Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
9/2019
Zabieranie głosu
autor: Agata Wittchen-Barełkowska
Zabieranie głosu
foto:

Podczas tegorocznego Malta Festival Poznań głos kobiet-artystek zabrzmiał mocno, wyraziście i prawdziwie. Bez udawania i pustosłowia, bez kokieterii, bez niewiarygodnej autokreacji i przemieniania na siłę artystycznych porażek w sukcesy.

 

Spektakl It’s going to get worse and worse and worse, my friend, odbywający się w Centrum Kultury Zamek, był jedną z propozycji Malta Festival Poznań 2019. Pokazany został w ramach idiomu „Armia jednostki”, którego nazwa z każdym kolejnym dniem festiwalu nabierała ironicznego wydźwięku. W tym roku większość zebranych w ramach idiomu spektakli stanowiły produkcje solowe, które nie układały się w sensowną całość ani nie tworzyły spójnej narracji wokół hasła przewodniego, uwidaczniając miałkość propozycji programowej kuratora, którym był pochodzący z Angoli Nástio Mosquito.


Dwudziesta dziewiąta edycja festiwalu była jedną z najsłabszych, jeśli nie najsłabszą w ostatnich latach. W programie brakowało znaczących, wyrazistych wydarzeń teatralnych i spektakli światowego formatu. Solo kolektywu Voetvolk (Lisbeth Gruwez & Maarten van Cauwenberghe) wyróżniało się spośród pozostałych propozycji idiomowych. Oba pokazy It’s going to get worse… festiwalowa publiczność nagrodziła owacją na stojąco.


Lisbeth Gruwez współpracowała między innymi z Needcompany – kuratorami ubiegłorocznej edycji, którzy jako artyści i wykonawcy zdobyli serca maltańskiej publiczności, nie tylko w 2018 roku. W Poznaniu Gruwez zaprezentowała spektakl zapowiadany jako „solo taneczne, któremu towarzyszą fragmenty przemówienia ultrakonserwatywnego ewangelisty Jimmy’ego Swaggarta”. W czasach, w których nieustannie jesteśmy bombardowani wystąpieniami publicznymi – w telewizji, w kościele, w polityce – przeniesienie tej formy do teatru i przełożenie jej na ruch okazało się niezwykle ciekawą propozycją.

 

Znaczące gesty


Gotowość do rozpoczęcia spektaklu zwiastował prostokąt światła na podłodze. Po chwili na scenie pojawiła się Lisbeth Gruwez – z włosami zaczesanymi do góry, skromnie, elegancko ubrana w białą bluzkę, czarne spodnie i buty. Wyglądała jak młody chłopak – kostium zacierał granice płci, wzmagał androginiczny wizerunek artystki. Czarno-białe ubranie korespondowało z obrazem scenicznym – podziałem na ciemną przestrzeń i jasno oświetlony fragment sceny.


Taneczne solo na gesty, ruchy i zachowania znane z publicznych wystąpień rozwijało się powoli i podzielone było na trzy części. Pierwsza z nich rozpoczęła się od prostych, pojedynczych, delikatnych ruchów, przechodzących w coraz bardziej złożone struktury. Gruwez przemieszczała się w obszarze wyznaczonym przez światło. Z układu choreograficznego można było wyłowić charakterystyczne gesty, przypominające te, które każdego dnia wykonują przemawiający ludzie na całym świecie – liderzy, kaznodzieje, politycy, samozwańczy prorocy. Pierwsza część spektaklu objawiła widzom precyzję belgijskiej artystki, która płynnie poruszała się w świecie wystudiowanych gestów, tworząc z nich porywającą, przykuwającą uwagę choreografię.

 

Siła słów


Druga część miała charakter bardziej punktowy – gesty zostały scalone ze słowem, przypisane do określonych wyrażeń. Ruch Gruwez przylegał do rytmicznych, powtarzających się fragmentów wypowiedzi amerykańskiego ewangelisty. Unaoczniła się dzięki temu moc poszczególnych gestów. W tej części artystka nieznacznie zmodyfikowała kostium, dzięki czemu jeszcze lepiej widoczna była praca jej ciała. Niezwykły był kontrast między delikatnym, kobiecym – mimo androginicznego wyglądu – ciałem Gruwez a mocnymi, zasadniczymi ruchami, które wykonywała. Ta część spektaklu przyniosła zaskakującą refleksję, że gesty, które znamy z wystąpień publicznych, należą do mężczyzn – przez nich były kreowane w trakcie minionych stuleci, im dodawały mocy i wyrazu, dla nich były nieodłącznym narzędziem w sprawowaniu władzy.


Paradoksalnie dzięki ciału kobiety, występującej artystki, widzowie mogli sobie zdać sprawę, że ekspresja związana z władzą, wyrażaniem swojego zdania, przewodzeniem innym, publicznym przemawianiem i komunikowaniem się, rozpisana jest na męskie ciało – szerokie ramiona, mocne ręce, zasadnicze ruchy, podniesiony głos. Siła zamiast delikatności, przekonywanie zamiast konsensusu, jedyna słuszna racja zamiast negocjacji, monolog zamiast wysłuchania innych. Kobiece ciało, postawione w sytuacji wystąpienia, wydawało się ciałem męskim, pełnym stanowczości i władzy. Wykonywane gesty podkreślały znaczenia płynących z nagrania, nieznoszących sprzeciwu fraz. Gruwez pokazała, jak mówca wypowiada się nie tylko za pomocą słów, lecz również, a może przede wszystkim, poprzez swoje ciało, które, niczym niezawodny instrument, staje się jednym z jego najsilniejszych środków wyrazu.


W trzeciej części spektaklu poprzez ciało Lisbeth i tło dźwiękowe publiczność mogła doświadczyć szaleństwa wystąpienia, upojenia słowami, które tłum przejmuje od mówcy, niesie je dalej, powiela, zwielokrotnia, nadaje im mocy. Wraz z narastającym transem mówcy – rosną też emocje słuchaczy, nakręca się spirala, której nie można już zatrzymać, aż do całkowitego wyczerpania. Oglądając finał spektaklu, nie sposób było nie myśleć o słowach, które stają się dziś pożywką dla tłumu, które wypowiedziane w trakcie wielu rozmaitych wystąpień nabierają mocy, złowieszczo rosną w siłę i mają realny wpływ na naszą rzeczywistość.


Oba pokazy It’s going to get worse… zostały przez publiczność Malta Festival Poznań przyjęte owacją na stojąco. Zabrzmiały jak złowróżbne ostrzeżenie, niezwykle aktualne w dzisiejszym świecie. Zachwyciły też precyzją wykonania, przemyślaną strukturą i dramaturgią, estetyczną prostotą, mocą narastających znaczeń. Zdecydowanie można było je zaliczyć do najsilniejszych i najciekawszych artystycznych wypowiedzi tegorocznej edycji festiwalu.

 

Głos kobiet


Podjęte podczas spektaklu Voetvolk refleksje dotyczące gestów w przestrzeni publicznej można było kontynuować na placu Wolności, gdzie w ramach programu Scena Malta pokazany został wykład performatywny Dziś są moje urodziny przygotowany przez Magdę Szpecht i Weronikę Pelczyńską. Artystki postanowiły przyjrzeć się „zagmatwanemu związkowi głosu, ruchu i płci z polityką w najszerszym jej rozumieniu”. Spotkanie z nimi było okazją do przemyślenia historii prób zabierania głosu przez kobiety, lub raczej zabierania im głosu. Było również konfrontacją z choreografią, ruchem i ciałem kolejnej artystki, która tym razem funkcjonowała z dużo większą wolnością i spontanicznością – Pelczyńska przemieszczała się swobodnie między widzami, lekceważąc granice sceny i zagarniając coraz większą przestrzeń dla swoich działań.


W wykładzie inspirowanym dwoma książkami: Kobiety i władza Mary Beard oraz Nadzieja w mroku. Nieznane opowieści, niebywałe możliwości Rebekki Solnit, reżyserka i choreografka postawiły pytania o obecność kobiet w przestrzeni dyskusji publicznej, o prawo do posiadania i wypowiadania przez nie własnego zdania. Mechanizmy opresji, mające na celu odebranie kobietom możliwości wypowiedzi, przedstawione zostały między innymi za pomocą przykładów z literatury. I choć wykład odwoływał się do tekstów kultury i do historii, był okazją do refleksji nad tym, jak dziś kobiety posługują się słowami i jak udzielając sobie samym głosu, zdobywając się na odwagę publicznych i prywatnych wypowiedzi, nadają sobie prawo do życia na własnych warunkach.


Podczas tegorocznego Malta Festival Poznań głos kobiet-artystek zabrzmiał mocno, wyraziście i prawdziwie. Bez udawania i pustosłowia, bez kokieterii, bez niewiarygodnej autokreacji i przemieniania na siłę artystycznych porażek w sukcesy. Zaobserwować można było również zjawisko, które stało się ciekawym kontekstem opisywanych spektakli. Mężczyzna-kurator, określany mianem trickstera lub kaznodziei, produkujący słowa na zawołanie i objaśniający wszystkim świat przez pryzmat własnego ego, niektórych widzów zdołał pociągnąć za sobą, ale wielu odbiorców zniechęcił i rozczarował. Uznanie publiczności zdobyły natomiast te wydarzenia i wypowiedzi artystyczne, które cechowała autentyczność, bezpretensjonalność i próba nawiązania z widzem prawdziwego dialogu.

 

Malta Festival
Poznań, 21–30 czerwca 2019

 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij