Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
3/2013
Beckett po japońsku
autor: Iwona Uberman
Beckett po japońsku
foto: Kazuyuki Matsumoto / Theatre Office Natori

Przyjście Godota Minoru Betsuyaku jest absurdalną komedią, hołdem złożonym przez japońskiego artystę Samuelowi Beckettowi. Jest jednocześnie obrazem dzisiejszego świata: na obecność i słowo Godota nikt już nie zwraca szczególnej uwagi.

 

Pusta scena. Słup telegraficzny. Przystanek autobusowy. Kobieta z dużym wiklinowym koszykiem zbliża się drobnym krokiem do rozkładu jazdy. Studiuje go z uwagą i następnie spogląda długo na zegarek. Odchodzi. Inna kobieta, z dziecięcym wózkiem, przemierza scenę. Po niej pojawia się mężczyzna w jednym bucie na nodze. Usiłuje na zmianę włożyć trzymany w ręku drugi but na obutą już nogę albo zdjąć ten założony bez rozwiązywania sznurowadeł. Kobieta z koszykiem z wikliny wchodzi ponownie na scenę i siada na przystanku. Przez chwilę robi na drutach, potem wstaje i oddala się. Pojawia się drugi mężczyzna. Vladimir i Estragon rozpoznają się bez trudu i podejmują dawną rozmowę. Podobną do tej, którą wiedli już u Becketta. Trochę jednak nową.
Autor sztuki Yattekita Godot (Przyjście Godota) Minoru Betsuyaku, wybitny twórca japońskiego teatru absurdu, nie skazuje swoich bohaterów na czekanie. Historia z Czekając na Godota przybiera tu niespodziewany obrót. Godot pojawia się bardzo szybko na scenie. Jego przyjście poprzedza tylko kilka scen. Rozmowa Vladimira i Estragona, w trakcie której porozumiewają się, czasem używając przyniesionej przez Estragona trąbki. Powrót robiącej na drutach kobiety, zdecydowanej jednak poczekać na autobus. Ponowne zjawienie się kobiety ze śpiącym w wózku niemowlakiem, którego – jak się okazuje – jest jedynie przypadkową opiekunką. Wkroczenie dwóch młodych pracowniczek przysłanych przez agencję pracy okresowej z zadaniem otwarcia recepcji – niewiedzących jednak ani jakiej, ani dla kogo. Nie przeszkodzi im to w przyjmowaniu zapisów, a pierwszą osobą, której nazwisko trafi na ich listę, będzie Godot. „Dzień dobry państwu, nazywam się Godot”, oświadczy głośno ubrany w prochowiec starszy pan z walizką i parasolem. Szybko jednak opuści go pewność: „Chwileczkę. A może Gozo? Albo Gobbo? Albo jednak Goto? Nie pamiętam. Jak przedstawiłem się na początku?”. Na listę recepcjonistek Godot trafi jako „pan Goro ze znakiem zapytania”. Prowadzącym zapisy kobietom i tak jest wszystko jedno.
Sztuka Betsuyaku jest absurdalną komedią, hołdem złożonym przez siedemdziesięcioletniego japońskiego artystę Samuelowi Beckettowi. Jest jednocześnie obrazem dzisiejszego świata: na obecność i słowo Godota nikt już nie zwraca szczególnej uwagi. Codzienne życie toczy się własnym biegiem, mała scena jest zatłoczona i każdy jest zajęty własnymi sprawami. Kiedy wreszcie po wielu drobnych zdarzeniach, cytowanych tu i ówdzie kwestiach z utworu Becketta, po dodatkowych wątkach i wprowadzeniu dalszych postaci z oryginału: Pozzo i Lucky’ego oraz przynoszącego co jakiś czas nową wiadomość posłańca, po przemianach recepcjonistek w ubrane na biało pielęgniarki, a potem osłonięte czernią pracowniczki zakładu pogrzebowego, do Vladimira i Estragona dotrze nareszcie, że oczekiwany przez nich Godot stoi obok. Mimo to nie dojdzie do „prawdziwego” spotkania. Czekający na przybycie Godota nie będą już do tego spotkania zdolni.
Betsuyaku podąża w swojej sztuce śladami europejskiej tradycji absurdu. Nie poprzestaje jednak na jej naśladownictwie. Autor dokonuje odważnego kroku. Z punktu widzenia Becketta nieobecny Godot to utopia, marzenie i nadzieja, które w chwili spełnienia – jeśli jednak pewnego dnia Godot miałby się pojawić – mogą przynieść zbawienie. U Becketta ratunek nie jest niemożliwy, choć doczesna, sparaliżowana czekaniem, egzystencja wydaje się absurdalna. W swoim napisanym przed kilku laty utworze Betsuyaku urzeczywistnia marzenie irlandzkiego autora i jego postaci i sprowadza Godota na scenę. Jednocześnie pokazuje, że jego pojawienie się nie prowadzi do rozwiązania problemu. Mimo wszystko Yattekita Godot nie jest ponurą tragedią.
Uwikłani w drobne qui pro quo codzienności, konfrontowani z niewiarygodnymi scenariuszami, jakie pisze życie, bohaterowie sztuki Betsuyaku nie mogą narzekać na nudę. Jak się okazuje, kobieta czekająca na autobus jest być może matką Estragona. Nie widziała syna od trzydziestu lat, a otrzymany przez nią pewnego dnia niezaadresowany list jest dla niej znakiem nadejścia ewentualnego spotkania. Niewykluczone jest również, że niemowlak w wózku pchanym przez drugą kobietę jest synem siostry opiekunki dziecka i Vladimira. Ten nadmiar nieoczekiwanych wydarzeń i stałe krótkie zetknięcia z przypadkowo spotykanymi nieznajomymi sprawiają, że czas spektaklu wypełnia się działaniem. Sztuka, pełna slapstickowego humoru, a jednocześnie powagi i intelektualnej głębi, szybko wciąga widza – po Beckettowskiej „nudzie” nie pozostaje ani śladu.
Zespół Theatre Office Natori olśniewa doskonale opanowaną techniką współczesnej zachodniej gry aktorskiej. Dzięki temu na scenie powstaje czytelny obraz dzisiejszej rzeczywistości, złożonej głównie z pośpiechu i stresu, panujących w świecie wysokiej cywilizacji. Napięcie w ruchach, ich szybkość i chaotyczność dobrze oddają stany wewnętrzne współczesnych neurotyków. W sposobie zachowania się japońskich aktorów europejskie oko z łatwością spostrzega pewną sztywność i oficjalność, nadającą znanym z życia sytuacjom niecodzienny charakter. Także pojawiające się chwilami drobne gesty kojarzą się z Dalekim Wschodem: drobiący chód kobiety z koszykiem, składane w geście podziękowania dłonie. Przed europejskim widzem otwiera się nieco egzotyczny świat: rzeczywisty, ale odmienny od codziennego. Stonowana gra aktorska sprawia, że absurdalne sytuacje dramatyczne nie nabierają rysów karykatury. Ten brak przesady wypływa także ze świata kultury japońskiej.
Kim jest Minoru Betsuyaku? Urodzony w roku 1937 w Mandżurii (dzisiejsze Chiny) pisarz jest autorem wielu powieści, esejów i sztuk teatralnych. Już w latach sześćdziesiątych, zafascynowany kulturą europejską, w szczególności dramatem absurdu, postanowił przenieść tę tradycję na japoński grunt. Sztuka Zō (Słoń) napisana w roku 1962 zwróciła uwagę szerszej publiczności, Matchi uri no shōjo (Dziewczynka-zapałka), inspirowana bajką Andersena, przyniosła autorowi w 1966 roku ważną krajową nagrodę teatralną. Wiele spośród powstałych do dzisiaj ponad stu trzydziestu utworów scenicznych artysty to sztuki dla dzieci. Dzięki swoim esejom i cyklom „zukushi” autor uzyskał miano czołowego twórcy utworów „nonsensowych”. Ale także mroczne mechanizmy skryte za kryminalnymi czynami, strach przed chorobą czy śmiercią i utrata zdolności komunikacji z drugim człowiekiem to tematy interesujące pisarza.
Po premierze Yattekita Godot, która odbyła się w Tokio w 2007 roku, prasa japońska pisała wiele na temat rozszerzenia przez Betsuyaku europejskiej tradycji absurdu i wzbogacenia jej o nowy aspekt. Przez zbliżenie postaci Becketta do ludzi z dzisiejszego świata i zaludnienie prawie pustej przestrzeni oryginału – również bliskie japońskiej rzeczywistości – Betsuyaku przesuwa punkt ciężkości utworu. Vladimir i Estragon nie wiodą już dłużej absurdalnej egzystencji samotnych istot ludzkich wrzuconych w otchłań świata. Zajęci mało istotnymi, nierzadko absurdalnymi (w znaczeniu: „idiotycznymi”) codziennymi myślami i czynnościami, nie cierpią już wprawdzie na ból istnienia, ale raczej miotają się ślepo, tracąc z oczu istotniejsze sprawy. Betsuyaku przedstawia trafnie dzisiejszą condition humaine i odsłania jej czuły punkt. Jego bohaterowie nie wiedzą już dokładnie, dlaczego czekają. Absurdalność ich położenia wypływa z zapomnienia, z którego co gorsza nie zdają sobie wcale sprawy. Betsuyaku przesuwa perspektywę z oczekiwania na sprawę utraty pamięci, pozbawiając zachowanie ludzkie prawdziwego sensu.
Pod koniec roku 2012 Yattekita Godot w wykonaniu tokijskiego Theatre Office Natori można było po raz pierwszy obejrzeć na tournée w Europie: w Paryżu, Berlinie i Oslo. Poza krajem najbardziej znanym członkiem zespołu jest reżyser Kiyoshi Kiyama, którego inne przedstawienie, Barefoot Gen według japońskiej mangi opowiadającej o chłopcu z Hiroszimy, świadku wybuchu bomby atomowej, było prezentowane w roku 2003 także w Polsce. Był to spektakl grupy Kiyama My Space. Oba zespoły od dawna popularyzują z sukcesem kulturę japońską w USA i Europie. Z pewnością warto czekać i przybycia japońskiego Godota do Polski. Warto go zauważyć.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij