Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
12/2014
Architektura i rytuał
autor: Monika Pasiecznik
Architektura i rytuał
foto: Kris Ćwik

O kompozycji Pięć śpiewów z klatki Prasqual mówi jako o „rytualnym teatrze dźwięków”. Prawykonanie utworu usłyszeliśmy podczas tegorocznych Światowych Dni Muzyki we Wrocławiu.

 

W sztuce są takie osobowości, z którymi nie sposób podjąć dialogu. I takie estetyki, do których nie można nawiązać ani ich kontynuować. W muzyce XX wieku taką osobowością był Karlheinz Stockhausen. Zwłaszcza późna twórczość niemieckiego kompozytora – ta spod znaku tworzonego dwadzieścia sześć lat fantastycznego cyklu operowego Licht, zawierającego kilkaset odrębnych kompozycji powiązanych techniką kompozytorską oraz wspólnym kosmosem filozoficznym – wydaje się tak odrębna i skończona, że uznajemy ją za rozdział zamknięty w historii muzyki.


Tymczasem w Operze Wrocławskiej, w ramach Światowych Dni Muzyki, odbyło się prawykonanie kompozycji Pięć śpiewów z klatki Prasquala (pseudonim artystyczny Tomasza Praszczałka), w której kompozytor podejmuje najważniejsze wątki estetyki późnej twórczości Stockhausena. Rytualizacja, podkreślanie autonomii dźwięków, komponowanie przestrzeni muzyki, a także wpisywanie jej w filozoficzny kontekst – to cechy zarówno dzieł Stockhausena, jak i Prasquala. Do tego dodać należy rozumienie teatralności muzyki jako emanującej z niej dynamiki wzajemnych relacji między dźwiękami, nie zaś zewnętrznej oprawy, w której protagonistami są postaci ludzkie. O Pięciu śpiewach z klatki Prasqual mówi jako o „rytualnym teatrze dźwięków”.


Takie stockhausenowskie rozumienie muzyki nie jest zaskoczeniem, bo urodzony w 1981 roku Prasqual po studiach na poznańskiej Akademii Muzycznej wyjechał do Kolonii (miasto, z którym Stockhausen był związany całe życie), gdzie mieszka do dziś. Od lat ceni i studiuje muzykę Stockhausena, uczestniczył w jego kursach, pokazywał mu swoje partytury, a w 2011 roku asystował nawet w przygotowaniach do światowej premiery opery Sonntag w Kolonii. Nowa kompozycja Prasquala jest syntezą tych doświadczeń i próbą wykreowania własnego, odrębnego na tle dzisiejszych tendencji w tej generacji, świata estetycznego.


Blisko półtoragodzinna kompozycja napisana została na orkiestrę, mezzosopran, baryton, recytatora i dźwięki elektroniczne. Rozpoczyna się elektroniczną „uwerturą”, skomponowaną z dźwięków jasnych, szklistych, glissandujących, emitowanych przestrzennie. W tym czasie orkiestra jest już na scenie. Po wstępie dołączają do niej soliści: mezzosopranistka Jadwiga Postrożna oraz baryton Mariusz Godlewski wchodzą z przeciwnych stron powolnym, rytualnym krokiem. W dłoniach trzymają miseczki rin, w które raz po raz uderzają, wydobywając dźwięki eteryczne i tajemnicze. Pojawia się też trzeci solista – aktor Jerzy Trela.


Muzyka stopniowo rusza do przodu, jednak wydaje się, że dąży donikąd. Narracja jest statyczna, zbudowana z następstw fragmentów, które tworzą barwne plamy (instrumenty niskie lub wysokie), wzbogacone brzmieniowo dzięki harmonice mikrotonowej. Fragmenty o odmiennej instrumentacji, zorientowane na brzmienie bądź melodię, całkiem abstrakcyjne bądź liryczne, przepływają sennie niczym w zwolnionym tempie.


Między fragmenty czysto instrumentalne wplecione są głosy skomponowane do wybranych tekstów Tadeusza Różewicza, podanych w trzech językach: polskim, niemieckim i włoskim. Struktura kompozycji porządkuje owe teksty w pięć tytułowych śpiewów, łączących różne formy ekspresji wokalnej, instrumentalnej, elektronicznej oraz choreograficznej.


Do znajdujących się na scenie smyczków wkrótce dołączają instrumenty dęte (trąbki, puzony, fagoty) oraz perkusja, rozmieszczone na balkonach i w lożach bocznych. Rozpoczyna się gra w przestrzeni, instrumentalne dialogi i echa. Dźwięki płyną z wielu stron, tworzy się trójwymiarowa przestrzeń słuchania, w której wnętrze Opery Wrocławskiej rezonuje niczym odrębny instrument.


Pięć śpiewów z klatki to realizacja rozwijanej przez Prasquala od kilku lat koncepcji muzycznej „architektury” i kontynuacja wcześniejszych przedsięwzięć artystycznych kompozytora, przede wszystkim wykonanej w zeszłym roku w Polsce i w Niemczech Architektury światła, ale także muzyki elektronicznej do baletu Sześć skrzydeł aniołów czy opery Ofelia. U podstaw tej koncepcji leży myślenie przestrzenią muzyki – kompozytor nie myśli o niej w kategoriach tradycyjnej sytuacji koncertowej, choć nie jest też tak radykalny, by można było nazwać jego utwory instalacjami dźwiękowymi. Trafniejszym określeniem wydaje się instalacja koncertowa.


Ale architektoniczność muzyki Prasqual rozumie szerzej – wzbogaca ją dodatkowo o wątki filozoficznie, ezoteryczne i egzystencjalne. Łączy architekturę z rytuałem, wprowadza do muzyki dyskretną inscenizację, która ociepla jej wydźwięk, daje życie konstruktywistycznej formie, przemienia proporcje i liczby w pojęcia archetypiczne, uniwersalne. W ten sposób, podobnie jak Stockhausen, nawiązuje do modernizmu ezoterycznego pierwszych dekad XX wieku, nurtu reprezentowanego choćby przez Bauhaus weimarski i kontynuowanego także przez – cytowanego przez Prasquala – Le Corbusiera, który łączył nowoczesną formę z symboliką kolorów czy neoplatońską metafizyką światła.


Jak w tym kontekście metafizyki architektury funkcjonują teksty Różewicza? W centrum Pięciu śpiewów z klatki Prasqual stawia temat śmierci (dzieci) i erosa jako nieodłącznie związanych ze sobą „żywiołów”, w czym przywodzi na myśl kanadyjskiego kompozytora Claude’a Viviera, ucznia Stockhausena. To kolejny kompozytor ważny dla Prasquala (nawiązywał do niego także we wcześniejszych utworach, m.in. Ymorh). W Pięciu śpiewach z klatki słyszymy Viviera już w pierwszych dźwiękach orkiestry (mocno dociskane smyczki), a także w bardzo namiętnym śpiewie Postrożnej.


Techniki wokalne są jednak zróżnicowane. Podając teksty Różewicza, soliści posługują się nie tylko pełnym ekspresji śpiewem, ale i szeptem, recytacją, wypowiadają słowa na wdechu, dławią się nimi. Często jednak milczą, ustępując miejsca dialogom instrumentów.
Wydaje się, że Różewicz został podporządkowany wyobraźni muzycznej kompozytora, ponieważ koncepcja „muzycznej architektury” przyznaje pierwszeństwo dźwiękom, a nie słowom. To w dźwiękach rozgrywa się rzeczywisty dramat. To dźwięki niosą kluczowe treści. Prasqual: „Bohaterami nie są postaci ani idee, lecz same dźwięki. Dźwięk jako punkt wyjścia i dojścia, dźwięk jako przyczyna i cel. Rytualny teatr muzyczny dźwięków”.


Dlatego też teatralna strona Pięciu śpiewów z klatki jest skromna. Przestrzeń sceny zajmuje w całości orkiestra, zaś zakryty kanał orkiestrowy pełni funkcję pustej sceny, na środku której znajduje się ledwie rozświetlony sześcian ze stojącą na nim szklaną misą wypełnioną wodą. Mniej więcej w połowie utworu śpiewacy podchodzą do niej, by zaczerpnąć w dłonie ową wodę. I to wszystko.


Czym zatem jest kompozycja Pięć śpiewów z klatki? Na pewno nie jest operą ani żadną muzyczną formą teatralną. Nie jest też zwykłym cyklem pieśni, przeznaczonym do wykonania na estradzie koncertowej. W centrum jest bowiem architektura, przestrzeń muzyki jako metafizyczny parametr oraz abstrakcyjny rytuał.
 

Opera Wrocławska
Pięć śpiewów z klatki Prasquala
prawykonanie podczas Światowych Dni Muzyki
12 października 2014

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/https://www.fundacjaperforma.com/rozmowy-z-artystamihttps://www.adit.art.pl/


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij