Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
10/2013
Objazd Polski
autor: Paweł Płoski
Objazd Polski
foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Teatr w podróży – przez wieki to była norma. Ostatnio teatry prowadzą bardziej osiadły tryb życia. Jednak są jeszcze festiwale. No i jest program Teatr Polska.

 

Dawniej artyści wędrowali nieustannie. Niektóre narodowości – jak w XVII i XVIII wieku aktorzy zespołów włoskich czy francuskich – ustanawiały rekordy mobilności. Dzisiejsi urzędnicy Unii Europejskiej byliby zachwyceni. Ale z czasem na znaczeniu zyskał objazd krajowy. Ruchliwości Wojciecha Bogusławskiego kilka polskich miast zawdzięcza wpisanie w historię teatru polskiego. A przy okazji od tego momentu datuje się dzieje stałych scen w danej miejscowości. Na tej liście są m.in. Kalisz czy Wilno. Teatralny dziewiętnasty wiek to także dzieje trup teatralnych wędrujących po prowincjonalnych mieścinach (barwnie ich perypetie opisała Barbara Konarska-Pabiniak). W wieku dwudziestym sytuacja wyglądała inaczej.

 

Plebiscyty

Władze II RP nie były nazbyt przychylne teatrowi, szybko wycofały się z dotowania teatrów. Jednak u początków, władze młodego państwa zdecydowały się finansować w pełni teatry plebiscytowe. W 1919 roku zorganizowano trzy teatry objazdowe, które wykonywały ciężką (i niekiedy niebezpieczną) pracę propagandową. Niekiedy prócz braw czekały aktorów ataki ze strony przeciwników politycznych.


Po plebiscytach władze państwowe zarzuciły na jakiś czas dotowanie teatrów. Dopiero w latach trzydziestych (1934–1939) toruński Teatr Ziemi Pomorskiej otrzymał stałą dotację, która pozwalała na regularny objazd 20 miast.


Z kolei w Łucku od 1930 roku rozwijał działalność Wołyński Teatr Wojewódzki, stworzony z inicjatywy wojewody Henryka Józewskiego, którego znakomicie sportretował w swojej książce Timothy Snyder1. Istnienie teatru na tak trudnym z przyczyn etnicznych terenie zależało od uporu wojewody. Trudności wynikały z przekonania władz centralnych o nadmiernej uległości wobec ludności ukraińskiej. Brakowało funduszy. „Teatr wołyński był teatrem objazdowym – notował po latach Józewski. – Za słowami tymi kryje się sytuacja, o której czytelnik nie ma pojęcia, wyobraźnia jego jest ślepa”2.

 

Reduta

Objazd na nowo wymyśliła Reduta i wzniosła jego ideę na nowy poziom. W 1924 roku redutowcy ruszyli w pierwszy „wielki objazd Ziem Wschodnich”. Dzięki wsparciu prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego oraz licznym znajomościom Juliusza Osterwy zespołowi udostępniono wagony, w których redutowcy podróżowali, podłączając się do składów zmierzających w rozmaitych kierunkach.


Przez kolejne lata letni objazd zmienił się w działalność nieustanną. Reduta odwiedziła ponad 200 miejscowości, zagrała 1800 przedstawień. Przede wszystkim jednak liczył się repertuar. Nigdy wcześniej żaden polski teatr z taką konsekwencją nie prezentował w najbardziej zapomnianych przez Boga miejscowościach repertuaru tak ambitnego, tak starannie przygotowanego, jak czynił to teatr Osterwy.


Nie można zapominać, że po Polsce bez przerwy krążyły trupy, którym zależało jedynie na drenażu kieszeni widzów. Na porządku dziennym były afisze anonsujące występ gwiazd, które nigdy nie pojawiały się na scenie. Czasem ktoś się pod gwiazdę podszywał. Na porządku dziennym była ucieczka impresaria z pieniędzmi za bilety.

 

Po wojnie

Po II wojnie światowej upowszechnianie teatru było jednym z głównych elementów polityki kulturalnej. Jeździli wszyscy i czym się dało – pociągami, ciężarówkami. W latach 1947–1948 działała Opera Polskich Rzek. Przez kilkadziesiąt dni lata dwie barki, mieszkalna i sceniczna, płynęły w górę rzek. W pierwszym roku grano bezpłatnie na Wiśle, od Gdańska po Warszawę. W drugim roku na Odrze – od Szczecina po Koźle. „Wydatki na tę zabawę w operę dosięgły cyfr milionowych” – komentował „Ruch Muzyczny”. Cóż, rozmach uzasadniały cele propagandowe. Nawet w kronice filmowej podkreślano, że artyści prowadzą „poważną pracę repolonizacyjną na starych ziemiach piastowskich”.


Pomysł realizowania objazdu na barce podchwycił Teatr Ziemi Mazowieckiej, który przez całe lata pięćdziesiąte pływał między wioskami Mazowsza. Tylko na jednej barce i ze znacznie mniejszym wsparciem. Gdy barka zaczęła się sypać, władze nie zdecydowały się ufundować nowej.


Wraz z upaństwowieniem teatrów stopniowo cały kraj obejmowała sieć teatrów objazdowych, tak pomyślana, aby obok dużych ośrodków z wieloma scenami każde miasto wojewódzkie miało przynajmniej jeden teatr dramatyczny z własną sceną objazdową, docierającą systematycznie w teren, a ponadto odrębny teatr lalkowy dla najmłodszych widzów. W 1955 roku działało w kraju stałych 61 scen dramatycznych, z czego 15 miało specjalne zespoły objazdowe oraz 3 teatry wyłącznie wędrowne.


Spartańskie warunki pracy w terenie były codziennością zespołów teatralnych. Ale to był jeszcze ten czas, gdy trudy dawały wielką satysfakcję. Wyposzczona kulturalnie publiczność entuzjastycznie witała odwiedzające ją zespoły teatralne. Zdarzały się sytuacje, że spektakl robił furorę właśnie podczas objazdów. „Na przedstawieniach Nowego Don Kichota Fredry w Teatrze Ziemi Opolskiej w 1948 roku widownia w Opolu świecić będzie pustkami, podczas gdy w terenie w czasie 40 pokazów ten sam spektakl uczci owacjami prawie 20 tysięcy widzów. Trudno lekceważyć ten »prowincjonalny« sukces wobec faktu, że ogólna liczba miejsc na widowniach wszystkich ówczesnych teatrów dramatycznych wynosić będzie niewiele ponad 25 tysięcy”3.


Działalność teatrów objazdowych przyczyniła się do popularyzacji sztuki teatru. Statystyki rosły. Zadowolenie władz także, bo teatr do końca lat pięćdziesiątych był uważany za jeden z podstawowych środków propagandy. Władze komunistyczne realizowały akcję umasowienia widowni, która prócz ofensywy ideologicznej miała też doprowadzić do zmiany składu społecznego publiczności – „z mieszczańsko-inteligenckiej na inteligencko-robotniczą”.


Pod koniec lat pięćdziesiątych przeprowadzono też konkursy na mobilne sceny, montowane na ciężarówkach. Powstało wiele ciekawych, czasem zaskakujących, koncepcji. Jednak ze względu na prototypowy charakter i spore koszty władze zarzuciły ten ambitny pomysł.

 

Rynek wewnętrzny

W sezonie 1969/1970 objazd prowadziło 25 teatrów, dając łącznie 4839 przedstawień w 1008 miejscowościach na 1040 scenach. Jednak to był już moment, gdy bardziej chodziło o realizację planu usługowego niż o sensowne upowszechnianie kultury teatralnej. Sami dyrektorzy teatrów prowincjonalnych podkreślali ten kłopot. Jan Błeszyński: „Należy zastanowić się nad celowością działalności objazdowej w formie nie pozwalającej na osiągnięcie właściwego efektu artystycznego”. Natomiast Andrzej Ziębiński stawiał sprawę następująco: „Idea teatru upowszechniającego już się przeżyła. Nie przeżyła się natomiast idea upowszechniania teatru i przez wiele lat jeszcze się nie przeżyje”.


Lata siedemdziesiąte to czas odwrotu od idei teatrów objazdowych. Dla widzów, którzy oglądali na bieżąco Teatr Telewizji, coraz bardziej liczyła się jakość prezentacji. W mniejszym stopniu cieszył sam fakt, że oto teatr dotarł. Zaczęto stawiać na teatry stacjonarne, do których widz zostanie dowieziony. Przykładowo Teatr im. Jana Kochanowskiego miał tabor siedemnastu autobusów, które mogły przywieź publiczność z krańców województwa.


Jedna z ciekawszych koncepcji objazdu przedstawień powstała w czasie stanu wojennego. W 1983 roku powołano Teatr Rzeczypospolitej. Pomysł na instytucję zajmującą się impresariatem teatralnym w skali kraju był dobry. Jednak realizacji towarzyszyła, delikatnie mówiąc, nie najlepsza atmosfera. Nie mogło być inaczej, skoro początkowo TR miał przejąć na swój użytek warszawski Teatr Dramatyczny po zwolnieniu Gustawa Holoubka. (Ostatecznie TR stał się tylko sublokatorem Dramatycznego, który przetrwał jako samodzielna instytucja).


Paradoksalnie organizując Teatr Rzeczypospolitej, bezpartyjny ale betonowy w poglądach minister kultury, Kazimierz Żygulski, konsekwentnie realizował marzenie, które sformułował jeszcze w czasie karnawału „Solidarności”, jako zwyczajny jeszcze profesor socjologii kultury: „Obowiązek polityki kulturalnej to stwarzanie rynku wewnętrznego obrotu, ażeby wybitne przedstawienie teatralne, wybitny koncert, wybitne dzieło sztuki, wybitna wystawa nie były przybite do jednego miejsca. […] I mnie się wydaje, że to jest rzecz do zrobienia, nie wymagająca żadnych astronomicznych nakładów. Nie wyobrażam sobie, że powtórzenie dobrego przedstawienia teatralnego, które się odbyło w Warszawie, i pokazanie go na Wybrzeżu było takim dramatycznym przedsięwzięciem finansowym”. Koniec końców nie było.


I Teatr Rzeczypospolitej wystartował – pokazem Wyzwolenia Wyspiańskiego w reżyserii Swinarskiego. Obyło się bez bojkotów. Z czasem instytucja zyskała pewne uznanie, bo umożliwiła wymianę najciekawszych przedstawień, współpracując z blisko siedemdziesięcioma teatrami w Polsce. To dzięki tej rządowej scenie Tadeusz Kantor pokazał Wielopole, Wielopole w Wielopolu. Ostatecznie Teatr Rzeczypospolitej osiągnął cele, które założył minister: z jednej strony zmniejszenie poczucia dyskryminacji u publiczności pozastołecznej, z drugiej: „zwielokrotnienie” efektu oddziaływania najlepszych polskich przedstawień.

 

W III RP

Obecnie jeździ każdy.


Mnogość festiwali tworzy popyt. Teatry publiczne i prywatne tworzą podaż. Przykład warszawski pokazuje, że podróżują zespoły teatrów artystycznych i rozrywkowych. W 2012 roku TR wystąpił 44 razy poza siedzibą, Nowy 27 razy, Komedia 28, Kwadrat 38. Przypuszczalnie dwa ostatnie występują przede wszystkim w Polsce.


Co ciekawe, wielkie objazdy teatralne pod koniec lat dziewięćdziesiątych stały się domeną stacji radiowych, były częścią ich akcji marketingowych.


Zachwycony musicalami Stanisław Tyczyński, twórca RMF FM, zdecydował, że w roku 1998 cyklowi koncertów Inwazja Mocy będzie towarzyszyła prezentacja plenerowej wersji spektaklu Fame w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego. Najpierw dwa tygodnie obozu przygotowawczego w Tomaszowie Mazowieckim, a potem ponad sześćdziesiąt pokazów. Codziennie w innym mieście… Rok później Inwazji Mocy towarzyszyła oryginalna produkcja James Bond – ostatnie wcielenie. Za scenografię służyły samolot MiG-23, śmigłowiec Mi-2 czy czołg T-54. Samoloty płonęły, zestrzeliwano umieszczone na podnośnikach helikoptery – mnóstwo wybuchów i kaskaderów.


Inaczej rzecz zorganizowało Radio Zet. Jesienią 2000 roku zaprezentowało akcję promocyjną Sto twarzy Krystyny Jandy. Elementem akcji – prócz konkursu na antenie, w którym słuchacze zgadywali, w jaką słynną kobietę XX wieku aktorka się wciela danego dnia – było także ośmiotygodniowe, trwające od października do grudnia tournée przedstawień Krystyny Jandy. 48 spektakli w 8 miastach. Kampania okazała się sukcesem promocyjnym radia, a ówczesny szef Radia Zet, Robert Kozyra, podkreślał, „że nie ma, niestety, w naszym kraju innej niż radio instytucji – obojętnie, czy będzie to bank, firma ubezpieczeniowa czy przedsiębiorstwo – która mogłaby zasponsorować tak poważną imprezę teatralną”.


Do tej pory żadna taka instytucja się nie znalazła.

 

 

W Ameryce i w Polsce



Zdarza się, że na Broadwayu przedstawienie nie okazuje się kompletną klapą, ale jednak zainteresowanie widzów jest dość ograniczone i wpływy nie zwracają pieniędzy zainwestowanych w premierę. Producent nie musi się jeszcze zacząć zamartwiać. Przed nim jest jeszcze szansa dodatkowa. Musi ruszyć w Drogę.

Jest jednak jeden warunek – powinno jeździć przedstawienie familijne, bez żadnych perwersji, subwersywności itd. Musicale w rodzaju Hairspray, gdzie mężczyzna wciela się w rolę matki, czy Producenci ze słynną pieśnią Springtime for Hitler raczej nie mają szans. Jeśli producent dostosuje się do tego wymogu i uda mu się ustalić kalendarz występów, to czekają go niezłe dochody. W ciągu ostatniej dekady wpływy z grania w objeździe stały się porównywalne, a nawet przewyższyły zyski teatrów grających na Broadwayu.

Od 2009 roku objazd ambitnych propozycji teatralnych po Polsce w ramach programy Teatr Polska znów wspiera państwo. Teatr Polska jest ogólnopolskim programem promocji teatru wśród mieszkańców miejscowości, mających utrudniony dostęp do oferty teatralnej – wspierane są pokazy przedstawień w miejscowościach bez teatru. Program realizuje Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego przy wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Wszystkie strony uczą się używać tego rozwiązania. Teatry, które szukają partnerów. Domy kultury, które coraz ciekawiej korzystają z możliwości programu. Niekiedy konstruując w oparciu o Teatr Polska swoją ofertę teatralną. W ciągu czterech dotychczasowych edycji programu przedstawienia obejrzało 117 tysięcy widzów.

 

 

1. T. Snyder, Tajna wojna. Henryk Józefski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę, tłum. B. Pietrzyk, Kraków 2008.
2. B. Śmigielski, Teatr Wołyński im. Juliusza Słowackiego. 1930–1939, Lublin 2002.
3. M. Jarmułowicz, Sezony błędów i wypaczeń, Gdańsk 2003.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij