru Dramatycznego?

 

BUŁHAK Sięgasz do takiej prehistorii, w której nawet ja słabo się poruszam.

 

ŻURAWSKI W każdym razie, przestrzeń naszej dużej sceny i widowni, zgodnie z ówczesnymi założeniami, miała być dostosowana zarówno do przedstawień teatralnych, jak i projekcji filmowych, akademii i tak dalej. To nie była dobra przestrzeń dla artystycznego eksperymentu. Nie wystarczyło obtłuc sztukaterii i pomalować ścian na czarno. Dlatego Szajna zlecił przygotowanie projektu przebudowy sali teatralnej Studia ‒ i to nie byle komu, bo Oskarowi Hansenowi. Prace miały być ukończone do roku 1975, niestety nie zostały nawet rozpoczęte; być może z przyczyn finansowych, być może technologicznych. Z krótkiego artykułu Hansena możemy się dowiedzieć, że myślał on o mobilnym układzie sceny i widowni, z systemem ruchomych podestów. Kojarzy mi się to bardzo z wizjami polskiej awangardy międzywojennej, chociażby z projektowanym przez Szymona Syrkusa teatrem na Żoliborzu.

 

BUŁHAK Teatr Galeria działał więc nadal w dotychczasowej przestrzeni, choć powiększonej o Malarnię. Ciągle był to organizm, w którym sztuki plastyczne odgrywały główną rolę; mówiło się zresztą, że Studio to teatr narracji plastycznej. Galeria rozpoczęła gromadzenie zbiorów sztuki współczesnej. Powstały biblioteka i czytelnia. Szajna, od 1972 roku profesor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, otworzył w teatrze Podyplomowe Studium Scenografii, w którym studiowali studenci polscy i zagraniczni. Natrafiłam też na informację, że w Studio miało siedzibę Towarzystwo Muzyki Współczesnej. Formuła wyraźnie się poszerzyła. W pewnym momencie pojawiła się nawet nieformalna nazwa: Instytut Twórczości Artystycznej. Instytut był niewątpliwie preludium do powstania Centrum Sztuki Studio…

 

ŻURAWSKI …które nastąpiło w roku 1980, dokładnie ‒ 1 lipca.

 

BUŁHAK Zastanawiałam się, czy na pomysł powołania Centrum Sztuki jakikolwiek wpływ miała idea André Malraux, który we Francji w latach sześćdziesiątych stworzył sieć Maisons de la Culture (Domów Kultury). To znaczyło coś zupełnie innego niż u nas – chodziło właśnie o centra sztuki. Malraux dążył do szerszej dystrybucji kultury, która powstawała głównie w Paryżu. Wybudowano wówczas w różnych miejscach Francji szereg budowli przystosowanych do różnego typu działalności: teatralnej, wystawowej, teatrów tańca.

 

ŻURAWSKI Co ciekawe, Szajna publicznie zapowiadał taki właśnie kierunek zmian ‒ dążenie do utworzenia instytutu, a więc placówki o profilu nie tylko artystycznym, lecz także badawczym ‒ od samego początku swojej dyrekcji; a jednak, kiedy doszło do zmiany nazwy, pojawiły się kontrowersje. Zespół aktorski zaprotestował w obawie, że zamiast teatru będzie się tu robiło, nomen omen, dom kultury. Wypada zaznaczyć, że nie były to obawy całkiem pozbawione podstaw, bo w ostatnich sezonach Szajna dawał coraz mniej premier i interesował się przede wszystkim działalnością galerii. Poza tym wszyscy pamiętali, jak, przekształcając Teatr Klasyczny w Teatr Studio, rozstał się z ogromną częścią zespołu.

 

BUŁHAK Musisz pamiętać, że aktorzy ‒ co ich odróżnia od wielu pracowników innych instytucji ‒ chcą pracować, chcą grać. I chcą też, oczywiście, zarabiać. To ważny wątek i nie należy tracić go z oczu.

 

ŻURAWSKI Konflikt tymczasem narastał. Ostatecznie Szajna podjął decyzję o złożeniu rezygnacji, która zresztą zbiegła się z momentem wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Szczęśliwie wszystkie strony konfliktu ‒ dyrekcja, zespół aktorski i prowadzący mediacje przedstawiciele Wydziału Kultury Urzędu Miasta Warszawy, w tym Waldemar Dąbrowski ‒ zgodziły się co do tego, że najbardziej odpowiednią osobą na stanowisko kierownika artystycznego Teatru Studio, która pozwoli zachować autorski i eksperymentalny profil sceny, jest Jerzy Grzegorzewski.

 

BUŁHAK Objęcie przez Grzegorzewskiego kierownictwa artystycznego Teatru Studio miało w tle pewien – jak się okazało, twórczy – paradoks. Pod koniec pobytu we Wrocławiu Grzegorzewski zaczął marzyć o stworzeniu własnego zespołu. Podjął nawet oficjalne działania, żeby z Teatru Polskiego we Wrocławiu wyodrębnić Scenę Kameralną. Przeciwko tej koncepcji, ograniczającej możliwość grania na obu scenach, bardzo gwałtownie zaprotestowali aktorzy, zwłaszcza ci, którzy wiedzieli, że się u Grzegorzewskiego nie znajdą. Jego marzenie o teatrze autorskim i pracy z oddanym zespołem zrealizowało się ostatecznie w Studio – ale w znacznie bogatszej, niż pierwotnie zamierzał, formie.

 

ŻURAWSKI Podobno zespół aktorski powitał Grzegorzewskiego entuzjastycznie.

 

BUŁHAK Teatr Grzegorzewskiego był bardzo odległy od teatru Szajny. Wprawdzie obaj ze sztukami plastycznymi mieli bliskie związki, ale na czym innym to polegało. Nadzieje zespołu aktorskiego opierały się zapewne na tej odmienności…

 

ŻURAWSKI …mimo że Grzegorzewski nie zamierzał rezygnować z idei Centrum Sztuki. Rozumiał ją jednak zupełnie inaczej niż Szajna, prawda?

 

BUŁHAK Grzegorzewski wypracował własny styl prowadzenia teatru, który był autorski i repertuarowy jednocześnie. W sumie bardzo różnorodny, ale była w tym jakaś spójność. Miał też pomysł na kontynuowanie tradycji.

Grzegorzewski był kierownikiem artystycznym Centrum Sztuki; dyrektorem naczelnym został Waldemar Dąbrowski. Zanim przyszedł do Studio, był kierownikiem warszawskiego Wydziału Kultury, miał więc orientację w sytuacji instytucji artystycznych, a także rozległe kontakty i znajomości. Był człowiekiem ambitnym i pełnym inicjatywy i na pewno w przekształcaniu Centrum Sztuki odegrał ogromną rolę.
Kierownictwo galerii objął Zbigniew Taranienko, w poprzednim okresie doradca Szajny, tak że została zachowana pewna ciągłość. Grzegorzewski dbał o nią także w teatrze.

 

ŻURAWSKI Dogrywał Replikę i Dantego przez kilka sezonów. Pozostawił też właściwie wszystkich aktorów z zespołu Szajny.

 

BUŁHAK Tak, był lojalny w stosunku do osób, które ofiarowały mu kierownictwo artystyczne. W czasie swojej dyrekcji zwolnił może dwie osoby z dawnego zespołu, ale za to uzupełnił go o grupę aktorów z Wrocławia. Między innymi o parę artystów pantomimy, Danutę Kisiel-Drzewińską i Zbigniewa Papisa. Grzegorzewski chętnie angażował aktorów nieklasycznie wykształconych.

 

ŻURAWSKI Później zaangażował też Stanisława Szymańskiego, legendę polskiego baletu.

 

BUŁHAK Grzegorzewski realizował tu przedstawienia według własnych scenariuszy, ale były też spektakle w jego reżyserii, które, nie tracąc silnego rysu autorskiego, były przecież znacznie bliższe teatrowi repertuarowemu. Inscenizował utwory Mickiewicza, Brechta, Czechowa, Moliera… Ten nurt cieszył się niebywałym powodzeniem i ‒ wbrew irytującym legendom, że przedstawienia Grzegorzewskiego szły krótko lub nie wzbudzały zainteresowania ‒ publiczność waliła drzwiami i oknami. To wynikało także z zaangażowania do zespołu młodych aktorów, którzy bardzo szybko stali się idolami widzów, przede wszystkim Zbigniewa Zamachowskiego i Wojciecha Malajkata.

 

ŻURAWSKI Trzeba koniecznie podkreślić, że po tym, jak wraz ze złożeniem w roku 1981 przez Gustawa Holoubka rezygnacji rozpadł się legendarny zespół Teatru Dramatycznego, to właśnie Grzegorzewskiemu udało się tustworzyć zespół aktorski, który w latach osiemdziesiątych był niewątpliwie jednym z najlepszych nie tylko w Warszawie, lecz także w skali kraju. Wymieńmy chociażby Teresę Budzisz-Krzyżanowską, Marka Walczewskiego, Olgierda Łukaszewicza… Lista nazwisk jest długa.

 

BUŁHAK Dzięki tak różnorodnemu zespołowi w teatrze współistniały różne wątki. Ukłonem w stronę tradycji teatru plastycznego był cykl przedstawień, do których realizacji zapraszano wybitnych artystów, nie zawsze zresztą związanych z teatrem. Szajna zrobił tutaj w 1992 nową wersję Dantego; ale przedstawienia reżyserowali tu także Leszek Mądzik, Jerzy Kalina, Stasys Eidrigevičius. Franciszek Starowieyski występował ze swoim teatrem rysowania; jedną z sesji poświęcił Wyludniaczowi Becketta, co się mieściło także w cyklu beckettowskim. W latach 1985‒1986 tworzyli go tutaj Tadeusz Łomnicki ‒ który znalazł w Studio azyl po odejściu z Teatru Na Woli ‒ i Antoni Libera. Polityka przygarniania różnych twórców w sumie bardzo się opłaciła temu miejscu, byli to zawsze artyści wybitni – jak Łomnicki – lub przynajmniej interesujący.

 

ŻURAWSKI Fascynuje mnie myśl, że w połowie lat osiemdziesiątych na tym korytarzu codziennie wpadali na siebie Grzegorzewski, Łomnicki i Hanuszkiewicz. Trzy zupełnie odrębne wizje teatru, a przy tym trzy tak skrajnie odmienne indywidualności, osobowości przecież nie tylko artystyczne… To niesamowite, że udawało im się między sobą dogadywać. No dobrze, a jak wyglądała współpraca z galerią?

 

BUŁHAK Galeria już wcześniej wypracowała sobie pozycję i pewien modus operandi. Jako kierownik artystyczny Centrum Sztuki Grzegorzewski zatwierdzał plany jej działalności. Czasem proponował pewne wystawy, rzadko odrzucał… Jego współpraca z galerią miała bardzo elastyczny charakter.

Galeria, tak jak wcześniej, operowała ministerialnym funduszem zakupu dzieł sztuki i dzięki niemu powiększała swoją kolekcję. Zakupy były także czasami formą wspomagania artystów, którzy byli w ciężkiej sytuacji materialnej. W pewnym momencie wprowadzona także została zasada, że artyści, którzy mieli tu organizowane wystawy, zostawiali jeden obraz.

 

ŻURAWSKI Wojciech Fangor, Tadeusz Dominik, Teresa Pągowska, Kajetan Sosnowski, Henryk Stażewski, Ewa Partum… Mamy te zbiory nadal.

 

BUŁHAK Tak, tworzą wspaniałą kolekcję Galerii Studio. Wkrótce jednym z filarów działalności Centrum Sztuki Studio stała się orkiestra Sinfonia Varsovia, która wyrosła z tradycji Polskiej Orkiestry Kameralnej, zagrożonej rozpadem po odejściu Jerzego Maksymiuka na kontrakt w BBC; wyrzuciła ją również Opera Kameralna. Dąbrowski postanowił nie tylko przygarnąć muzyków, lecz także zapewnić im możliwość dalszego koncertowania w rozszerzonym składzie – pod dyrekcją samego Yehudiego Menuhina, którego specjalnie w tym celu ściągnięto do Polski! Orkiestra nie próbowała tutaj w koncertowym wymiarze ‒ aktorzy i tak skarżyli się czasem na hałas instrumentów ‒ ale tu właśnie miała swoją siedzibę, a jej członkowie ‒ etaty.

 

ŻURAWSKI Skąd Dąbrowski brał na to wszystko środki?

 

BUŁHAK Dochodzimy do bardzo ważnego elementu, czyli Impresariatu Studio. Dąbrowski stworzył go jako agencję konkurencyjną wobec Pagartu, który był wówczas państwowym monopolistą; żaden artysta nie mógł wyjechać i zarabiać za granicą bez płacenia mu haraczu. Nowy dział, kierowany przez Władysława Serwatowskiego, od początku działał bardzo profesjonalnie i z pomocą Dąbrowskiego zdobywał kontrakty ze strony miasta, województwa, ministerstw. Zaczął także współpracować z instytutami kulturalnymi z innych krajów; na przykład pierwsza wielka wystawa współczesnej sztuki amerykańskiej odbyła się właśnie tutaj. Impresariat, choć działał w warunkach zupełnie niewolnorynkowych, jednocześnie miał specjalny status: zarabiał na kontraktach i nie musiał tego oddawać na zewnątrz. Środki te zostawały w Centrum Sztuki Studio i mogły być wydawane na projekty artystyczne teatru, galerii. To było genialne!

 

ŻURAWSKI Zwłaszcza przy tej liczbie wyjazdów. Spektakle Teatru Studio pokazywano w całej Europie, w Stanach Zjednoczonych, Meksyku, nawet w Afryce Północnej. Z każdej podróży niezawodny Serwatowski przysyłał korespondencję, którą publikował „Express Wieczorny”. Opisywał egzotyczne przygody aktorów Teatru Studio, na przykład ‒ jak Łomnicki radził sobie z graniem Ostatniej taśmy, kiedy w Tunisie, o dziwo, zabrakło bananów.

 

BUŁHAK Dla mnie dużą egzotyką, kiedy zaczęłam pracować w Centrum Sztuki, był mały pokoik biura paszportowego, umieszczony na trzecim piętrze. Na paszport czekało się wtedy miesiącami, a tu chodziło o szybkie działanie. Ta komórka, którą oczywiście zawiadywał urzędnik z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, na bieżąco, poza całą procedurą i oficjalnym kanałem, załatwiała paszporty.

 

ŻURAWSKI Koniecznie musimy wspomnieć jeszcze o Pracowni Filmowej. W roku 1982 Dąbrowski zaprosił do współpracy reżysera i montażystę Jerzego Karpińskiego, z którym znał się ze Stodoły, aby dokumentował bieżącą produkcję teatralną, co w tamtych czasach było ewenementem. Mało tego, Karpiński nie tylko rejestrował przedstawienia Teatru Studio, lecz także rozpoczął gromadzenie wideoteki, obejmującej zarówno nagrania spektakli, w tym zagranicznych, jak i materiały poświęcone sztuce współczesnej. Do momentu powstania Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego była to prawdopodobnie jedyna taka wideoteka w skali kraju, która w dodatku udostępniała swoje zbiory zainteresowanym. Od roku 2008 jej zbiory znajdują się w archiwum Instytutu.
24 lutego 1985 roku, czyli w setną rocznicę urodzin autora koncepcji Czystej Formy, z inicjatywy Jerzego Grzegorzewskiego odbyła się uroczystość nadania Teatrowi Studio imienia Stanisława Ignacego Witkiewicza. Opowiedz proszę, jak wyglądała?

 

BUŁHAK Mówiąc szczerze, niespecjalnie pamiętam jej przebieg. Było krótkie przemówienie Grzegorzewskiego w obecności władz, które ogłosiły nadanie imienia. Zorganizowano dwie wystawy: „W hołdzie Witkacemu – artyści współpracujący z Galerią Studio”oraz drugą, teatralną: „Witkacy – teatr – dokumentacja. Inscenizacje sztuk Witkacego na scenach polskich 1921–1985”. Sam Grzegorzewski zrobił tu jedną witkacowską premierę w 1987 roku; w dodatku był to jego scenariusz złożony z bardzo wielu sztuk pisarza. Ale w momencie nadania Centrum Sztuki imienia chodziło przede wszystkim o emblematyczność postaci Witkacego i jego rolę w kulturze, w historii polskiej awangardy. Jako artysta, który uprawiał różne dziedziny sztuki, zajmował się literaturą, teatrem, malarstwem, fotografią, dzisiaj dorzucilibyśmy jeszcze film ‒ Witkacy na patrona tego miejsca nadawał się idealnie.

 

ŻURAWSKI Wśród wycinków prasowych, które przeglądałem, przygotowując się do naszej rozmowy, uderzyło mnie jedno z określeń działalności Centrum Sztuki, a mianowicie: „maraton wydarzeń”. Jeśli obserwujemy to, na jak różne sposoby teatry starają się dziś przyciągać publiczność, musimy przyznać, że to hasło brzmi niezwykle współcześnie. Mam poczucie, że Dąbrowski z Grzegorzewskim zbudowali w Pałacu Kultury swój mały pałac kultury.

 

BUŁHAK Coś w tym jest, rzeczywiście.

 

ŻURAWSKI Pierwszy kryzys Centrum Sztuki ‒ krótki, ale znamienny ‒ nastąpił w sezonie 1990/1991; przy czym był on po prostu częścią powszechnego kryzysu w polskim życiu teatralnym w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Statystyki z tego okresu są zatrważające: o połowę mniej premier, o połowę niższa frekwencja na przedstawieniach. W jakimś sensie wynikało to stąd, że nagle otworzyły się zupełnie nowe możliwości korzystania z, ba, konsumowania kultury, w tym kultury popularnej, które skutecznie odciągały widzów od kin i teatrów. Bardzo wnikliwie obserwował i opisywał ten moment Janusz Majcherek.

 

BUŁHAK To prawda, ale też nie zdajesz sobie w pełni sprawy z tego, co się działo w momencie transformacji ustrojowej. Namiętności polityczne, emocje, które ogarnęły ludzi po trwającej całąepokę posusze, były tak silne… Teatr polityki, który dział się na naszych oczach, spychał na margines życie kulturalne. Chociaż w Studio nie było całkowitego załamania, nadal powstawały tu świetne przedstawienia. Mówisz o zapotrzebowaniu na nowe formy rozrywki. Dąbrowski wyszedł naprzeciw tym oczekiwaniom i w 1990 roku, w krótkim okresie interregnum, kiedy Grzegorzewski był na urlopie bezpłatnym, wyprodukował słynną Tamarę, bodaj pierwszy w historii polskiego teatru spektakl komercyjny, z bardzo bogatą oprawą.

 

ŻURAWSKI Być może ulegam czarowi legendy, ale przecież Tamara to chyba nie tylko pełne blichtru wydarzenie towarzyskie, nie tylko sukces komercyjny, lecz także niezły spektakl? Miał świetną obsadę…

 

BUŁHAK Trudno powiedzieć… Aby obejrzeć całość, trzeba było pójść do teatru wiele razy, bo spektakl był grany symultanicznie w kilkunastu pomieszczeniach. Sama sztuka była kiepska, za to kolacja, z udziałem aktorów, owszem ‒ wystawna. Widzowie pytali, jakie kolacje podaje się na innych spektaklach…

 

ŻURAWSKI Wróćmy do kryzysu. W tym samym czasie Minister Kultury Izabella Cywińska przymierzała się do przeprowadzenia reformy systemu administrowania teatrami, która w końcu nie doszła do skutku (czego zresztą wciąż ponosimy konsekwencje). Przy tej okazji w roku 1992 pojawiła się koncepcja połączenia Teatru Dramatycznego i Teatru Studio w jeden organizm. Grzegorzewski, kiedy się o tym dowiedział, zaprotestował na łamach prasy. Poparli go aktorzy. W naszym archiwum znajduje się kopia listu otwartego do Ministerstwa Kultury, sygnowana między innymi przez członka zespołu Teatru Studio, wówczas posła na Sejm I kadencji ‒ Krzysztofa Ibisza… Przy czym ‒ nie wiadomo, na ile te plany były w ogóle realne, sprawa nie wyszła poza rozmowy gabinetowe. Wspominam o tym, bo ‒ zauważ ‒ przy okazji każdej zmiany dyrekcji w naszym teatrze ta plotka powraca. Myślę, że słuszne jest założenie, że dotychczasowa formuła Centrum Sztuki w latach dziewięćdziesiątych po prostu zaczęła się wyczerpywać ‒ z powodu: po pierwsze, zmian oczekiwań publiczności; po drugie, zmian ekonomicznych.

 

BUŁHAK W 1993 roku, żeby podreperować finanse teatru, Grzegorzewski wprowadził do repertuaru farsę Schisgala Się kochamy, w której grali Zamachowski, Malajkat, Trzepiecińska, później Justa. Dzięki popularności tych aktorów przedstawienie rzeczywiście zarabiało na teatr, a to było bardzo potrzebne, gdyż właśnie kończył się okres świetności Impresariatu. Na początku lat dziewięćdziesiątych zrealizował on jeszcze polską wystawę na Expo w Sewilli, ale stracił już uprzywilejowaną pozycję, bo otworzył się wolny rynek. Ponadto odszedł Dąbrowski, który został wtedy szefem Komitetu Kinematografii i zaraz potem trafił do Ministerstwa Kultury, a to on przecież organizował różne kontrakty Impresariatowi. Później, w 1997 roku odszedł do Teatru Narodowego Grzegorzewski, zabierając znaczną grupę aktorów.

 

ŻURAWSKI Jeszcze przed otwarciem odbudowanej sceny narodowej przez krótki moment mówiło się o tym, że zaangażowani tam artyści nie powinni występować nigdzie poza nią. Grzegorzewski, świadomy, że ryzykuje pozbawienie Studio znacznej części repertuaru, publicznie deklarował, że dla zabranych stamtąd aktorów zrobi od tej reguły wyjątek. Szczęśliwie projekt nie wszedł w życie. Ale nie da się ukryć, że brak tego świetnego zespołu szybko osłabił pozycję Teatru Studio. Jednocześnie trwały spekulacje: kto po Grzegorzewskim? Na stanowisko bardzo liczył Adam Hanuszkiewicz. W rozmowach padało także nazwisko Krystiana Lupy, choć bodaj Jacek Sieradzki zauważył, że Lupy żadna siła nie zmusi do dyrektorowania… Przyznam, że trochę tego żałuję.

 

BUŁHAK Po odejściu Grzegorzewskiego w 1997 teatr miał objąć triumwirat Stanisław Radwan ‒ Barbara Hanicka ‒ Zbigniew Brzoza; ostatecznie dyrektorem naczelnym został Krzysztof Kosmala, a artystycznym Brzoza…

 

ŻURAWSKI…który ogłosił, że nie ma ambicji kontynuowania autorskiego profilu Teatru Studio.

 

BUŁHAK Teatr Brzozy był już teatrem repertuarowym. Z eksperymentów artystycznych pozostało Zachodnie wybrzeże Krzysztofa Warlikowskiego. Brzoza próbował utrzymywać tradycje kontaktów zagranicznych, nawiązywał współpracę z twórcami litewskimi i węgierskimi, reżyserowali tutaj między innymi Oskaras Koršunovas i Rimas Tuminas. Był cykl „Teatr europejski na przełomie wieków”, rodzaj konferencji, na którą zapraszano zagranicznych twórców. Nawiązane wtedy kontakty zaowocowały na przykład zaproszeniem Teatru im. Józsefa Katony z Budapesztu ze Świętoszkiem i Rewizoremw reżyserii Gábora Zsámbékiego. Teatr organizował też różnego rodzaju czytania, warsztaty, działania edukacyjne…
Z końcem roku 2007 odeszła Sinfonia Varsovia, oczko w głowie dyrektora Kosmali; miała wkrótce dostać od miasta nową siedzibę. To spowodowało, że nie widziano dłużej sensu w utrzymywaniu instytucji w jej dotychczasowym kształcie. Wygasło to w naturalny sposób. Oczywiście decyzja miasta o likwidacji Centrum Sztuki Studio wzbudziła olbrzymią frustrację, choć tym razem dotyczyło to raczej pracowników Impresariatu i Pracowni Filmowej, którzy wtedy identyfikowali się z tym miejscem silniej niż aktorzy.

 

ŻURAWSKI Kropkę nad i postawił Bartosz Zaczykiewicz, który, rozwiązując umowy, zatwierdził tym samym stan faktyczny. Z dniem 1 stycznia 2008 roku wróciła nazwa Teatr Studio. Na szczęście pozostał nam patron.

 

BUŁHAK Chcę jeszcze wrócić do wątku teatru studyjnego. Usiłował do niego, chociaż nie wprost, nawiązać dyrektor Biura Kultury m.st. Warszawy Marek Kraszewski, który zaangażował tutaj w 2010 roku Grzegorza Brala z Teatru Pieśń Kozła z Wrocławia. W sumie to był ukłon w stronę tradycji tego teatru, z tym że i jego studyjność, i ożywiający go wcześniej wątek plastyczny się wyczerpały. Taki teatr musi opierać się na wybitnych indywidualnościach. A poza tym nurt teatru plastycznego w nowej rzeczywistości przestał być atrakcyjny i umarł śmiercią naturalną.

 

ŻURAWSKI Powiedziałbym raczej, że teatr formy obecnie znalazł się w pewnej niszy.

 

BUŁHAK Nie widzę możliwości, żeby to się odrodziło, bo teatr poszedł w ogóle w inną stronę. Jeśli chciałoby się utrzymywać czy kontynuować ideę centrum sztuki, trzeba pamiętać o jednym. Siła Centrum Sztuki Studio polegała nie na tym, że było ono menadżerem zapraszanych imprez – choć oczywiście realizowano tu także imprezy na zamówienie miasta czy ministerstwa – ale na tym, że było to miejsce, w którym tworzyli artyści z różnych dziedzin: i Sinfonia Varsovia, i Grzegorzewski, i Łomnicki, i Treliński, i Skolimowski, czy przybysze z zagranicy, zapraszani doraźnie. Zbudowanie takiego miejsca jest rzeczą niełatwą, ale jednak ‒ możliwą. Choć oczywiście jest szereg warunków do spełnienia.

 

ŻURAWSKI W pewnym sensie to kwestia stylu. Pamiętajmy, że Dąbrowski z jednej strony działał jak profesjonalny menadżer, a z drugiej miał osobowość prawdziwego mecenasa. To rzadkie.

 

BUŁHAK Ale jednak się zdarza. Tak jak u Witkacego: „W nieskończoności wszelkich możliwości możliwym jest i taki przypadek: spotkanie się czterech identycznych snów. To nazywają czasem…”

 

ŻURAWSKI „…cudem”?
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij