Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
12/2016
Oddać bergmanowskiego ducha
autor: Monika Samsel-Chojnacka
Oddać bergmanowskiego ducha
foto: Roger Stenberg

„Chcemy, by nazwisko i twórczość Bergmana stały się rodzajem pomostu między Szwecją a resztą świata” – mówi Eirik Stubø, który od 2015 roku pełni funkcję dyrektora Królewskiego Teatru Dramatycznego w Sztokholmie, gdzie niedawno odbył się głośny Festiwal Bergmanowski, w rozmowie z Moniką Samsel-Chojnacką.

 

MONIKA SAMSEL-CHOJNACKA Skąd pojawił się pomysł, by ponownie zorganizować Festiwal Bergmanowski, który miał sporą przerwę? Czy rzeczywiście trzeba było Norwega, który pokazałby Szwedom znaczenie Bergmana dla ich kultury?

 

EIRIK STUBØ (śmiejąc się) Myślę, że masz rację. W przypadku Bergmana chyba działa czasem powiedzenie o byciu prorokiem we własnym kraju. Szwedzi są trochę inni niż Norwegowie w kwestiach – nie wiem, jak to dokładnie ująć – upamiętniania wielkich rodaków. Boją się tego. Być może ta różnica między naszymi krajami wynika z tego, że Norwegia jest stosunkowo młodym krajem, odzyskaliśmy niezależność od Szwecji dopiero w 1905 roku, by następnie w 1940 roku znów przeżyć pięć lat okupacji niemieckiej. Być może dlatego później byliśmy tak sceptyczni i opowiedzieliśmy się przeciwko członkostwu w Unii Europejskiej. Ceniliśmy sobie własną wolność i niezależność. I być może, jeśli pochodzi się z takiego małego kraju jak mój, jest się bardziej dumnym i bardziej się ceni te elementy swojej kultury, które są znane na świecie, jak choćby Ibsena. Kiedy przyjechałem do Sztokholmu i zostałem dyrektorem Królewskiego Teatru Dramatycznego, chciałem zorganizować festiwal teatralny, który sprawiłby, że Dramaten znów byłoby dostrzegalne w bardziej międzynarodowym kontekście. Tak, jak kiedy Bergman był nadal aktywny jako reżyser teatralny w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, po powrocie z niemieckiego wygnania.


Z kolei w Sztokholmie nie ma w ostatnich latach zbyt wielu gościnnych występów zagranicznych teatrów, nie ma także żadnego festiwalu teatralnego, dlatego pomyślałem, że byłoby to wyjątkowo istotne dla nas. Nie byłem tu w czasie poprzednich dwóch Festiwali Bergmanowskich, które były trochę inne od bieżącej edycji. Poprzednie edycje były organizowane w czerwcu, kiedy kończył się sezon teatralny, tuż przez wyjazdem wszystkich na urlopy. Dlatego też Dramaten nie brało w nich udziału z własnymi produkcjami – użyczało tylko logo i miejsca. Ja jednak chciałem zrobić to na podobieństwo modelu, jaki mamy na Festiwalu Ibsenowskim. Przede wszystkim, by festiwalem rozpoczynać sezon teatralny, bo to najlepszy czas na tego rodzaju wydarzenia. A także – by był on mieszanką zarówno gościnnych spektakli, jak i naszych produkcji. Postanowiliśmy nadal używać nazwiska Bergmana jako pewnego rodzaju marki – jest przecież znany na całym świecie. Choć paradoksem jest także to, że Strindberg, który był tak ogromnym źródłem inspiracji dla Bergmana, też wcale nie był ostatnio zbyt często grywany w Dramaten.

 

SAMSEL-CHOJNACKA To prawda – na początku XXI wieku zwykle w repertuarze Dramaten pojawiała się rokrocznie sztuka Strindberga, także Ibsena i Szekspira. Ostatnio chyba od tego się odchodzi.

 

STUBØ Nie chciałbym obwiniać za to klimatu politycznego, to raczej, delikatnie rzecz ujmując, kwestie społecznych preferencji. W Szwecji ostrożnie podchodzi się do męskich geniuszów i twórców. Czasami, według mnie, ten niepokój może wydawać się nawet trochę komiczny. Przecież można być feministą, a jednocześnie grać dramaturgię stworzoną przez mężczyzn.

 

SAMSEL-CHOJNACKA Pamiętam awanturę o realizację Makbeta w 2006 roku, w którym jedyną kobiecą rolą była Lady Makbet zagrana przez Lenę Endre, co nie spodobało się ministerstwu, i w następnym sezonie Dramaten jako swoiste zadośćuczynienie wystawiło Dom Bernardy Alba, w którym grały same kobiety.

 

STUBØ Tak, można obawiać się takich sytuacji. Moim pomysłem było oczywiście oddanie hołdu Bergmanowi jako wielkiemu geniuszowi. Ale przede wszystkim też stworzenie dużego międzynarodowego festiwalu, który cyklicznie – co dwa lata – powracałby na mapę teatralnej Europy, z korzyścią dla szwedzkiej kultury, w tym samego Dramaten, ale i szwedzkiej publiczności. To był nasz główny cel. Chcemy, by nazwisko i twórczość Bergmana stały się rodzajem pomostu między nami a resztą świata. Bo to nazwisko otwiera drzwi na całym świecie – w Chinach, Japonii, RPA, Południowej Ameryce. Jednocześnie to prawda, że legenda, która wokół Bergmana narosła, jest większa niż wiedza o nim. Tu w Szwecji bardzo rzadko ogląda się jego filmy. Za granicą nawet w kinach jest pokazywany częściej niż tu.

 

SAMSEL-CHOJNACKA Czy dlatego włączyliście do programu tegorocznego festiwalu sztukę dla dzieci? Czy macie zamiar przygotować nowe pokolenie do odbioru Bergmana, organizując w następnych latach warsztaty, pogramy edukacyjne i przedstawienia dla dzieci i młodzieży?

 

STUBØ Tak. Trzeba podkreślić, że perspektywa dziecka jest bardzo istotna dla twórczości Bergmana między innymi w Fanny i Aleksander, czy też w Milczeniu. W jego twórczości możemy odnaleźć też coś dziecięcego, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Chcemy przygotowywać oferty dla dzieci w następnych edycjach festiwalu. Już teraz widzimy, że to była dobra decyzja. We wcześniejszych dwóch edycjach zapomniano po prostu o młodym odbiorcy.

 

SAMSEL-CHOJNACKA Co jest dla Was priorytetem podczas przygotowań do festiwalu?

 

STUBØ Przed tegorocznym festiwalem zdecydowaliśmy, że będzie to mieszanka sztuk Bergmana oraz innych produkcji, które, jak założyliśmy, miałyby oddawać bergmanowskiego ducha. Zdaję sobie sprawę, że to dość pojemna kategoria i można ją wypełnić wieloma rzeczami. Chcieliśmy skupić się na występach gościnnych, wybraliśmy takie, które łączyły tematykę filmu i teatru. Dlatego między innymi pojawiła się Żałoba przystoi Elektrze Cocteau, przez pewien czas pracowaliśmy też nad teatralną wersją Stalkera Tarkowskiego, który był ulubieńcem Bergmana. Druga nić przewodnia to wyraziste portrety mocnych kobiet.

 

SAMSEL-CHOJNACKA Takich jak Hedda Gabler?

 

STUBØ Dokładnie. Zresztą to jedna z najchętniej reżyserowanych przez Bergmana sztuk w Dramaten, realizował ją także w Monachium, i w Londynie z Maggie Smith w tytułowej roli. To był jeden z jego ulubionych dramatów. Chcieliśmy też mieć kilka produkcji bergmanowskich spoza Szwecji. Wybraliśmy spektakl Es sagt mir nichts, das sogenannte Draußen Maxim Gorki Theater, który pokazuje portret współczesnej kobiety. Być może motywem jednego z następnych festiwali będzie Strindberg, to przecież jeden z najpopularniejszych dramatopisarzy w reżyserskim dorobku Bergmana. Przy obecnym festiwalu zapytaliśmy naszych reżyserów, czy chcieliby wziąć w nim udział oraz czy mają do zaproponowania projekty dotyczące Bergmana.

 

SAMSEL-CHOJNACKA Właśnie, jak wyglądała współpraca wewnątrz Dramaten? Czy to Ty podsuwałeś reżyserom pomysły, czy też oni przychodzili zaproponować swoje wizje repertuarowe?

 

STUBØ Na to złożyło się wiele różnych procesów. Agnetcie Ehrensvärd zaproponowałem, by stworzyła coś dla dzieci, coś związanego z Bergmanem. Tak samo zaproponowałem przedstawienie otwarcia Sebastianowi Hartmannowi, który zdecydował się zrobić teatralny kolaż z tekstów Bergmana. W moim przypadku wybór Dobrych chęci był prosty. Nie chciałem robić Scen z życia małżeńskiego czy też Jesiennej sonaty ze względu na to, że wcześniej już były wielokrotnie grane, a ja nie byłem nimi zbytnio zainteresowany. Wtedy przyszedł mi na myśl serial telewizyjny, który oglądałem w 1991 roku i wspominałem z przyjemnością. Kupiłem książkę, na podstawie której Bille August nakręcił i film, i serial. Postanowiłem, że to ona będzie punktem wyjścia dla mojej pracy teatralnej. Chciałem, żeby powstało przedstawienie podążające za duchem powieści oraz za wskazówkami dotyczącymi muzyki, których jest na kartach książki wiele. Z pomocą kilku aktorów próbuję opowiedzieć historię jednocześnie bez rozbudowywania scenografii.

 

SAMSEL-CHOJNACKA Oglądając przedstawienie, pomyślałam sobie, jak trudno jest zbudować nastrój secesyjnej Uppsali, świata, którego już nie ma. W filmie są przepiękne plenery, pięknie urządzone wnętrza, scenografia buduje klimat melancholii i przemijalności. Musiałeś z wielu rzeczy zrezygnować, decydując się na bardzo prostą scenografię.

 

STUBØ Zdecydowałem się na narrację opowiadaną, jak baśń lub saga rodzinna – to właśnie dzięki narratorowi i pomocy literatury można opowiedzieć rzeczy, których nie da się pokazać na scenie. Na przykład wycieczkę rowerową nad jezioro. Dzięki literaturze możesz szybko przemieszczać się między różnymi lokalizacjami, na przykład z Włoch do Szwecji – wystarczy odwrócić kartkę. Narrator był nam potrzebny nie tylko po to, by pchnąć historię do przodu, ale także – by zaakcentować to, że tego świata już nie ma. Jest to też pomocne, kiedy nie można czegoś przedstawić na scenie, lub gdy może nie chce się przedstawić jakiejś sceny, tylko o niej opowiedzieć. Dokładnie tak, jak opowiada się dzieciom na dobranoc baśń o trollach i czarownicach, których nie ma, ale które widzi się podczas opowieści.

 

SAMSEL-CHOJNACKA A co jest dla Ciebie istotne w tej historii? Miłość? Relacja z rodziną? Wiara w Boga?

 

STUBØ Najbardziej fascynujące było dla mnie to, o czym Bergman pisze we wprowadzeniu do powieści, tłumacząc się, dlaczego postanowił napisać tę historię. Chciał spróbować zrozumieć swoich rodziców po raz pierwszy w życiu. Jako starszy mężczyzna doszedł do wniosku, że wie o nich tak niewiele – dlaczego zrobili pewne rzeczy w swoim życiu, dlaczego byli tacy, a nie inni – że ma niewiele rzeczy, które zostały po nich, trochę listów i pożółkłych zdjęć, trochę wspomnień, co do prawdziwości których nie jest zbyt ufny i dlatego właśnie próbuje resztę historii wymyślić – jak wszystko się zaczęło. Chce jednocześnie stworzyć na nowo swoich rodziców jako żywe osoby. Chce się z nimi pojednać, ponieważ jego stosunki z ojcem w dorosłym życiu były niezwykle napięte. Próbuję znaleźć wyjaśnienie, dlaczego ojciec reżysera stał się tym, kim się stał.

 

SAMSEL-CHOJNACKA Czy praca z Leną Endre, jedyną z Twojej obsady, która zagrała w filmie Augusta, ułatwiła Ci kwestie związane z reżyserią tej adaptacji?

 

STUBØ Nie. Lena jest świetną aktorką i zawsze nam się dobrze pracuje, jednak nie rozmawialiśmy zbyt wiele o jej roli sprzed ćwierć wieku. Wspominała raczej, że podczas kręcenia filmu była tuż po porodzie swojego najstarszego dziecka i czuła się czasem skrępowana nagimi scenami z powodu problemu z nadmiarem pokarmu. Poza tym rozmawialiśmy o tamtej ekranizacji bardzo mało, zresztą podejrzewam, że ze względu na jej drugoplanową rolę nie uczestniczyła w całej produkcji, tak jak Pernilla August czy Max von Sydow.

 

SAMSEL-CHOJNACKA Chciałam zapytać jeszcze o współczesną szwedzką dramaturgię. Czy znajdzie się dla niej miejsce przy okazji następnych edycji festiwalu? I czy we współczesnej Szwecji i Europie znajduje się miejsce dla sztuk Bergmana?

 

STUBØ Oczywiście, że jest miejsce dla nowych dramaturgów na festiwalu. W tym roku gramy sztukę Deformerad Persona autorstwa Mattiasa i Ylvy Anderssonów oraz Ensam och Esmeralda napisaną przez Martinę Montelius. Obydwie wywodzą się z tematyki bergmanowskiej. Na jednym z wcześniejszych festiwali gościliśmy zaś inscenizację Demonów autorstwa Larsa Noréna. Zastanawiamy się nawet, czy naszej współczesnej dramaturgii nie poświęcić całego festiwalu za kilka edycji. W kwestii miejsca Bergmana na deskach teatrów europejskich i światowych, wystarczy spojrzeć na program obecnego festiwalu – są w nim spektakle z Niemiec, Belgii, Francji. Próbowaliśmy też sprowadzić Sceny z życia małżeńskiego z Argentyny, jednak nie udało się to ze względów organizacyjnych. Jak widzisz, Bergman jest grany na całym świecie i jako dramaturg staje się coraz bardziej popularny. Ponieważ jest tak uniwersalny.

 

SAMSEL-CHOJNACKA A jakiej rady udzieliłbyś polskim reżyserom, którzy chcieliby wziąć udział w następnych latach w festiwalu? Czy festiwal jest otwarty na propozycje z Europy Centralnej?

 

STUBØ Oczywiście. Najważniejsze jest zawiadomienie nas, że ktoś właśnie zajął się adaptacją Bergmana. Albo że ma inną interesującą produkcję, którą chciałby się pochwalić i chciałby zaprosić nas, żebyśmy ją obejrzeli. Jak dotąd najczęściej współpracowaliśmy z Niemcami, Holendrami, Belgami i innymi Skandynawami. Ale możliwość zobaczenia przedstawień z Europy Środkowej i Wschodniej byłaby bardzo ciekawa i ważna. Zainteresowani reżyserzy z Polski powinni nadesłać swoje propozycje na maila biura festiwalowego, które otwarte jest przez cały rok. Bylibyśmy bardzo zainteresowani tym, co nasi sąsiedzi z drugiej strony Bałtyku mają do powiedzenia.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij