Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
10/2018
Chcę być gwiazdą (na niebie)
autor: Iga Kruk-Żurawska
Chcę być gwiazdą (na niebie)
foto: Wojtek Sobolewski

Powrót do Maa w reżyserii Macieja Buchwalda porusza czułe struny i skłania do chwili refleksji, a proste środki idealnie sprawdzają się na jazdowskim podwórku, gdzie wielka forma i wymyślne efekty byłyby zupełnie nie na miejscu.

 

Osiedle Jazdów to wyjątkowe miejsce na mapie Warszawy, o którego istnieniu często nie wiedzą nawet jej mieszkańcy. Osiedle kilkudziesięciu domków fińskich powstało jako tymczasowa kolonia dla pracowników Biura Odbudowy Stolicy w 1945 roku. Dziś pozostało ich dwadzieścia siedem, niektóre z nich są zamieszkane, w innych działają różne stowarzyszenia, organizowane są koncerty, spektakle i warsztaty. Wejście między domki jest jak teleportacja do innego świata – do pełnego zieleni małego miasteczka, spokojnego i cichego. Tam właśnie grany jest Powrót do Maa Macieja Buchwalda (debiutującego jako reżyser teatralny), spektakl inspirowany między innymi wspomnieniami mieszkańców osiedla.


Nieduża widownia zajmuje jedno z jazdowskich podwórek (Ladom). Siedzimy naprzeciwko małego drewnianego domu, takiego jak wszystkie inne, na którego tarasie znajduje się zaimprowizowana scena z ogrodowym stolikiem i dwoma wiklinowymi fotelami. Bardzo szybko jednak ten tradycyjny układ zostaje przełamany. Spektakl rozgrywa się bowiem dookoła: przy ogrodzeniu z jednej i z drugiej strony widowni, między drzewami, a w pewnym momencie przenosi się nawet do środka domku i zagraconego garażu. Wymusza to ciągłe przemieszczanie się, żeby w ogóle nadążyć za akcją, nie tracić z oczu tego, co się dzieje – im bliżej końca, tym bardziej widzowie otaczają aktorów – a jednocześnie sprawia wrażenie podglądania przez okno cudzego życia. Przechodzący uliczką mieszkańcy i spacerowicze zaglądają przez płot, dołączają do widzów, ktoś wchodzi i wychodzi, ktoś (z psem) zostaje do końca. Granica między sztuką a rzeczywistością rozmywa się coraz bardziej.


To wrażenie towarzyszy nam zresztą od samego początku. Spektakl rozpoczyna się tak, jakby przestrzeń gry zakłóciła przypadkowa, przechodząca obok osoba – panna młoda (Aleksandra Rodzik), która, szukając chwili wytchnienia, wyszła na moment z własnego wesela (sytuacja jak najbardziej prawdopodobna, bo na osiedlu odbywają się wesela). Pod jednym z domków dziewczyna spotyka dwie nieco dziwne i jakby niedzisiejsze postaci, starszą kobietę (Elżbieta Jarosik) i młodego mężczyznę (Dobromir Dymecki). Po chwili dołącza do nich jeszcze czwarta postać, chłopak, który zdaje się istnieć tylko w przestrzeni pamięci, a który potem okaże się panem młodym (Maciej Miszczak). Wspólnie wyruszają w podróż wstecz, przez wspomnienia. Najpierw są one wyraźnie związane z miejscem. Jeden z bohaterów rozpoczyna wręcz od bardzo poważnej opowieści o historii Jazdowa, by potem nagle zagłębić się w pamięć dzieciństwa, do czego dołączają pozostałe postaci. Niby wciąż jesteśmy na zielonym osiedlu, wśród drzew i drewnianych domków, ale szybko orientujemy się, że w tych wszystkich historiach możemy bez trudu odnaleźć samych siebie. Widać wyraźnie, że padające w toku przedstawienia kolejne słowa, anegdoty, zagadki i rymowanki, przykłady zabaw uruchamiają w siedzących na leżakach i ogrodowych krzesełkach widzach ich własne wspomnienia. Wszyscy wracamy do tytułowego Maa. Do domu – w najszerszym z możliwych znaczeń tego słowa, bo fińskie słowo „maa” oznacza zarówno dom i osiedle, jak i ojczyznę, a nawet ziemię czy świat. Dla mnie „maa” to po prostu miejsce, w którym jesteśmy zakorzenieni.


Po co wracać do Maa? Do przeszłości? Do dzieciństwa? Z pewnością nie po to, żeby sentymentalnie westchnąć i ponarzekać, że wszystko, co dobre, już dawno się skończyło, albo, przeciwnie, żeby w wydarzeniach z wczesnych lat życia szukać przyczyn naszych dzisiejszych rozczarowań i niepowodzeń. Ale po to, jak powiedziała na początku spektaklu starsza kobieta do panny młodej, żeby zrobić krok w tył. Złapać dystans. A potem – zgodnie ze słowami Wandy Rutkiewicz – nie bać się, tylko podjąć działanie, reagując przytomnie na wszelkie zmieniające się okoliczności. Jak w górach.


Nawiasem mówiąc, obecność w tym spektaklu Rutkiewicz, choć wydaje się niczym nieumotywowanym, dziwacznym pomysłem, wcale nie razi, skoro jej głos (z taśmy, jak z zaświatów) zostaje wywołany dzięki jej, wygrzebanej z garażu, fotografii. Nietrudno uwierzyć, że wśród zgromadzonych tam gratów można by znaleźć wszystko, nawet jej własne raki i czekan.


Powrót do Maa jest przedstawieniem bardzo prostym – zarówno w treści, jak i w formie. Nie traktuję tego jednak jako zarzutu, wręcz przeciwnie. Prosta opowieść porusza czułe struny i skłania do chwili refleksji, a proste środki idealnie sprawdzają się na jazdowskim podwórku, gdzie wielka forma i wymyślne efekty byłyby zupełnie nie na miejscu. Widać też, że wszyscy twórcy spektaklu bardzo zaangażowali się w projekt. Nie jest to dziwne, w końcu Powrót do Maa opowiada o nich samych. O nas samych, trzydziestoparolatkach, którzy orientują się, że dzieciństwo nagle stało się bardzo odległe, że przecież bierzemy śluby i podejmujemy poważne zobowiązania. I chyba boimy się, żeby te okruchy radości i marzenia o byciu gwiazdą – nie, nie filmową czy muzyczną: gwiazdą na niebie – gdzieś nam nie uciekły. Bez nich nie bylibyśmy sobą.

 

Powrót do Maa
tekst Maciej Buchwald, Tomasz Sobolewski
reżyseria Maciej Buchwald
premiera 13 lipca 2018
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij