Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
9/2019
Performans dla dzieci
autor: Marzenna Wiśniewska
Performans dla dzieci
foto: Kasia Chmura

Czy dziecko ma szansę być interesującym partnerem dla performera? Do tego pytania skłonił Alessandro Sciarroni, którego performans Joseph_Kids można było oglądać na początku lipca w Warszawie.

 

Performans dla dzieci najczęściej kojarzy się z niezwykle już różnorodnym w Polsce obszarem działań dla najnajów, które wypromowało w Polsce Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, a w coraz to nowszych formułach proponuje aktywna na tym polu Alicja Morawska-Rubczak, czy specjalizujące się w tej domenie zespoły niezależne, jak choćby Teatr Atofri, a także instytucjonalne sceny lalkowe. Cały czas jednak performanse dla młodszych odbiorców kultury tworzą wyjątkowo artyści kojarzeni przede wszystkim ze sztuką performansu. Kiedy w 2018 roku otwierano w Zachęcie wystawę dla dzieci Wszystko widzę jako sztukę, kuratorzy zwracali uwagę, że zebrane na niej prace artystów sztuk wizualnych nie powstawały z myślą o młodszym odbiorcy, dopiero performatywne praktyki warsztatowe przenosiły najnowszą sztukę w pole współpracy z dzieckiem jako odbiorcą. Sztukę performansu przybliża się dzieciom – warto choćby zobaczyć, jak systemowo robi to Tate Galery, tworząc m.in. osobny dział na swojej stronie internetowej. Trudno jednak mówić o sztuce performansu dla dzieci. Oczywiście ma to związek z naturą tej awangardowej formy wypowiedzi artysty, w której ciało pełni funkcję nadrzędnego narzędzia artystycznej interwencji o detabuizacyjnym, subwersywnym i krytycznym potencjale. Czy jednak dziecko ma szansę być interesującym partnerem dla performera nie tylko w kontekście procesu warsztatowego, ale samego performansu, w którym zakładana jest jego obecność? Do pytań o performans dla dzieci skłonił mnie Alessandro Sciarroni, którego performans Joseph_Kids w wykonaniu Michele’a Di Stefano, przy udziale Marca D’Agostina, odbył się na początku lipca na scenie Teatru Lalka w Warszawie.


Alessandro Sciarroni, włoski tancerz i performer, był już w Polsce kilkakrotnie. W 2018 roku na zaproszenie warszawskiej Fundacji Ciało/Umysł w ramach projektu Performing Europe 2020 pokazał Aurorę, opisywaną przez Alicję Müller w „Teatrze” nr 3/2018. Rozgrywała się ona na przecięciu dwóch form widowiskowych: spektaklu i performowanego tu i teraz meczu goalballa – paraolimpijskiej dyscypliny dla osób niewidomych i niedowidzących, łączącej piłkę ręczną i piłkę nożną. Müller pisała o wytwarzającej się w tym spektaklu/meczu choreografii, która sytuowała się „w niedefiniowalnej przestrzeni »pomiędzy«” i była „ramą dla opowieści o świadomości i cielesności nie(do)widzących”. W tym roku Sciarroni powrócił do Warszawy z Joseph_Kids, performansem przeznaczonym dla dzieci. Jest on przepisaną na tego odbiorcę wersją pierwszego solo performansu Sciarroniego z 2011 roku pt. Joseph, w którym rejestrowana choreografia ruchów performera przekształcała się w czasie rzeczywistym z pomocą efektów cyfrowych w ekranowy świat równoległy. W wywiadzie podczas Tanz im August w Berlinie w 2014 roku artysta nie ukrywał, że posłużył się prostymi, wręcz banalnymi i powszechnie dostępnymi efektami oprogramowania webcamerowego po to, aby uzyskać na scenie trzecie oko, które będzie podpatrywać i rekonfigurować ruch, zyskując rolę technologicznego partnera. Podążając tropem pierwszego projektu, w Joseph_Kids Sciarroni skonfrontował młodszych widzów ze światem, który jest efektem gry między widzialnością i wizualnością, między ciałem fizycznym a zapośredniczonym, w którym multimedialne efekty wytwarzają hybrydy ludzko-digitalne, zaskakując możliwościami transformacji i zakłócając percepcję. Jeden performer, laptop z kamerą, oprogramowanie z serią efektów wizualnych, baza utworów muzycznych, projektor i duży ekran wystarczyły, by bawiąc się razem z widzami w wytwarzanie surrealistycznych obrazów, choreografii i akcji, wywołać duże zaangażowanie, dostarczyć sporą dawkę śmiechu i subtelnie wpisać w multimedialny performans oswajanie Inności.


Performans realizowany w teatralnej ramie zawsze wytraca coś ze swojej energii bezpośredniości, a rampa sceny chcąc nie chcąc wytwarza dystans między performerem a odbiorcą i osłabia zaangażowanie. Tej formie znacznie bardziej sprzyjają przestrzenie współczesnych centrów sztuki, których otwartość i przestronność ułatwia zawiązywanie współuczestnictwa w procesie twórczym. Osadzenie Joseph_Kids na deskach Teatru Lalka, gdzie poczucie rozdziału sceny od widowni wzmacnia wysokość podestu, steatralizowało całe zdarzenie. Przyznam, że chętnie wzięłabym w nim udział w bardziej performatywnej przestrzeni. Niemniej performerowi, Michele’owi Di Stefano, udało się szybko i skutecznie rozsadzić teatralny dystans. Już od samego początku, ostentacyjnie stając tyłem do widzów, zaburzył przyzwyczajenie do aktorskiego „wykonu” w stronę publiczności. Pierwszym gestem skierowania kamery na widownię włączył natychmiast dzieci w akcję – te od razu zaczęły wymachiwać rękoma, poruszać się, tworząc własną choreografię. Falująca w różnych rytmach, kolorowa widownia stała się horyzontem, w relacji z którym odbywały się digitalne transformacje dynamicznego tańca performera. Na ekranie dłoń Di Stefano stawała się niczym ręka Guliwera dla Liliputów – wielkie palce próbowały delikatnie zaprzyjaźnić się z maleńkimi ludzikami. Dzieci z łatwością podążały za zaproponowaną multimedialną zabawą i wchodziły w rolę performerów, odpowiadając na gesty artysty i zapraszając go swoimi ruchami do reakcji.


Chociaż tancerz zdawał się poruszać w sposób swobodny, jak gdyby niezaplanowany, jego rozmaite wygięcia ciała, ruchy rąk i nóg – wykonywane niemal cały czas tyłem do widzów – tworzyły zrytmizowany i precyzyjny układ, który rejestrowała kamera, a cyfrowe oprogramowanie przekształcało w autonomiczną rzeczywistość wizualną. W formie kolejnych odsłon Di Stefano testował rozmaite efekty, takie jak odbicie lustrzane, rybie oko, tunel, załamanie obrazu, kompozycja rozproszona, multiplikacja, obraz w obrazie, i ze sceny na scenę zakres transformacji rozwijał się. Początkowe przypominały zabawę z krzywym zwierciadłem, które śmiesznie zmienia proporcje i zniekształca ciało. Z czasem gra zaczęła zyskiwać charakter multimedialnego freak show. Z pola widzenia znikało ciało fizyczne performera, oko zawłaszczały dziwne istoty o dwóch głowach, dowolnej liczbie kończyn, czy obrazy zmiennokształtnych form wzajemnie się pochłaniających lub wykluwających się z ruchliwego, groteskowego obiektu. Fantomowe ciała wymykające się znormalizowanemu wyglądowi ekspansywnie pochłaniały uwagę. Z czasem obrazy na ekranie przestawały mieć jakiekolwiek ludzkie kształty, istotna stawała się sama zdolność do metamorfoz i animacyjny potencjał ludzko-digitalnych hybryd. Zakrzywiana cyfrowo przestrzeń zdawała się wprawiać w ruch czas, chwilami jakby zwalniając jego bieg, to znowu przyspieszając jego rytm. Powielone układy rąk i oczu przybierały na ekranie kształt prehistorycznych lub mitycznych stworzeń. Oko cyklopa śmieszyło, ale w szybkim rytmie przemian było też coś przerażającego. Zdezintegrowane elementy ciała zdradzały zadziwiające powinowactwo z mikrokosmosem fauny i flory, czego najlepszym przykładem były siwe włosy Di Stefano przeistaczające się w kokon, dużą pestkę w osłonce, larwę czy coś w rodzaju ciała niebieskiego. Performer na scenie zdawał się wtedy małym elementem procesu ewolucji. Nie bez znaczenia była muzyka towarzysząca poszczególnym sekwencjom performansu – najsilniej surrealistyczny i niepokojący charakter obrazów podkreślały utwory Portishead i Björk. W kontekście muzyki ekranowe obrazy zyskiwały charakter wideoklipów, które śmiało mogłyby towarzyszyć szczególnie twórczości autorki albumu Utopia.


Znacznie mniej intrygująca była na tym tle ostatnia sekwencja performansu. Di Stefano komunikował się przez Skype’a z innym performerem, stosując formę komiksowej pogawędki za pomocą plansz z najbardziej typowymi onomatopeicznymi zwrotami z chmurek dialogowych. Performans kończyło przebranie się każdego z nich w superbohatera (oczywiście pojawili się Batman i Superman) i czytelna dla dorosłych satyra na popkulturowe wyobrażenia, mało jednak atrakcyjna, jak odniosłam wrażenie, dla dzieci. I tu ciekawy komentarz z widowni. Gdy Di Stefano zaczął się przebierać na scenie, ukazując siwy, obcisły kostium, tuż za mną któreś z dzieci zapiszczało: „O nie, on chyba tego nie zrobi tutaj”. Przestraszyło się, że performer rzeczywiście rozbierze się na scenie…


Performatywność zdarzenia, jakie zaproponował Sciarroni w Joseph_Kids, podkreślały niezakrywane żadnym teatralnym gestem „przerwy techniczne” pomiędzy poszczególnymi sekwencjami, czyli momenty zamknięcia jednego i włączenia następnego efektu w oknach programów komputerowych. Performans ten ma naturę bazy danych – zebrany zestaw cyfrowych obiektów można poddać dowolnej konfiguracji, jest on zbiorem otwartym. W Joseph_Kids o twórczym wykorzystaniu cyfrowych danych decyduje cały czas żywy człowiek, jako podmiot i przedmiot akcji. W finale zdarzenia do zabawy z technologią twórcy zaprosili dzieci. Początkowo nieśmiało wchodziły na scenę i po prostu przebiegały przed kamerą. Z czasem jednak coraz śmielej zatrzymywały się na dłużej w polu widzenia obiektywu i wtedy zaczynały się rozgrywać niepowtarzalne performanse choreograficzne, których zmediatyzowana wersja nie miała pretensji do niczego więcej, niż bawić, śmieszyć i rozbudzać kreatywne podejście do tak swobodnie dostępnych dziś narzędzi technologicznych i software’ów.


Wracając do początkowej myśli o performansie dla dzieci, warto zwrócić uwagę, że Joseph_Kids Sciarroniego został wypromowany pod tym hasłem, ale w zakresie strategii artystycznej nie odbiega zasadniczo od idei towarzyszącej na polskim gruncie performatywnym przedsięwzięciom dla najnajów. Pierwsze pokolenie jeszcze niedawno najmłodszych odbiorców kultury, raczkujących w pioniersko projektowanych dla nich zdarzeniach artystycznych, ma już dzisiaj około dziesięciu lat. Nawiązując do formuły Jona McKenziego, można powiedzieć, że rzuca ono teraz performatywne wyzwanie: czekam na kolejne spotkania ze sztuką performansu.

 

Joseph_Kids
koncepcja, choreografia Alessandro Sciarroni
wykonawcy Michele Di Stefano, Marco D’Agostin
pokaz 2 lipca 2019 w Teatrze Lalka w Warszawie
w ramach Performing Europe 2020

 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij