Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
5/2019
Doktor Faust wśród Daleków
autor: Dorota Kozińska
Doktor Faust wśród Daleków
foto: Michał Leśkiewicz

Cóż stoi na przeszkodzie, by we współczesnej inscenizacji Fausta pojawiły się mechaniczne psy, gadające pingwiny, Rzymianie, średniowieczni rycerze i oficerowie brytyjskiej jednostki do walk z kosmitami? Gdyby Karolina Sofulak naprawdę kochała tę operę, przy swoich ambicjach i wyobraźni mogłaby zafundować nam spektakl, który zapamiętalibyśmy do końca życia.

 

Tyle lat załamywałam ręce nad odautorskimi komentarzami reżyserów, aż w końcu doszłam do wniosku, że nie warto tracić energii po próżnicy. Postanowiłam, że i ja będę miała z tego jakąś przyjemność – czyli zabawę w „wytęż wzrok i znajdź dziesięć szczegółów różniących deklarację twórcy od tego, co zobaczyłaś na scenie”. Za każdym razem trzeba wziąć pod uwagę inne współrzędne. Czasem koncepcja brzmi głupio, a przedstawienie wypada zaskakująco dobrze, czasem odwrotnie; zdarzają się też sytuacje, kiedy zdolnemu artyście krzyżują plany okoliczności zewnętrzne: niedofinansowanie przedsięwzięcia, brak porozumienia z resztą zespołu, zła wola dyrekcji teatru, decydującej o ostatecznym kształcie przedstawienia.


W przypadku poznańskiego Fausta w reżyserii Karoliny Sofulak spodziewałam się idealnej współpracy. Nie pamiętam pełnospektaklowego debiutu operowego, który byłby poprzedzony tak intensywną kampanią promocyjną i rozgłosem w mediach. Tak właśnie, debiutu, bo do Traviaty w Operze Bałtyckiej w znacznej mierze dołożył się Marek Weiss (co zresztą Sofulak przyznała w rozmowie z Mikiem Urbaniakiem), a rzekomo „entuzjastycznie przyjęta” inscenizacja Rycerskości wieśniaczej w Opera North dotyczy jednoaktówki, wystawionej na festiwalu The Little Greats, w którego ramach zespół z Leeds zaprezentował osiem krótkich oper w dość nietypowych zestawieniach. Cavalleria Sofulak była o tyle głośna, że krytyka brytyjska omówiła ją tłumnie, rzetelnie i wnikliwie – jak to krytyka brytyjska ma w zwyczaju, bo ma dokąd pisać i jeździ na wszystkie przedstawienia brytyjskich teatrów. Reakcje były dość przychylne, choć większość recenzentów zwróciła uwagę na potknięcia warsztatowe reżyserki i jej skłonność do ulegania modnym stereotypom.


Do Poznania Sofulak zjechała w glorii laureatki nagrody European Opera-directing Prize. Mniejsza z tym, że tegoroczne biennale wyłoniło dwoje równorzędnych laureatów, a w pięcioosobowym jury znalazła się także Renata Borowska-Juszczyńska, czyli obecna dyrektor Teatru Wielkiego – wyróżnienie, zainicjowane przez stowarzyszenie operomanów Camerata Nuova z Wiesbaden z myślą o rozpoczynających karierę reżyserach, daje im naprawdę świetne warunki do startu: przede wszystkim możliwość wystawienia nagrodzonej koncepcji w renomowanym teatrze i wszechstronną opiekę doświadczonych ludzi opery. W przypadku Sofulak będzie to inscenizacja Manon Lescaut Pucciniego w londyńskiej Opera Holland Park. Bardzo jestem ciekawa reakcji moich brytyjskich kolegów po fachu i szczerze kibicuję młodej reżyserce, bo uważam, że jest zdolna, dobrze się zapowiada i pod okiem prawdziwego mistrza może wyrosnąć na świetnego fachowca.


Poznański Teatr Wielki wolał zrobić Sofulak niedźwiedzią przysługę: nadmuchać jej balon próżności i zostawić samopas. Przed premierą reżyserka udzielała wywiadów na prawo i lewo, wzięła też udział w debacie pod intrygującym tytułem: „Kim byłby Faust bez Małgorzaty? O feminizmie w operze”. Gdyby rzecz działa się tam, gdzie Sofulak chce zrobić karierę, czyli na Zachodzie, ktoś życzliwy odradziłby jej wyjaśnianie Fausta językiem zblazowanej nastolatki, wybiłby też z głowy pomysł streszczenia w książce programowej, z którego się dowiemy, że „gdy Walenty wraca ze szkolenia, wita go skrajnie prawicowa parada zorganizowana przez Wagnera”. Tamtejszy widz wie, kto to Walenty i sam się zorientuje, skąd wraca brat Małgorzaty w koncepcji Sofulak. Tutejszy weźmie wszystko na wiarę i przy kolejnym wystawieniu Fausta trzeba mu będzie tłumaczyć od pieca: w Polsce nie popularyzuje się opery, tylko modnych reżyserów i wykonawców.


Nie wolno nad tym przejść do porządku dziennego, bo ilość przedpremierowych bzdur przekroczyła tym razem masę krytyczną. Tylko w dwóch, za to obszernych wywiadach wyczytałam między innymi, że w Fauście „znajdują odzwierciedlenie wiktoriańskie idee dotyczące sztywnych ram podziału między sferą kobiecą, wewnętrzną, domową, a męską – zewnętrzną, światową” (po czym następuje odwołanie do poematu The Angel in the House Patmore’a, który zyskał w Anglii popularność długo po premierze kompozycji Gounoda, a we Francji chyba nigdy); że opera „przez długi czas była znana pod tytułem Faust i Małgorzata (pod takim tytułem nie chodziła nigdzie, za to w Niemczech wystawiano ją kiedyś pod tytułem Margarethe albo Gretchen, żeby nie myliła się z Faustem Louisa Spohra); oraz że rola Siebla jest „generalnie napisana pod kobietę” i że „to aż samo się prosi o dalszą interpretację” (partia Siebla była od początku przeznaczona na głos żeński i jest typową dla ówczesnej konwencji rolą spodenkową). Przyznam, że w świetle tych rewelacji zapewnienia Sofulak, że w pracy nad operą zawsze wychodzi od muzyki, a Faust Gounoda jest jej szczególnie bliski – jakoś nie trafiły mi do przekonania.


Za to sporo uciechy przyniosła mi lektura innego wywiadu, w którym reżyserka opowiada o źródłach swej inspiracji. Zwłaszcza w kontekście pierwszych popremierowych głosów, że przedstawienie Sofulak było „typowo brytyjskie”. W poznańskim Fauście dopatrzyłam się tylko czerpania pełnymi garściami ze skarbnicy pomysłów braci Aldenów, Keitha Warnera i innych reżyserów anglosaskich (m.in. Davida Pountneya – żeby było śmieszniej, jedno z bijących po oczach zapożyczeń pochodziło z Portretu Wajnberga w jego inscenizacji, która całkiem niedawno trafiła na deski Teatru Wielkiego w Poznaniu). Cała reszta stała w jawnej sprzeczności z brytyjską tradycją operową, w której koncepcja musi być spójna i dopracowana, relacje między postaciami czytelne, a gra aktorska ściśle podporządkowana pomysłowi reżysera.

„Feministyczny” Faust Sofulak, w którym bohater myśli tylko o seksie, Walenty i jego kompania ćwiczą na siłce przed kolejną zadymą narodowców, a rozgrzeszona Małgorzata odchodzi w finale w towarzystwie transpłciowego Siebla – jest wystarczająco sztampowy i poprawny politycznie, żeby znaleźć pokaźne grono odbiorców, zwłaszcza wśród widzów szukających w operze publicystyki, a nie teatru muzycznego.

 

Podobnych przedstawień robi się ostatnio na pęczki: równie à la mode, czasem nawet bardziej „odklejonych” od tekstu i konwencji. Bywa jednak, że wzorowych warsztatowo, co muszę przyznać z najwyższą niechęcią, analizując m.in. spektakle Tobiasa Kratzera, beniaminka niemieckiej Regieoper. Tymczasem Faust Sofulak – co reżyserka przyznaje z rozbrajającą szczerością – wychodzi od inspiracji godnych licealistki. Jeśli wierzyć jej historii, inscenizatorzy najpierw zapłakali nad losem nastoletniej Oksany z filmu Lilja 4v-eer Lukasa Moodyssona (reżysera równie kasowego dramatu Fucking Åmål) i uznali ją za wzorzec współczesnej Małgorzaty, potem doszli do wniosku, że podróż Fausta w czasie i przestrzeni najlepiej rozegrać odwołaniami do pop-serialu Doktor Who, a na koniec poszli na wystawę sztuki Republiki Weimarskiej do Tate Modern, co dało im asumpt do urządzenia przestrzeni scenicznej w taki sposób, jakby George Grosz i Otto Dix spotkali się na jednym obrazie z Albertem Birklem. Całości dopełniła młodzieńcza miłość reżyserki do Bułhakowa – no bo wiadomo: Mistrz, Małgorzata i Woland.


W połączeniu z typowo polską nieumiejętnością rozegrania śpiewaków na scenie dało to wrażenie niewyobrażalnego wprost chaosu. Sofulak nie chce z niczego zrezygnować: co gorsza, większość pomysłów realizuje konsekwentnie w poprzek tekstu (Walenty jest od początku typem spod ciemnej gwiazdy, transgenderowemu Sieblowi oczy wychodzą z orbit na widok klejnotów ofiarowanych Małgorzacie, mało sugestywne dzieciobójstwo zastąpiono nośnym motywem aborcji). Najbardziej zagubioną w tym pandemonium postacią jest Mefistofeles – mimo czarnych trampków jakby żywcem wyjęty z dziewiętnastowiecznej inscenizacji Fausta i przez to całkiem oderwany od reszty narracji.


Na scenie jest tylko jeden rekwizyt, w który Sofulak włożyła całe serce: wehikuł Mefistofelesa, inspirowany „żywym” statkiem kosmicznym TARDIS z serialu Doktor Who. Tytułowy bohater brytyjskiego tasiemca ukradł go ze swojej planety i „popsuł” podczas lądowania na Ziemi. TARDIS, jak kameleon, wtapiał się wyglądem w otoczenie – w Londynie A.D. 1963 przybrał postać niebieskiej budki policyjnej i wskutek awarii obwodu takim już pozostał. Wehikuł z Fausta przypomina wyglądem statek z serialu, ale zmienia się jak w kalejdoskopie: z szafy Fausta w automat do gier, konfesjonał, dystrybutor alkoholu ukryty w piersi Madonny, wreszcie błyskający kogutem na dachu radiowóz. I tak sobie myślę – wbrew pozorom całkiem poważnie – że gdyby Sofulak ograniczyła się do jednej tylko inspiracji, choćby wspomnianym serialem, za to dopieściła koncepcję w szczegółach, wyszłoby to jej Faustowi zdecydowanie na dobre.


Bo właściwie cóż stoi na przeszkodzie, by we współczesnej inscenizacji Fausta pojawiły się mechaniczne psy, gadające pingwiny, Rzymianie, średniowieczni rycerze i oficerowie brytyjskiej jednostki do walk z kosmitami? Gdyby Sofulak naprawdę kochała tę operę, przy swoich ambicjach i wyobraźni mogłaby zafundować nam spektakl, który zapamiętalibyśmy do końca życia. A tak zostaną z nami wspomnienia drewnianej gry aktorskiej, staroświeckich dymów scenicznych, dyskotekowych świateł i rupieciarni inspirowanej młodzieńczymi fascynacjami reżyserki. Ja mam nadzieję, ba, ja wiem, że z londyńską Manon Lescaut będzie lepiej. Zespół Opera Holland Park jest jak wielka rodzina, a dyrektor Michael Volpe kocha Pucciniego i nie pozwoli mu zrobić krzywdy.

 

Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu
Faust Charles’a Gounoda
reżyseria Karolina Sofulak
premiera 16 lutego 2019

 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij