Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
7/2016
Pożar w Burdelu – sukces zza zasmarkanej kurtynki
autor: Agnieszka Rataj
Pożar w Burdelu – sukces zza zasmarkanej kurtynki
foto: Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Od maleńkiej scenki na Chłodnej 25 do wielkiej widowni Teatru Polskiego. Pożar w Burdelu w ciągu ostatnich czterech lat przeszedł drogę, o której marzą tysiące polskich niezależnych grup teatralno-rozrywkowych.

 

Przedsięwzięcie Michała Walczaka i Macieja Łubieńskiego jest fenomenem, który pokochały warszawskie słoiki, hipsterzy, klasa średnia i znane postacie życia kulturalnego i publicznego. Stali się odtrutką na przaśność polskich kabaretów lansowanych w telewizji, odkryli nieznane oblicza pracujących od wielu lat, a często niezauważanych aktorów, stworzyli jedyny w swoim rodzaju serial kabaretowo-teatralny, wzięli się za tematy, z których nikt wcześniej nie odważył się żartować, robiąc to z wdziękiem, chwilami wulgarnie, ale nieodparcie śmiesznie. „Ja tu widzę niezły burdel!” – kwestia Jerzego Stuhra z Seksmisji w ich przypadku jest akurat określeniem sporego sukcesu, który oni sami definiują jako możliwość zagrania w jednym dniu w areszcie na Rakowieckiej i na scenie Nowego Teatru Krzysztofa Warlikowskiego.

 

Najlepszy towar w mieście1


To był koniec września 2012 roku, kiedy na blogu Chłodnej 25 pojawiła się pierwsza zapowiedź Pożaru w Burdelu. Skromny, wyglądający na ręczny rysunek, plakat i notka prasowa zapowiadająca „najlepszy towar w mieście […] profesjonaliści, amatorzy, transwestyci i upadli celebryci. Kryzys nie oszczędza nikogo. Przyjdź i zobacz, jak nisko można upaść”. Wspomniany w notce kryzys finansowy szalał już w najlepsze od 2007 roku na świecie, oszczędzając jeszcze wtedy Polskę, dumnie nazywaną przez rząd „zieloną wyspą gospodarczej Europy” i wierzącą jeszcze w budowanie świetlanej przyszłości dzięki rosnącemu PKB. Początek roku 2012 odznaczył się w Polsce przede wszystkim protestami w sprawie podpisania przez rząd ACTA, lato to z kolei szaleństwo futbolowe Euro 2012, odbijające się znacząco m.in. na finansowaniu kultury. Warszawa bawiła się w najlepsze, między innymi w klubokawiarni Chłodna 25 prowadzonej przez Grzegorza Lewandowskiego, gdzie nad barem wisiały słowa Tadeusza Kantora: „Każda rewolucja artystyczna zaczyna się w kawiarni”, i gdzie mieściło się faktycznie centrum życia artystycznego niezależnej stolicy.


Poza spotkaniami i dyskusjami, na scenie w piwnicy klubokawiarni pojawiał się Klancyk, rozkręcając dopiero scenę improwizacji, mało znaną na polskim gruncie, lub Rafał Rutkowski z teatru Montownia z one man show zatytułowanym To nie jest kraj dla starych ludzi, stworzonym wspólnie z Michałem Walczakiem. Sukces tego przedstawienia z 2008 roku zaowocował kolejnymi spektaklami Rutkowskiego: Ojciec polski, znowu z tekstem Walczaka, i Seksem polskim, tym razem autorstwa Macieja Łubieńskiego. A ponieważ Warszawa, mimo swojej wielkości, to w gruncie rzeczy mała wioska, w której wszyscy się znają lub skądś kojarzą, spotkanie Walczaka z Łubieńskim było nieuniknione. Ten pierwszy – najpierw po studiach na SGH, potem na wiedzy o teatrze i reżyserii w Akademii Teatralnej w Warszawie – miał już za sobą sukcesy dramaturgiczne, jako autor Piaskownicy, Podróży do wnętrza pokoju i Kopalni. Ten drugi, historyk z wykształcenia – pracę w „Vivie”, TVN Warszawa i Radiu Roxy, gdzie przygotowywał z Rafałem Rutkowskim skecze antenowe. To właśnie przy okazji pracy nad Seksem polskim poznał także Michała Walczaka. Najwyraźniej przypadli sobie do gustu, bo kiedy Walczak zadzwonił do niego z pomysłem stworzenia niezobowiązującej trupy teatralnej, jak wspomina Łubieński, „W sumie – co ja miałem do stracenia? Poszedłem”2.


Warszawa bawiła się, jednocześnie czując pewną schyłkowość szampańskich nastrojów po Euro 2012. Czuło się to także na Chłodnej 25, która po latach udanej działalności kulturalno-rozrywkowej, nagrodzonej m.in. Wdechą od „Gazety Wyborczej”, stała solą w oku mieszkańcom wspólnoty, od której wynajmowany był lokal na dole kamienicy. Bujne życie towarzyskie wiązało się z hałasem i paleniem papierosów na zewnątrz, członkom wspólnoty nie podobało się także sprzedawanie w barze alkoholu, który faktycznie był źródłem utrzymania dla kawiarni o kulturalnych ambicjach. Na początku 2012 roku wygasła koncesja na sprzedaż alkoholu, a mieszkańcy wspólnoty na Chłodnej nie wyrazili zgody na jej przedłużenie. Jednym ze sposobów ratowania Chłodnej miał być stworzony w zamian bezalkoholowy Klub Komediowy, w którym zaczął swoją działalność Pożar w Burdelu. „Uwielbiam tę zatęchłą piwnicę. Jest syfek, troszeczkę zasmarkana kurtynka, plastikowe niewygodne krzesła, wszystko jak trzeba. Atmosfera undergroundowa w dobrym tego słowa znaczeniu” – mówił Izabeli Szymańskiej o atmosferze Chłodnej w tamtym czasie Rafał Rutkowski3.

 

And I am from Radom!


„Najlepszy towar w mieście” pojawiający się za zasmarkaną kurtynką na Chłodnej w pierwszych przedstawieniach Burdelu to Anna Smołowik, Monika Babula, Agnieszka Przepiórska, Andrzej Konopka, Maciej Łubieński i Mariusz Laskowski. Od wielu lat mieszkający i pracujący w Warszawie, choć przywiało ich tutaj, jak większość mieszkańców, z różnych stron Polski. Nieliczni z nich faktycznie byli warszawiakami z urodzenia, jak Maciej Łubieński czy Agnieszka Przepiórska, która z kolei miała za sobą liczne podróże zawodowe, m.in. do Petersburga czy Wałbrzycha. Michał Walczak pochodził z Sanoka, Monika Babula z Jarosławia, Anna Smołowik z Radomia, Andrzej Konopka – z małej wsi Wyśmierzyce niedaleko Radomia, który, jak mówi, faktycznie go ukształtował. Babulę i Laskowskiego Walczak poznał w Teatrze Lalka, gdzie oboje zagrali w brawurowym spektaklu według jego tekstu: Janosik. Naprawdę prawdziwa historia w reżyserii Łukasza Kosa. Agnieszka Przepiórska współpracowała z Walczakiem w Teatrze Konsekwentnym, gdzie powstał jej przejmujący monodram I będą święta. Anna Smołowik miała za sobą rolę-petardę kilku postaci kobiecych w Kompleksie Portnoya w Teatrze Konsekwentnym, za którą dostała nagrodę Feliksa Warszawskiego i została doceniona na szczecińskim „Kontrapunkcie”. Andrzej Konopka po krakowskiej PWST był przez kilka lat na etacie w łódzkim Teatrze Nowym, po czym przeniósł się do warszawskiej IMKI, wtedy budującej dopiero swój wizerunek prywatnej sceny z ambicjami.


Wszyscy po części nadal szukający swojej drogi, po części rozczarowani dotychczasowymi doświadczeniami lub nieco znużeni pracą na etacie, przejęli propozycję Walczaka, który potrafi zarażać swoim entuzjazmem, do stworzenia niezależnie działającej trupy kabaretowej, bez większej świadomości i oczekiwań, czym może się to skończyć. Na warszawskim trudnym rynku, największym skupisku teatrów w Polsce, gdzie każdego wieczoru można wybierać między kilkunastoma propozycjami rozrywki, Pożar w Burdelu mógł, ale wcale nie musiał odnieść sukcesu.


Pierwsze Burdelowe przedstawienia to radosny chaos potęgowany jeszcze przez bliski kontakt z widzami. Teksty Walczak i Łubieński piszą w błyskawicznym tempie, dając aktorom zaledwie kilka dni na próby. Z braku miejsca cała Burdel Trupa siedzi i przebiera się na scenie, czasem czytają z kartek, mylą się i zapominają tekstów, co wywołuje tym większą radość widowni. Ta jest na Chłodnej wyjątkowo trudnym partnerem. Nauczona już przy pokazach Klancyka żywej interakcji, nie waha się głośno komentować i wchodzić w dialog z aktorami, którzy zmuszeni są reagować na bieżąco. Ale kiedy Andrzej Konopka w kolorowych koszulach z żabotami wyciągniętych z zapomnianych półek w lumpeksie zapowiada program: „Lejdis and dżentelmen, madam i mesje. Mówią o nas różnie: wesoła trupa, dom schadzek, dziwki. Albo po prostu – burdel artystyczny, le bourdelle artistique”, a Anna Smołowik po raz kolejny bisuje miłosne wyznanie do zdobywającego w tym czasie kobiece serca Ryana Goslinga (piosenka w jej wykonaniu ma obecnie ponad dwieście tysięcy wyświetleń na YouTubie, co jest rekordem pośród opublikowanych Burdelowych piosenek), staje się jasne, że siłę tego Burdelu budują nie tylko nawiązujące do aktualnych wydarzeń w stolicy teksty Walczaka i Łubieńskiego, ale też przede wszystkim wdzięk i stuprocentowe zaangażowanie aktorów.


Jak w prawdziwym burdelu, nie brakuje erotyzmu. Dodaje go wprowadzająca na warszawskie sceny burleskę Betty Q i jej następczynie, prezentujące striptiz artystyczny, który za każdym razem wpisany jest kontekstowo w przewodni temat przedstawienia.

 

Wesoła trupa


Madam i mesje, przedstawmy bliżej poszczególne postacie przewijające się na stałe w Burdel Trupie. Samotna Matka aka Dzika Agnes aka HGW – bo każdy z aktorów Burdelu wciela się w kilka postaci – Agnieszka Przepiórska z jednej strony korzysta z osobistych doświadczeń, z drugiej staje się jedną z bywalczyń modnej Charlotte na placu Zbawiciela, z trzeciej portretuje prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz – wyśmiewając jej działania, choć twórcy Burdelu usłyszeli też zarzuty, że zbytnio ocieplili wizerunek „żelaznej Hanki”. Paula z Wilanowa aka Dziewczyna z Charlotte – Monika Babula reprezentująca warszawską klasę średnią rodem ze Słoikowa zapija smutki prosecco w cieniu Świątyni Opatrzności, usiłuje spłacić kredyt za apartament w Wilanowie, w końcu ląduje pod mostem, zanadto biorąc sobie do serca zalecenia życia w stylu eko. Lena Piękniewska aka Charlotte aka Trasa Toruńska aka Konstytucja – swoimi przejmującymi piosenkami powoduje ściskanie w gardle nawet u najbardziej cynicznej i zblazowanej publiczności. Profesor Max Hardkor aka Ostatni Hetero – czyli Maciej Łubieński – naczelny intelektualista w Burdelu, cierpiący na brak seksu z powodu dominacji homolobby w stolicy, ale wytrwale podrywający kobiety na aluzje literackie. Doktor Janusz Fak aka Pałac Kultury – naczelny psychoterapeuta Warszawy i molestowanej przez niego Pauli – Oskar Hamerski znany w Warszawie przede wszystkim ze sceny Teatru Narodowego i występów w poważnym repertuarze ujawnia nieoczekiwanie swoją vis comica, namawiając publiczność chociażby do zrobienia masażu osobie tuż obok. Wreszcie Burdel Tata aka Duszpasterz Hipsterów aka Komisarz Andrzejczuk – czyli Andrzej Konopka – dyrektor i konferansjer Burdelu lub ukochany ksiądz młodych warszawiaków, który dorobił się już własnego one man show, fanpage’a na Facebooku i kanału na YouTubie. Każdy z wymienionych wyżej aktorów to swego rodzaju odkrycie dla warszawskiej publiczności w nietypowym dla nich repertuarze i głównych rolach na małej na razie scenie na Chłodnej.


Walczak i Łubieński stworzyli kilka nośnych dla współczesności typów, bez oporów przyznając się z korzystania po części z prywatnych doświadczeń swoich aktorów. I tak Duszpasterz Hipsterów powstał dla Andrzeja Konopki, który otwarcie mówi o swoich doświadczeniach życia w małym miasteczku i kościele katolickim wdrukowanym w tyle głowy4. Samotna Matka to faktycznie Agnieszka Przepiórska, która w pewnym momencie zrezygnowała z występów po całym kraju na rzecz przebywania częściej z synem, a dramatyczne songi Leny Piękniewskiej przypominające przedwojenną Warszawę powstają m.in. pod wpływem inspiracji jej zaangażowaniem w kwestie żydowskie.

 

I tak jestem wyższy, szklane chuje


W większości są słoikami i nie boją się z tego żartować, jednak w odróżnieniu od tych, którzy traktują stolicę wyłącznie jako miejsce zarobku, wyjątkowo trafnie i z pewną czułością budują mitologię współczesnej Warszawy. W pierwszym wielkim hicie Burdelu Anna Smołowik śpiewała o trasie wybranej dla ukochanego Ryana Goslinga: „Pokażę Ci Warszawę, Plan B i Łazienki, Przekąski Zakąski, metro i Powązki, Instytut Teatralny i Dworzec Centralny, a na koniec zwiedzania Muzeum Powstania”. Przy okazji stworzenia rock-opery Noc w Pałacu przygotowanej w Barze Studio z czułością spojrzeli na Pałac Kultury, który w piosence śpiewanej przez Oskara Hamerskiego, na przekór wszystkim jego wrogom, zapewniał „jestem Polakiem, warszawiakiem” i kierował mocne słowa w stronę rosnących wokół niego szklanych wieżowców. Spektakl w praskim „Koneserze” był ukłonem w stronę niedocenianej, prawej strony Wisły: dzięki hitowi disco polo wykonanemu przez Przemysława Bluszcza i Tomasza Drabka Praski miś i protest songowi East Coast West Coast o budowie drugiej linii metra, która służy wyłącznie lewobrzeżnej Warszawie, a nie transportowi mieszkańców Tarchomina i Targówka.

 

Cienka czerwona linia


Walczak i Łubieński nie kryli bezpośredniej inspiracji kabaretami z okresu międzywojnia, reagującymi żywo na rzeczywistość, jak Momus czy Qui Pro Quo, a także działającymi w okresie PRL-u Kabaretem Dudek i Kabaretem Olgi Lipińskiej. Kolejne przedstawienia Burdelu stawały się więc swoistym przeglądem wydarzeń z pierwszych stron „Gazety Stołecznej”, którymi żyło miasto: od budowy drugiej linii metra, przez podpalanie „Tęczy” – instalacji Julity Wójcik na placu Zbawiciela, po pożar mostu Łazienkowskiego.


„Zapierdalamy po cienkiej czerwonej linii między tradycją teatru wspólnoty Jerzego Grotowskiego a tradycją teatru komercji Michała Żebrowskiego” – zapowiadał kpiąco Burdel Trupę Andrzej Konopka. Nakłuwając ambicje artystyczne polskich twórców teatru, odwiecznie marzących przecież o dużych pieniądzach, Walczak i Łubieński śmieją się sami z siebie. Jednym z kolejnych przebojów Burdelu była znów śpiewana przez Annę Smołowik piosenka Chcę na etat. Etat, gwarantujący aktorom bezpieczne życie i dochody, choć większość Burdel Trupy nie jest zatrudniona na stałe w żadnym teatrze.


Obaj autorzy Burdelu piszą teksty, czerpiąc z bogactwa polszczyzny mówionej, nie bojąc się wulgaryzmów, które pojawiają się przecież w tzw. środowiskach kulturalnych, lubiących rzucić sobie soczystą „kurwą” jako przerywnikiem w intelektualnych dyskusjach. Ich największym atutem są dialogi, brzmiące bardzo autentycznie, pisane pod aktorów, którzy dzięki swoim osobowościom i scenicznej inteligencji potrafią skeczom i piosenkom nadać rys indywidualny.

 

Gdzie jesteś, sponsorze?


„Warszawa padnie u Waszych stóp” – obiecywał Michał Walczak aktorom zaproszonym do pierwszego Pożaru w Burdelu, w co nie do końca wtedy wierzyli. Jednak rok później Burdel odpalił prawdziwą petardę na stołecznych scenach. Najpierw przenieśli się wraz z Grzegorzem Lewandowskim do Baru Studio na placu Defilad, dając tam premierę rock-opery Noc w Pałacu. Potem na dłużej zakotwiczyli się w Teatrze WARSawy – dawnym kinie Wars przejętym przez Teatr Konsekwentny, i tutaj przygotowali przedstawienie uznane za jedną z najważniejszych premier 2013 roku: Gorączkę powstańczej nocy, w którym odważnie zmierzyli się z mitologią Powstania Warszawskiego, konfrontując powstańców z hipsterską warszawką. Efekt? Książka ze scenariuszem przedstawienia, płyta z piosenkami, Wdecha od „Gazety Wyborczej” dla wydarzenia artystycznego roku 2013, zaproszenia z kolejnymi spektaklami do Nowego Teatru, Muzeum Historii Żydów Polskich i na Open’er Festival w Gdyni. Burdel wskoczył do mainstreamu, a zachwycona klasa średnia uznała, że wypada w nim bywać, płacąc nawet sto złotych za miejsce przy stoliku pod sceną. Piosenka Gdzie jesteś sponsorze?, kierowana właśnie w ich stronę, była zapowiedzią coraz większej niezależności finansowej Burdelu. Bilety na przedstawienia znikały w kilka dni, a na widowni zaczęły pojawiać się znane osoby życia publicznego w Polsce, jak Małgorzata Omilanowska, Michał Boni, Tomasz Raczek czy Marcin Meller, którzy swoimi zachwytami nakręcali rosnącą popularność.


Ewolucja przedsięwzięcia spowodowała naturalnie odpływ części alternatywnej publiczności z Chłodnej, która zarzucała im chwilami zdradę ideałów. Po raz kolejny dał o sobie znać odwieczny polski spór między „biednymi, ale niezależnymi” a „bogatymi, którzy się sprzedali”. Trudno jednak nie docenić osiągnięć całej ekipy, która spełniła tym samym ciche marzenia wielu twórców artystycznego undergroundu. Bez trudu udało im się zapełnić ponad 400-osobową widownię w praskim „Koneserze” na East Side Story. Musicalu o metrze i wódce, z udziałem Przemysława Bluszcza i Marii Maj, czy Teatr Polski, do którego zaprosił ich zachwycony Andrzej Seweryn, sam dając się obsadzić w roli marszałka Adama Struzika w przedstawieniu Don Juan w Warszawie. Zmieniły się nieco Burdelowe żarty, coraz mniej środowiskowe i wewnętrzne, coraz bardziej kierujące się w stronę polityki i opisywania kryzysu, który dotknął i polską „zieloną wyspę”. Dla klasy średniej wyśmiewanie historii małżeństwa Pauli i Zdzisława z Wilanowa, którzy nie radzą sobie ze spłacaniem kredytu we frankach, były jak wentyl bezpieczeństwa i możliwość złapania dystansu do własnej sytuacji.

 

Ten karnawał przeminie


Cztery lata działalności, trzydzieści pełnowymiarowych spektakli na koncie. Na początku nowy program Burdelu pojawiał się co półtora miesiąca, obecnie twórcy dają sobie więcej czasu na przygotowanie, angażując się także w inne przedsięwzięcia. Jesienią 2015 roku otworzyli własną, kameralną siedzibę na Pradze-Północ w dawnym sklepie przy placu Hallera. Dzika strona Wisły to kawiarnia, bar i niewielka scenka z widownią mieszczącą do 150 osób. Miejsce zapowiadane przez Michała Walczaka jako „oaza bezkarnych eksperymentów, inkubator rozwoju nowoczesnej dramaturgii, miejsce bez biurokratycznych procedur, gdzie można działać szybko i emocjonalnie” pozwala na prezentowanie one man show poszczególnych aktorów Burdel Trupy. Teatralny serial dorobił się bowiem tzw. spin offów – swoje show mają tutaj Duszpasterz Hipsterów czy Komisarz Andrzejczuk i jego wierny posterunkowy Augustyniak, dziewczyny z burleski czytają nago literaturę klasyczną. Recitale śpiewa Lena Piękniewska, wrócił też Rafał Rutkowski z one man show Seks polski. Pełnowymiarowy Pożar w Burdelu grany jest nadal w Teatrze WARSawy lub gościnnie pojawia się na warszawskich scenach.


Ostatni do tej pory, trzydziesty odcinek – Herosi transformacji i miecz Chrobrego – miał swoją premierę 27 maja 2016 roku i jak zapowiedzieli twórcy, jest podsumowaniem dotychczasowej działalności. Jak mantra pojawiało się w nim hasło: „To koniec Burdelu w dotychczasowym kształcie, nadchodzi dobra zmiana”. Na ile to faktycznie zapowiedź kolejnej ewolucji, a na ile kpina z wyborczego hasła partii rządzącej – tego Walczak i Łubieński na razie nie zdradzają. Pomysłów mają nadal wiele: Dzika strona Wisły ma być miejscem artystycznej burzy mózgów, za które odpowiedzialność biorą wszyscy członkowie Burdel Trupy. Na ile uda się utrzymać w nich dotychczasową energię – trudno powiedzieć. Trzymam za nich kciuki – ostatecznie przecież siedząc za zasmarkaną kurtynką na Chłodnej, sami nie spodziewali się, co z tego może wyniknąć.
 

 

1. Śródtytuły są cytatami z piosenek wykonywanych w Pożarze w Burdelu.

2. Źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,142472,17174621,Hipsterzy__blagam__tylko_nie_spiewajcie__Pozar_w_Burdelu.html, dostęp: 28.05.2016.
3. I. Szymańska, Kupa śmiechu z Burdelu na Chłodnej, „Gazeta Wyborcza – Stołeczna” nr 51/2013.
4. „Pożar w burdelu” rozśmieszy na Pikniku. Rozmowa z burdeltatą, [z A. Konopką rozmawia I. Szymańska], „Gazeta Wyborcza – Stołeczna” online, 7.06.2014.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij