Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
7/2018
Bez taryfy ulgowej
autor: Magda Piekarska
foto:

Piąta edycja wrocławskiego Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci pokazała, że w teatrze dla najmłodszych znajdziemy te same problemy i poszukiwania formalne, z którymi mierzą się tworzący dla dorosłych.

 

Tegoroczny przegląd był pierwszym po zmianie formuły – odbył się po rocznej przerwie. Dziś wiemy już, że taki właśnie, dwuletni cykl będzie obowiązywał w przyszłości, co pozwoli organizatorom utrzymać wysoki poziom prezentowanych spektakli. Z drugiej strony, festiwal jest dziś w mniejszym niż dotychczas stopniu imprezą międzynarodową – w programie znalazły się tylko dwa zagraniczne spektakle, oba pochodzące z libereckiej sceny Naivní divadlo.


Wpadek niemalże nie było – wprawdzie festiwal otwierała kiepska realizacja Babci na jabłoni w reżyserii Jarosława Kiliana, ale było to potknięcie trudne do przewidzenia. Zgodnie z tradycją przeglądu imprezę rozpoczęła premiera przygotowana przez gospodarza, czyli Wrocławski Teatr Lalek, spektakl, który nie zdążył przed rozpoczęciem imprezy zderzyć się z odbiorem publiczności i krytyki.


Babcia… zrealizowana na podstawie powieści Miry Lobe, znanej kilku pokoleniom czytelników na całym świecie, wydanej po raz pierwszy w Polsce pod koniec lat sześćdziesiątych, sprawdziła się jako swego rodzaju negatyw, pozwalający odpowiedzieć na pytanie, czym nie jest ów nowy teatr dla dzieci, którym zajmuje się przegląd i dyrekcja WTL – Janusz Jasiński i Jakub Krofta, wspomagani przez kierowniczkę literacką Marię Wojtyszko. A nie jest na pewno teatrem, któremu wystarcza proponowanie młodym widzom rozrywki na przyzwoitym poziomie. Który unika pytań o świat, w którym żyją jego odbiorcy. I któremu nie zależy na kształtowaniu ich poczucia estetyki.


Nowy teatr dla dzieci próbuje odzwierciedlać współczesny kontekst rzeczywistości, punktować jej najistotniejsze problemy. Te dotyczące życia społecznego, czasami również politycznego. Stara się – podobnie jak liczne sceny dla dorosłych – wtrącać. A przy tym imponuje mnogością języków, rozwiązań formalnych, po jakie sięga. I choć na przeglądzie nie zabrakło tradycyjnych przedstawień lalkowych, to w repertuarze środków nowego teatru dziecięcego zajmują one jedną z wielu pozycji. Podczas imprezy przekonaliśmy się, jak zajmująco można opowiadać historie, mając do dyspozycji gliniane figurki, maleńkie i niemal pozbawione rysów twarzy (Krzyżacy), plastyczne, pozwalające się formować maski-kombinezony z gumy lub gąbki (Opowieści z niepamięci, Mała mysz i słoń do pary), albo długi stół, kilkadziesiąt białych piórek, zestaw czarno-białych fotografii, zabawkowy samolot i parę innych rekwizytów o bynajmniej nie teatralnej proweniencji (Są takie miejsca spowite w ciemność, gdzie nigdy i nic kryją się na odległych wyspach).


W tym kontekście spektaklowi Kiliana, opowieści o małym chłopcu, który w miejsce nieobecnej babci wymyśla sobie szaloną towarzyszkę zabaw mieszkającą na jabłoni, brakowało wyraźnego plastycznego kształtu, wiarygodnego rysunku postaci i pomysłu na ucieczkę od natrętnego dydaktyzmu.


„To zrozumiałe, że twórcy teatru dla dzieci i młodzieży reagują na świat, w którym żyjemy – mówił Jakub Krofta przed rozpoczęciem przeglądu. – A w tym świecie słowa »naród«, »wspólnota« czy »tożsamość« bywają nadużywane. Teatr dla dorosłych od dawna przepracowuje te kwestie i są one obecne także w teatrze dziecięcym. Nic w tym dziwnego – dzieci otacza ten sam świat, nie żyją w próżni”.


O narodzie, tożsamości, wspólnocie, władzy, podziałach i uprzedzeniach – w różnych kontekstach – traktowała rzeczywiście większość spektakli, które znalazły się w programie przeglądu. Wątki narodowe pojawiały się w pacyfistycznej adaptacji Krzyżaków Henryka Sienkiewicza w reżyserii Jakuba Roszkowskiego, przywiezionych do Wrocławia przez gdańską Miniaturę. Dynamiczna akcja została tu zderzona z formą, która sama w sobie stanowi metaforę. Sugestywna scenografia Mirka Kaczmarka przenosi nas ni to na teren wykopalisk archeologicznych, ni to do gigantycznej piaskownicy, w której można rozgrywać wojny, budować i burzyć światy. Lalki są glinianymi, prymitywnymi figurkami, tak niewielkimi, że z łatwością mieszczą się w dłoniach aktorów, którzy pojawiają się na scenie w kombinezonach robotników. Ten zabieg natychmiast bierze los bohaterów opowieści w nawias, akcentując kruchość ich istnienia i rolę drobnych, nieznaczących trybików w machinie historii. Sceniczny Zbyszko niewiele różni się od współczesnych nastolatków – bardziej od polityki interesują go dziewczyny, a wysłany z misją na ziemie Zakonu Krzyżackiego przekonuje się, że żyją tam ludzie tacy sami jak ci, wśród których dorastał. Na koniec dostajemy ku przestrodze scenę bitwy pod Grunwaldem – rysunki oddziałów wojskowych z różnych epok trafiają w otchłań niszczarki. Mieli je tak, jak ludzkie istnienia mieli historia, której rytm wyznaczają zbrojne konflikty. A jeśli chodzi o „serc pokrzepienie”, to pewną nadzieję na nową, lepszą przyszłość daje obsadowy koncept – w tej wersji Krzyżaków role dążących do dialogu króla Jagiełły i wielkiego mistrza grają kobiety.


Słowa „naród” i „tożsamość”, choć niewypowiedziane wprost, unoszą się nad opowieścią o parze bocianów – ona czarna, on biały – bohaterów Odlotu i ich podróży z gorącej Afryki do zaskakująco chłodnej Europy, a konkretniej – do Polski. Spektakl poznańskiego Teatru Animacji według tekstu Maliny Prześlugi i w reżyserii Janni Younge (RPA), reżyserki i twórczyni zjawiskowych lalek ptaków, to historia o uprzedzeniach, o swoich i obcych, o potrzebie wspólnoty, o jej wzmacniającej i niszczącej sile, ale i o dziecięcej umiejętności przełamywania barier. Kluczem do tej narracji, w której może się przeglądać współczesna Europa z odżywającymi nacjonalizmami, zamykająca się przed napływem uchodźców, jest opowieść o przyjaźni ponad podziałami.


Historii przyjaźni, która burzy bariery, było zresztą na przeglądzie więcej, z aluzjami do rzeczywistości społecznej czy politycznej już nie tak czytelnymi jak w Odlocie. I gdyby w programie przeglądu odnaleźć najczęściej powtarzane przesłania, byłby to bunt przeciwko ujednoliceniu i apel o to, abyśmy potrafili się pięknie różnić. Tak jest w Strasznej piątce Marty Guśniowskiej w reżyserii Marii Żynel, gdzie w tytułowym składzie znajdziemy zwierzęta wyklęte, niepiękne i średnio na pierwszy rzut oka sympatyczne: szczura, ropuchę, pajęczycę, nietoperza i hienę, przekonujące się, że mimo różnic potrafią stworzyć wspólnotę, która razem czegoś dokona.


Inny tekst Guśniowskiej, Mała mysz i słoń do pary, wystawiony w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora w reżyserii Agaty Kucińskiej, jest z kolei opowieścią o dojrzewaniu do przyjaźni i o procesie, jakim jest akceptacja własnych i cudzych ograniczeń. I wreszcie Wodna opowieść Maliny Prześlugi w reżyserii Roberta Drobniucha, przywieziona do Wrocławia przez szczecińską „Pleciugę”, historia miłości kijanki i karasia, która trwa na przekór wszystkim, którzy uważają taki związek za skazany na porażkę.


Regułą stało się we współczesnym teatrze dziecięcym kierowanie spektakli do określonych grup wiekowych – od najnajów po nastolatków. I obie te skrajne grupy stanowią dla twórców największe wyzwania. W pierwszym wypadku twórcy teatralni we współpracy z psychologami opanowali już pewnego rodzaju modus operandi – dostajemy afabularne spektakle, oparte na interakcji z widownią, na stymulowaniu jej subtelnymi impulsami: kształtami, kolorami, fakturami, dźwiękami, ruchem. Niewiadomą pozostaje zawsze reakcja raczkującej publiczności, to, na ile i w którym momencie postanowi zawładnąć sceną, w rywalizacji o uwagę pozostałych widzów spychając aktorów na drugi plan.


Z kolei na pytanie, jak rozmawiać z nastolatkiem, teatr wciąż szuka odpowiedzi. I najbliżej jej odnalezienia są zwykle ci twórcy, którzy traktują gimnazjalistów i licealistów po partnersku, bez taryfy ulgowej. Jednocześnie zachowując zdrowy dystans, bez udawania, że sami są w stanie wejść w skórę swojej rozwibrowanej burzą hormonów widowni.


Przykładem takiej udanej realizacji jest Kasieńka, adaptacja książki Sarah Crossan, wyreżyserowana przez Annę Wieczur-Bluszcz w Miniaturze. Siłą tej opowieści o wyprawie matki i córki z Polski do angielskiego Coventry w poszukiwaniu ojca, który porzucił rodzinę, jest znakomity tekst, mówiony z offu przez równolatkę bohaterki, tytułowej Kasieńki. Plastycznie całość zrealizowana jest w skromnej konwencji teatru cieni, rozgrywającego się na tle stylizowanej na dziecięcy rysunek scenografii, która nie próbuje rywalizować z tekstem. To, co jest istotą, czyli emocje, pozostaje ukryte pomiędzy narracją, której każde zdanie trafia w sedno, a gestami postaci pojawiających się za ekranem. Taki sposób opowiadania pozostawia przestrzeń dla inteligencji i wrażliwości widza, który własną inwencją wypełnia te „puste” miejsca.


W zaufaniu do kompetencji widzów tkwi też sukces Króla Maciusia Pierwszego w reżyserii Konrada Dworakowskiego z rewelacyjnym Mateuszem Bartą w roli głównej. Spektakl Teatru Lalek Banialuka z Bielska-Białej zamienia utwór Korczaka w mroczną, w dużej części pantomimiczną opowieść o tym, jakim ciężarem jest władza. W przedstawieniu to, co uniwersalne, splata się ze współczesnym kontekstem.


Najsłabszym elementem młodzieżowego programu okazał się Cyber Cyrano Istvána Tasnádiego w reżyserii Jacka Malinowskiego. Trudno nie odnieść wrażenia, że tekst węgierskiego dramaturga, opowieść o zazdrości, przyjaźni, miłości i intrydze w świecie mediów społecznościowych, ma w sobie raczej filmowy niż teatralny potencjał. Mimo przemieszania konwencji (bohaterów spotykamy w dwóch wcieleniach – lalkowym i w żywym planie) nie udało się uniknąć wrażenia pewnej pretensjonalności, towarzyszącej często spektaklom, w których oglądamy dorosłych aktorów w rolach nastolatków. To swoisty paradoks, bo takie odczucie pojawia się zdecydowanie rzadziej, kiedy mamy do czynienia z aktorami kreującymi dziecięce postaci. Fałsz tkwi w samym koncepcie sytuacji, w której aktorka, wychodząc na scenę, usiłuje zburzyć trzecią ścianę i przekonać publiczność: jestem jedną z was.


Spektakl libereckiego Naivního divadla Są takie miejsca spowite w ciemność, gdzie nigdy i nic kryją się na odległych wyspach na motywach historii z wydanego także w Polsce Atlasu wysp odległych Judith Schalansky i w reżyserii Filipa Homoli połączył nastolatków i dorosłych odbiorców. Aktorzy posadzili nas przy długim stole, przez który wędrował psi zaprzęg, zostawiając za sobą krwawe ślady, a to wzbijała się do lotu Amelia Earhart, a to trafiały tam płaty mięsa upolowanych wielorybów czy pióra wywiezionych przez badaczy rzadkich okazów ptaków. Mimo że przedstawienie nie było tłumaczone, to sens, który spajał opowieści o dalekich wyspach, był czytelny dla wszystkich – to refleksja dotycząca poznania świata, które często wymusza podporządkowanie. W końcu też jest to historia cywilizacji niosącej ze sobą zniszczenie.


Drzwi przed dziecięcą widownią pozostały zamknięte tylko raz – dorośli mieli także swoje pięć minut, które przeciągnęło się do niemalże trzech godzin podczas przedpremierowego pokazu Estradowego wycierusa. Show lalkarki Anny Makowskiej-Kowalczyk, animowanego przez nią, stworzonego z gąbki Kazia Sponge oraz kompozytora i wykonawcy muzyki na żywo Grzegorza Mazonia wróci w skróconej formie po wakacjach, inicjując w WTL działalność sceny dla dorosłych. Jednak już po pierwszym, zdecydowanie za długim pokazie można było się przekonać, jaki potencjał kryje w sobie lalkowy spektakl w kontakcie z dorosłym widzem. Sama relacja Makowskiej-Kowalczyk z Kaziem jest fenomenem i zagadką – widz odnosi wrażenie, że lalka żyje własnym, osobnym życiem. Z pewnością jej wykorzystanie w konwencji stand-upowego show pozwala na więcej wolności, bezczelności, szczerości, twórczej dezynwoltury, które w tej poetyce są wręcz pożądane. Niezależnie od tego, czy przed sobą ma się dorosłego, czy małego widza.

 

V Przegląd Nowego Teatru dla Dzieci
Wrocław, 1–8 czerwca 2018
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij