Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
12/2014
Wyobrażać niewyobrażalne
autor: Katarzyna Flader-Rzeszowska
Wyobrażać niewyobrażalne
foto: Maciej Rukasz / Centrum Kultury w Lublinie

Passini w Kryjówce odwołał się do nieznanego powszechnie epizodu z życia wybitnej aktorki Ireny Solskiej, która podczas wojny ratowała żydowskie kobiety.

 

Na początku września Fundacja Pamięć i Przyszłość ogłosiła międzynarodowy konkurs na upamiętnienie Polaków ratujących Żydów podczas okupacji niemieckiej zatytułowany „Ratującym – Ocaleni”. W 2015 roku obok nowo otwartego Muzeum Żydów Polskich POLIN ma stanąć pomnik. Inicjatywa jest potrzebna, zwłaszcza że wciąż poznajemy sprawiedliwych, narażających w czasie wojny życie własne i swojej rodziny na realne niebezpieczeństwo. Niestety, o wielu z nich nic nie wiemy, o niektórych dowiadujemy się zbyt późno. Sami nie mówią o tym, nie chcą wracać do przeszłości. Tak jak ocaleni Żydzi, którzy wciąż mentalnie pozostają w ukryciu. Mimo iż od zakończenia wojny minęło blisko 70 lat, ratujący i ocaleni nadal nie wychodzą z psychicznych kryjówek.


Problem ten – tragiczny i wstrząsający – stał się przyczyną powstania nowego spektaklu Pawła Passiniego. Hideout/Kryjówka, która została objęta patronatem Muzeum POLIN, jest zarazem hołdem wobec ratujących, jak i upamiętnianiem ocalałych. Takiego spektaklu nie można grać w sali teatralnej, z dzwonkiem przynaglającym widzów do zajęcia miejsc na widowni, z kurtyną. Spektakl Passiniego w Warszawie (artysta pokazuje go w różnych miastach, w odmiennych przestrzeniach) grany jest w przedwojennej kamienicy przy al. 3 Maja 2. To jeden z warszawskich domów-pomników. W pierwszym dniu Powstania Warszawskiego w budynku stacjonowali żołnierze zgrupowania „Konrad”, rozstrzelani pod arkadami wiaduktu Mostu Poniatowskiego. W czasie wojny mieszkał tu Marek Hłasko. W okresie powojennym pod tym adresem redagowano i składano niezależne wydawnictwa. W kamienicy przez blisko pół wieku mieszkał Zbigniew Religa.


W salonie prywatnego mieszkania, jak na okupacyjnych premierach organizowanych tylko dla wtajemniczonych gości, gromadzi się kilkadziesiąt osób. Intymność miejsca, wzajemna bliskość nie czyni z nas widzów. Co chwilę ktoś z troską pyta, czy nie zasłania. Salon – choć przyjemny – odbiera poczucie pewnego komfortu, do którego przyzwyczajają nas teatralne sale. Ale tu nie trzeba widzieć, należy słyszeć, i to słyszeć słowa pod ich zewnętrzną warstwą, dokopywać się do tego, co mieszczą historie między słowami. Historie, których właściciele skupiają się częściej na rzeczach niż na ludziach. Tak jest łatwiej, w ten sposób wspomnieniom ujmuje się nieco tragizmu i grozy. Spektakl-spotkanie rozpoczyna się od przytaczanych bez ścisłego scenariusza opowieści dwóch kobiet Patrycji Dołowy i Marii Porzyc, które przeprowadzały wywiady z ocalałymi z II wojny światowej Żydami, zbierały świadectwa przetrwania. Szukały śladów ludzi i historii. Natrafiały jednak na mur milczenia, opór przed mówieniem o tamtych wydarzeniach, którego nie mogły w żaden sposób przezwyciężyć. Ocaleni z powodu paraliżującego strachu, może trudnego dziś do zrozumienia wstydu, a może, by po prostu zapomnieć, nie chcieli wracać do czasów wojny. „U bardzo wielu ocalonych przekonanie o niemożności opowiedzenia pozostaje tak dojmujące, że ich intymne narracje o Holocauście nie zostały opowiedziane nigdy i nikomu – pisze Krzysztof Szwajca. – I nie chodzi tu tylko o bezradność języka. Historia opowiedziana musi mieć słuchacza. Ten, który wysłucha, pozna nas naprawdę. Będzie miał do nas klucz. Będzie mógł nas nazwać i ocenić. Nazwanie przynosi władzę, tak więc opowiedzenie jest w pewnym sensie oddaniem się pod osąd”1. Przyznawanie się do swojej tożsamości wielu nadal uważa za informację niebezpieczną. Lęk, jak pisał Grzegorz Niziołek w Polskim teatrze Zagłady, jest doświadczeniem izolującym, zrywającym wspólnotowe więzi, wskazuje na coś, co jest odczuwane jako pustka, nieobecność, brak2.


Pierwszą część Kryjówki trudno nazwać spektaklem, nie mamy tu do czynienia z sytuacją fikcyjną. Patrycja Dołowy, niejako wbrew ideom stawiania monumentów (czy pomniki mają rzeczywiście moc upamiętniania i przypominania?), zrealizowała projekt Antypomnik: odlewała fragmenty swego ciała, malowała na nich obrazki i zakopywała je w różnych miejscach Warszawy. Miała świadomość, że po jakimś czasie ulegną one odkształceniu, zniszczeniu, wreszcie – rozkładowi. Nie zostanie po nich nawet ślad. Jej nieco magiczne działania, które widzowie mogli zobaczyć nagrane i przedstawione na ekranie telewizora ustawionego w salonie, zaczęły jednak – nie wiadomo do końca dlaczego – uruchamiać pamięć ocalałych. Nagle osoby, które wcześniej milczały, zaczynały mówić, wspominać, dodawać szczegóły, przypominać sobie kolejne ważne historie. Ich pamięć zaczynała rozsnuwać się jak pajęczyna, jak rozwijana z wrzeciona przędza, która w mieszkaniu piętro wyżej, do którego przechodziliśmy w małych grupach, by obejrzeć drugą część spektaklu, nie pozwalała na swobodne ruchy.


Przeprowadzająca nas z jednej do drugiej przestrzeni dziewczyna była jak przewoźnik dusz zmarłych, albo gospodarz, który podejmuje śmiertelne ryzyko i prowadzi nas do kryjówki. Zwracała się do nas przyciszonym głosem (po wojnie wielu z ukrywających się jeszcze długi czas szeptało). W otwartych drzwiach w mroku ktoś ujął mnie za rękę i mocno pochyloną (inaczej nie dało się przejść) poprowadził w głąb pokoju, prosząc, bym usiadła na położonej na podłodze poduszce. Obniżony tekturowy sufit, przez który przebijało się wątłe światło, potęgował wrażenie, że niczym bohaterowie Schulza i Kafki jesteśmy ukryci: może na strychu, może pod podłogą, albo za szafą. Było ciasno, mglisto i mrocznie. Na krzesłach pośrodku pokoju siedziało kilka kobiet w bieliźnie koloru cielistego, która czyniła z nich niemal nagie. Przypomniało mi się zdjęcie „wyrwane z piekła”, opublikowane w książce Georges’a Didi-Hubermana: nagie Żydówki na moment przed śmiercią. Aby pamiętać, trzeba wyobrazić sobie tę trudną niewyobrażalność. W tle płynęła grana na żywo muzyka: skrzypce, klarnet. Melodie przedwojennych żydowskich zaułków, które wkrótce miały przekształcić się w obozowe fugi śmierci.


Passini w Kryjówce odwołał się do nieznanego powszechnie epizodu z życia wybitnej aktorki Ireny Solskiej, która podczas wojny, mimo postępującej choroby Parkinsona, z determinacją i oddaniem ratowała żydowskie kobiety. Za sprzedany przydział spirytusu, będący ekwiwalentem zapłaty dla artystów, Solska kupiła wełnę, a Żydówki z aryjskimi papierami i zafarbowanymi na blond włosami przekazywały ją zubożałym żonom oficerów. Z wełny merynosa robiły one swetry. Za zarobione ze sprzedaży pieniądze Solska mogła pomagać Żydom. Rozsnute w scenicznej przestrzeni Kryjówki nici przywołują tamte zdarzenia. Są też znakiem kruchości życia, mogącego w każdej chwili zerwać się z wrzeciona czasu, przywołują mityczny labirynt i nić Ariadny, dają nadzieję na ocalenie. Może uda się wreszcie wyjść z tego koszmarnego zaplątania? A może pamięć i wspomnienie nie pozwolą już nigdy opuścić kryjówki?


Apolonia Starzec – ciotka Pawła Passiniego – jedna z ocalonych przez aktorkę kobiet wspominała, że Solska, mieszkając podczas wojny na rogu Puławskiej i Malczewskiego, dawała Żydom schronienie, organizowała pracę, jako praktykująca katoliczka brała od księży fałszywe metryki chrztu (niejednokrotnie kłamiąc, że to dla AK-owców)3. Ratowała życie i przywracała godność człowieka. „Irena Solska wielokrotnie wspierała mnie psychicznie, podtrzymywała moją wolę życia i tworzyła warunki, dzięki którym mogłam zachować poczucie własnej wartości i godności. Zapewne zabrzmi to patetycznie, ale to właśnie dzięki Irenie Solskiej mogłam nadal wierzyć we własne człowieczeństwo. Zawsze traktowała mnie z szacunkiem, sympatią, życzliwością i troską” – wspominała po wielu latach Apolonia/Zosia (imię też trzeba było ukryć)4. Słownik biograficzny teatru polskiego nie podaje żadnej informacji na temat wojennej działalności aktorki. Można jedynie przeczytać, jeśli ograniczymy się do czasu wojny, że mieszkała w Warszawie. Dla Passiniego historia ta jest bardzo osobista. Kiedy był dzieckiem, ciotka opowiadała mu o swoich przeżyciach, a potem, gdy dostał się do szkoły teatralnej, namawiała go, by zrobił spektakl o Solskiej. Spektakl powstał dopiero teraz, po latach praktykowania reżyserii w jego osobnym, jak kryjówka, teatrze. Passini zadaje pytanie, stawiane także przez nas – widzów: dlaczego aktorka nie wspomniała o swojej działalności w Pamiętnikach? Dlaczego nie ujawniła, nie przyznała się, że ratowała młode żydowskie dziewczyny? Zapewne nie sprzyjała temu powojenna komunistyczna rzeczywistość, przecież tuż po wojnie nie gasły, a wręcz nasilały się antysemickie postawy. Takie wyznanie mogło być też zbyt trudne, przywoływało bowiem dawny, paraliżujący lęk. A może z milczeniem Solskiej wiąże się jakaś tajemnica, może – co zasugerowali twórcy przedstawienia – Solska, by ocalić większość, musiała wydać jedną z dziewczyn?


Irena Solska musiała do końca życia mierzyć się z niezwykle trudną przeszłością: najprawdopodobniej jej wnuk Jan został zabity przez AK za to, że donosił na Gestapo. Czy jej samej udało się ocalić wszystkie ukrywane kobiety – nie wiadomo. Piętno tych zmagań naznaczyło rolę Judy Turan. Jej Solska, trzęsąca się, pobladła, przyprószona kurzem – niczym wywoływana z pamięci zjawa – z trudem porusza się po zamglonej, ciasnej przestrzeni. Jest piękna, ale złamana cierpieniem, tragiczna. „Nie chcemy stawiać Solskiej pomnika. Nie chcemy zabetonować jej w spiżu, chcemy uwolnić ją z tej tajemnicy. Od wielu miesięcy staramy się zrozumieć ten temat” – wyznawał reżyser spektaklu5.


Bohaterki Kryjówki rozmawiają ze sobą słowami Wyspiańskiego z Wesela i Sędziów (Solska grała przed wojną Rachelę oraz Joasa). Poetyckie wersy nabierają nowego tragicznego kontekstu. Kwestie przyporządkowane postaciom Żydów, u Passiniego wypowiadają ukrywające się kobiety. „Zabij! Zabij! – Ja tego chcę – zabiłam dziecko!” – krzyczy słowami Jewdochy jedna z dziewczyn, która zabiła płaczące niemowlę, mogące zdradzić kryjówkę. Wstrząsająca jest też scena odkrycia schowanej w szafie ciemnowłosej jasnowidzącej Anieli Anyżko. Stojąc naprzeciw oprawcy – gestapowca albo, co bardziej przerażające, żydowskiego policjanta – trzęsąc się ze strachu, spazmatycznie wypowiada słowa chochoła: „Kto mnie wołał, / czego chciał – / […] Tatusiowi powiadaj, / że tu gości będzie miał / jako chciał, jako chciał”. Odpowiedź żandarma: „Huś ha, na pole, / głupi śmieciu, chochole!”, rodzi skojarzenia z ulicznymi łapankami czy selekcjami na kolejowej rampie w Auschwitz. Jak przekonywał Hans-Georg Gadamer, każde słowo można widzieć jako otwarty horyzont, posiadający oprócz swojego „przed” czyli ustalonego sensu, także jakieś „po” – sens nowy, wynikający z kontekstu i okoliczności. Słowa młodopolskich dramatów zyskują u Passiniego sens graniczny, bo docierający do sensu samego istnienia, odnoszący się do życia i śmierci. Wywołują obraz Zagłady. Maja Komorowska, grająca Rachelę w filmowej wersji dramatu w reżyserii Andrzeja Wajdy, wyznawała, że w scenie biegu wyobrażała sobie ścianę płaczu i obozowe druty kolczaste. „Rachela biegnie z rozpostartymi ramionami, jak ze skrzydłami… a w mojej wyobraźni biegnie na druty kolczaste"6. Dialogi Wesela i Sędziów wchodzą w relację z innym, przywoływanym nieco później, teatralnym tekstem. Passini pokazuje fragmenty filmu na podstawie Dybuka Szymona An-skiego, wprowadzając nas w teatr śmierci, teatr obcowania żywych i umarłych. Tu zmarli kontaktują się z żywymi, i choć obcowanie żywych i umarłych nie musi przynieść ulgi, jest groźne, to jednak prowadzi do poznania prawdy. Tym samym Passini wpisuje swój spektakl w tradycję teatru śmierci wyznaczoną nazwiskami Mickiewicza i Wyspiańskiego, którą rozwinął ceniony przez niego Tadeusz Kantor – artysta przywołujący niejednokrotnie pamięć Shoah.


Uruchomione przez Passiniego niebezpieczne wspomnienia pełnią funkcje wyzwalające. Retrospektywa może bowiem służyć perspektywie: odnaleziony ślad może przywoływać nie tylko przeszłość, ale i odsłaniać przyszłość. Twórcy tego spotkania szukali zostawionych śladów-blizn, niczym zasypanych ziemią przez małe dziewczynki kolorowych widoczków. Wiadomo, że nie będą one już takie same, że odkształci je czas, który zatrze szczegóły, odbierze barwom żywość. Ślad przywołuje jednak pamięć o cierpieniu, wywołuje compassio – współczucie, zobowiązujące dostrzeganie cudzego cierpienia, aktywną pamięć o cierpieniu innych7. Tak ważne dla judaizmu „wspomnienie” i „uobecniająca pamięć” zyskują nowe znaczenia na tle kultury amnezji i apatii ponowoczesnego społeczeństwa. Kultura zapomnienia prowadzi do zaniku ważnych ludzkich doświadczeń historycznych, a w ostatecznej konsekwencji do zaniku człowieczeństwa. By temu przeciwdziałać, trzeba mówić o tematach ukrytych i przypominać o wypieranych z pamięci zdarzeniach.


Jak dowodzą psychologowie, dopiero trzecie pokolenie chce i potrzebuje mówić o przeszłych traumach. Pokolenie, które ich doświadczyło osobiście, zdaje się wołać „zostawcie nas!”, niczym bohater jednego z wierszy Tadeusza Różewicza; pokolenie rodziców pragnie żyć nowym życiem, bez obciążeń i trudnej przeszłości. Generacja wnuków odczuwa dojmująca potrzebę wypowiedzenia na głos historii i dania świadectwa. Tak jak Paweł Passini i Patrycja Dołowy – autorka scenariusza Hideout/Kryjówki.


Spektakl ujęty jest w narracyjną klamrę. Kończą go – tak jak wcześniej zaczynały – fragmenty z trudem ujawnianych historii związanych bezpośrednio lub pośrednio z Zagładą: o głodzie, który kazał przyklejać język do oszronionego muru getta, żeby z bólu nie chało się jeść i żeby poczuć smak pieczonego po drugiej stronie chleba; o samobójstwach młodych ludzi, którzy w latach dziewięćdziesiątych dowiadywali się o swoim żydowskim pochodzeniu; o ojcu, który siedział w kanale z synem i kiedy padał deszcz musiał trzymać dziecko – czasem przez wiele godzin – w wyciągniętych dłoniach, o ukrytych historiach ukrytych… Spektakl nie ma końca. „Naprawdę możecie już wyjść – zwraca się Passini do tkwiących na swoich miejscach uczestników. – My będziemy tak opowiadać cały czas”. Oni – twórcy muszą opowiadać, bowiem utrata własnego kulturowego miejsca, własnej tożsamości zobowiązuje ich, by przekazywali zapomniane historie i obrazy8. O czym zatem jest Kryjówka? O grzęzawisku niezabliźnionych ran, o wyobrażaniu niewyobrażalnego, o zbieraniu śladów, resztek, które pozostały z przeszłości. A nade wszystko o próbie zrozumienia niezrozumiałego i przywracaniu utraconej pamięci.
 

 

1.  K. Szwajca, Ocaleni z Holocaustu w oczach psychiatry, czyli o milczeniu i pamięci, [w:] Pamięć Shoah. Kulturowe reprezentacje i praktyki upamiętnienia, red. T. Majewski, A. Zeidler-Janiszewska, Łódź 2009, s. 582.

2. Zob. G. Niziołek, Polski teatr Zagłady, Warszawa 2013.

3.  Zob. http://polish-jewish-heritage.org/pol/05-04_Przygoda_w_slusznej_sprawie_RZ.htm; strona Kanadyjskiej Fundacji Dziedzictwa Polsko-Żydowskiego w Montrealu (dostęp 15.11.2014).

4.  Uratowana po aryjskiej stronie, [wywiad z Apolonią Starzec], źródło: http://www.rp.pl/artykul/945290.html?print=tak&p=0 (dostęp 14.11.2014).

5.  P. Passini, By wyjść, najpierw musisz się schować, źródło: http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20140919/KULTURA04/140919564 (dostęp 16.11.2014).

6.  B. Osterloff, Pejzaż. Rozmowy z Mają Komorowską, Warszawa 2008, s. 104.

7.  Zob. J.B. Metz, Teologia wobec cierpienia, Kraków 2008, s. 145.

8.  H. Belting, Antropologia obrazu. Szkice do nauki o obrazie, tłum. M. Bryl, Kraków 2007, s. 87.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij