Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
10/2016
Szafa z „Teatrami”
autor: Szymon Kazimierczak
Szafa z „Teatrami”
foto: Marta Ankiersztejn

W redakcji „Teatru” przy ulicy Koziej w Warszawie stoi spora szafa, w której można znaleźć większość archiwalnych numerów pisma. Najstarszy zeszyt z redakcyjnego archiwum datowany jest na przełom czerwca i lipca 1946 roku.

 

„Teatr” polskiemu teatrowi towarzyszy od siedemdziesięciu sezonów. Okrągłe rocznice sprzyjają zwykle formułowaniu okrągłych zdań, ale w przypadku jubileuszu tego najstarszego w Polsce pisma teatralnego o takie zdania trudno. Nawet pobieżna kwerenda wielkiej sterty jego starych roczników uświadamia bowiem, że właściwie nie sposób mówić o jednym „Teatrze” – tytule z trwałą historią czy atrakcyjną legendą. Taką choćby, jaką może chwalić się – mimo pewnych przeobrażeń – niezmienny w swoich celach, misji, ale też formacie i szacie graficznej, nawiązującej wciąż do swoich pierwszych numerów, młodszy o dekadę „Dialog”. „Teatr” swój profil i kształt zmieniał wielokrotnie. Jego pierwsze roczniki są pod wieloma względami niepodobne do numerów dwutygodnika kierowanego przez Edwarda Csató po roku 1952, te z kolei – ze zgoła innych przyczyn – niepodobne do numerów wydawanych po Październiku. Mniej więcej wtedy zresztą, na skutek reorganizacji SPATiF-u, ówczesnego wydawcy pisma, „Teatr” stał się na moment „Teatrem i filmem”, rozszerzając zakres swoich zainteresowań. Kilkanaście lat później pismo zyskało zaś podtytuł „Piosenka, scena, estrada” i przez kilka sezonów takiej właśnie tematyce poświęcało wiele miejsca. Zmiany logotypów, ale i całego layoutu, trudno dziś zliczyć – tych miał magazyn więcej niż redaktorów naczelnych. Na przestrzeni lat „Teatr” bywał dwutygodnikiem, miesięcznikiem, ale i „wielomiesięcznikiem” – tak było podczas stanu wojennego i… dwadzieścia lat później, już w wolnej Polsce, kiedy pismo borykało się z bardzo poważnymi problemami wydawniczymi.


Dzieje „Teatru” są złożone i zasługują na omówienie bardziej szczegółowe niż ten artykuł. Wertując stare numery pisma, chciałbym przede wszystkim przypomnieć ludzi, którzy „Teatr” redagowali, wypełniali ważnymi tekstami, projektowali, ilustrowali. Do dziś niemal odruchowo mówi się o „Teatrze” Edwarda Csató, Jerzego Koeniga, Andrzeja Wanata, Janusza Majcherka… Pamięta się także, że poszczególne redakcje miały swoje sympatie i antypatie artystyczne – że za Koeniga złe recenzje zbierał Adam Hanuszkiewicz, a na przykład redakcja Janusza Majcherka wiele i dobrze pisała o Teatrze Narodowym Jerzego Grzegorzewskiego. Pamiętamy, że pismo to miewało znakomitych autorów, którzy ze swoich tekstów pisanych dla „Teatru” układali czasem świetne książki. Warto wreszcie przypomnieć, że w panteonie autorów „Teatru” znajdują się nie tylko krytycy, ale tak- że artyści. Tradycję udostępniania łamów reżyserom, aktorom czy autorom sztuk pismo kultywuje do dziś. Zresztą, właśnie od manifestacji artysty zaczęła się jego historia.

 

Prehistoria


Wspomniany na początku najstarszy „Teatr” z 1946 roku, choć od niego liczy się ciągła numeracja pisma, nie jest ściśle jego pierwszym numerem. Ten ukazał się kilka miesięcy wcześniej, zredagowany w Krakowie przez zespół pod kierownictwem Jana Nepomucena Millera, który będzie kierował pismem do 1949. Krakowski epizod, raczej mało znany, stanowiący swego rodzaju ciekawostkę bibliograficzną1, jest zarazem dość emblematyczny. Otwiera go bowiem artykuł Stare narowy i nowe zagadnienia autorstwa Stefana Jaracza, którego maszynopis został podobno przekazany redakcji na kilka dni przed śmiercią artysty. Ten ważny tekst będzie później wielokrotnie przywoływany i określany mianem Testamentu Jaracza.


Pierwsze numery pisma, wydawane w „zeszytowym” formacie, na słabym papierze, poświęcano naturalnie dyskusjom na temat odbudowy polskiego życia teatralnego po wojnie. W numerze „zerowym” redakcja opublikowała także niepełną listę zmarłych i poległych podczas wojny krytyków i dramatopisarzy oraz spis teatrów, które zostały na nowo otwarte po wojnie. Już we właściwych „Teatrach” wydawanych w zniszczonej przez wojnę stolicy przeczytać zaś można m.in. tekst Bohdana Korzeniewskiego Zagłada teatrów warszawskich czy artykuł Leona Schillera na temat Konspiracyjnej Rady Teatralnej. Warto zwrócić także uwagę na ciekawą rozmowę z Arnoldem Szyfmanem, który opowiada o odbudowie Teatru Polskiego, gdzie jeszcze rok wcześniej „nic nie było […] ani krzeseł, ani dachu, ani szyb. Teatr Polski leżał w rozszabrowanej dzielnicy Warszawy”. Pismo rozpisywało także ważkie ankiety: O nowy repertuar scen polskich czy O nową recenzję teatralną. Głos zabierali m.in. Jarosław Iwaszkiewicz i młody Edward Csató.


Krótko pismem kierował Leon Schiller, który dobrze rozumiał, jaką wagę ma opis ulotnej sztuki teatru. Wraz ze swoim kolegium redakcyjnym planował stworzenie monumentalnej biblioteki wydawnictw teatrologicznych. Projekt nie został zrealizowany, ale swoje ambitne plany Schiller omawiał właśnie na łamach „Teatru”, którego przygotował zaledwie trzy podwójne zeszyty. Według Marty Fik2, „Teatr” w tamtym czasie, mimo niewątpliwie interesującej publicystyki choćby na tle pism literackich, nie do końca odzwierciedlał temperaturę ówczesnych sporów i polemik swojego środowiska. Atmosfera w kraju nie sprzyjała tymczasem wolnej twórczości, a nakaz propagowania doktryny socrealistycznej dotykał prasę kulturalną, w tym również „Teatr”. „Zwrot, który […] w 1949 zaczął skutecznie zwalczać opóźnienia ideologiczne […] nie może pozostawić odłogiem spraw krytyki teatralnej”3 – grzmiała redakcja już w 1950 roku. Przez kolejne lata pismo wypełniały propagandowe wstępniaki, pisane z okazji kolejnych rocznic rewolucji październikowej, relacje z festiwali sztuk radzieckich, w końcu zaś w 1953 w ręce czytelników trafił specjalny numer wydany w związku ze śmiercią Józefa Stalina – z jego wizerunkiem na okładce pisma. „Teatr”, zresztą nie tylko on, pełnił w tym czasie funkcję propagandową, a i później traktowany był przez władze komunistyczne jako narzędzie polityki kulturalnej. „Wiele wynurzeń, naznaczonych duchem partyjnej ideologii – przypominał wszakże dwadzieścia lat temu Janusz Majcherek – miało charakter koniecznych serwitutów, które […] pozwalały na dalszych stronach pisma zajmować się rzetelną i uczciwą krytyką”4.

 

Nudne, ale fachowe


W 1952 roku pismo zostaje zreorganizowane. Zmienia wydawcę – z PIW-u na SPATiF – zyskuje nowy, większy format, bardziej „gazetową” redakcję wnętrza i zupełnie nową treść. „Teatr” obejmuje Edward Csató i w gruncie rzeczy tworzy go na nowo.


Csató – jeden z najważniejszych powojennych krytyków, tłumacz, wykładowca, znawca twórczości Leona Schillera, którą wielokrotnie opisywał – debiutował jako recenzent na łamach „Nowin Literackich”, zaś w „Teatrze” dał się zauważyć już w 1946 roku, kiedy zabrał głos we wspomnianej już ankiecie O nową recenzję teatralną5. W swojej interesującej wypowiedzi stawiał krytykom teatralnym raczej wygórowane jak na tamte czasy wymagania: chciał, by nie tylko relacjonowali przedstawienia, ale także dostrzegali ich szeroki kontekst, by ich oceny miały solidną intelektualną podbudowę, a ich teksty czytało się jak dobrą literaturę. Postulował, krótko mówiąc, fachowość krytyki. Ten postulat kilka lat później zaczął wprowadzać w życie sam, jako szef pisma, ale także kształcąc niemałe grono wybitnych indywidualności: w latach pięćdziesiątych organizował Koło Młodych Krytyków Teatralnych, do którego należeli Jerzy Koenig, Jerzy Timoszewicz czy Andrzej Władysław Kral.


Dla „Teatru” nie napisał wielu recenzji, w ostatnich latach życia właściwie wycofał się z uprawiania krytyki – choć regularnie uprawiał felietonistykę, najpierw jako Kali, a potem jako e.c., w cyklu zatytułowanym List z widowni. Najlepsze teksty krytyczne Csató to niespieszne „demontaże” kolejnych pięter przedstawień, które autor opisywał niezwykle obrazowo, z ogromną dyscypliną intelektualną. Warto dziś sięgnąć choćby po błyskotliwą analizę Murzynów Hübnera6 – przedstawienie z 1962 roku pod piórem Csató dosłownie staje przed oczami. Krótko przed śmiercią wyznał, że lubi, kiedy krytyk „nie tyle sądzi, ile zastanawia się”7, i to zdanie świetnie charakteryzuje styl recenzji tego autora. Pozwala też zrozumieć, dlaczego Csató jest obecnie raczej rzadko czytany i przywoływany. Nie był bowiem krytykiem, którego kojarzymy dziś z jakimś kanonicznym tekstem, czy choćby nawet efektownym bon motem. Nie „odkrył” też żadnego młodego artysty, wnikliwie opisywał za to twórczość Schillera i przez cały swój okres szefowania „Teatrowi” udostępniał łamy jego następcy – Erwinowi Axerowi. Swoje legendarne felietony pod hasłem List ze sceny Axer publikował na tych łamach przez osiemnaście lat i złożył z nich cztery książki. Pod pseudonimem Quidam pisał zaś w „Teatrze” Jerzy Kreczmar, bliski współpracownik reżysera we Współczesnym w Warszawie.


Słowo „fachowiec” stało się jednym z najważniejszych haseł w dyskusji o krytyce teatralnej przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych. „Nudne to pismo robimy, bo nudne, ale za to fachowe. I głupstw u nas jakby mniej, niż gdziekolwiek indziej” – mawiał podobno Csató8, i w tej ironii nie było chyba szczególnej kokieterii. Jego „Teatr” był odbierany rozmaicie, spośród kilku świadectw ówczesnej recepcji pisma są również takie, które otwarcie mówią o „wiecznym spóźnieniu wobec życia teatralnego”9, omijaniu przez redakcję „tematów zapalnych”, wreszcie „mało wyrazistym celu”10 pisma.

 

Szare marynarki


Być może to właśnie wtedy powstał stereotyp krytyka teatralnego, którego wiele lat później Maciej Nowak bezlitośnie nazwie „zgorzkniałym facetem w szarej marynarce”11, mając chyba na myśli dystans wobec teatralnych mód i ostrożność w przyjmowaniu nowości. Cechę tę rzeczywiście uosabiał nie tylko Csató, ale także – w różnym stopniu – późniejsi szefowie pisma. Biorąc ostre określenie Nowaka za dobrą monetę, można powiedzieć, że jest to jakiś rys charakterystyczny „Teatru” – pisma, które raczej nigdy nie rozpieszczało artystów najgłośniejszych, najefektowniejszych, najmodniejszych, a na teatralne „boomy” patrzyło z zaciekawieniem, ale i rezerwą. Gdy na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Warszawa oblegała Teatr Powszechny, a potem Narodowy, by oglądać głośne inscenizacje Adama Hanuszkiewicza, redakcja „Teatru” wysyłała tam swoje najostrzejsze pióra, by polemizować z idolem młodej widowni. Za jedną z takich recenzji Marta Fik została podobno objęta zakazem wstępu na przedstawienia Teatru Narodowego12. „Hanuszkiewicz – pisał z kolei Koenig – ma w sporze ze swoimi oponentami jeden trudny niewątpliwie do zbicia argument: do jego teatru się chodzi”13. Kilkadziesiąt lat później w podobnym duchu o Krzysztofie Warlikowskim będzie się wyrażał Janusz Majcherek.


Choć trzeba też pamiętać, że w PRL-owskiej rzeczywistości „Teatr” nie o wszystkim mógł pisać. Próżno na przykład wertować jego stare roczniki w poszukiwaniu komentarzy na temat Dejmkowskich Dziadów. Partyjne władze już 21 grudnia 1967 roku wstrzymały wszystkie publikacje związane z przedstawieniem – dwutygodnik „Teatr” nie zdążył już na to wydarzenie zareagować. W swoim Raptularzu notował Zbigniew Raszewski: „Wracając spotykam Edzia Csató. Zdjęte Dziady, wiesz? – pytam. Jak to, czy wiem. Mnie zdjęli w »Teatrze« siedem stron druku o Dziadach, okładkę, zdjęcia, recenzję, wszystko”14.


Wracając jednak do linii pisma, która zakładała pewien dystans wobec teatralnych mód, trzeba przypomnieć, że „Teatr” nieraz dostrzegał i doceniał młodych twórców. Niektóre obserwacje redakcji czas zweryfikował bardzo pozytywnie – jak choćby tę z legendarnego edytorialu Jerzego Koeniga, zatytułowanego Młodzi, zdolni15, w którym krytyk wskazał ciekawie zapowiadające się nazwiska reżyserów młodego pokolenia. Wśród nich znaleźli się: Jerzy Grzegorzewski, Izabella Cywińska, Helmut Kajzar, Maciej Prus. Trafności spostrzeżenia Koeniga nie trzeba dziś udowadniać, zaś samo sformułowanie, jak wiadomo, przeszło do języka potocznego i powracało wielokrotnie w późniejszych latach. Podobnie – choć z innych powodów – przyjęło się jego hasło z innego napisanego w „Teatrze” tekstu: Teatropisanie.


Wstępniaki Koeniga (część z nich można przeczytać w tomie Rekolekcje teatralne) stały się jednym ze znaków rozpoznawczych „Teatru”, którym ten znany krytyk kierował przez niespełna trzy sezony, od 1968 do końca 1971. Nowy naczelny przejął pismo po nagłej śmierci Csató, który „Teatrowi” szefował aż szesnaście lat. Koenig utrzymał stary zespół redakcyjny, ale wprowadził do niego dwa nowe nazwiska: Martę Fik oraz Bożenę Frankowską, nawiązał też współpracę z nowymi autorami, wśród których znalazł się choćby szekspirolog i korespondent z Trójmiasta Andrzej Żurowski. Przywrócił na łamy także Świstki teatralne, czyli żartobliwy przegląd przedwojennej prasy, podpisywane pseudonimem Theatralski, za którym krył się historyk teatru i świetny edytor – Jerzy Timoszewicz.


Wyjątkowość „Teatru” Koeniga, który redakcję przejął bezpośrednio po trzyletnim okresie pracy w kultowej „Współczesności”, polegała chyba na tym, że zachowując wypracowane przez swojego wybitnego poprzednika elegancję i wysoki poziom krytycznej refleksji, stał się tytułem o nieco ostrzejszych konturach. Z jednej strony temperamentu nadawały mu wspomniane edytoriale naczelnego, z drugiej – więcej miejsca poświęcono na recenzje. Ważnym elementem „Teatru” Koeniga były też środowiskowe spory o kształt życia teatralnego i redakcyjne podsumowania sezonów.

 

Metamorfozy


Na fali zmian po przejęciu kierownictwa PZPR przez Edwarda Gierka, Jerzego Koeniga w 1972 roku zastępuje Witold Filler. Po kompromitacji ekipy Gomułki nowa władza zmieniała wizerunek, z eksponowanych stanowisk odsuwano ludzi, którzy w ostatnich latach wykazywali się wobec partii wyraźną służalczością. Filler – „ideowo pryncypialny”16 krytyk teatralny, autor niesławnego wystąpienia w programie Pegaz, które Zbigniew Raszewski nazwał „pierwszą enuncjacją wyjaśniającą stanowisko władz PRL w sprawie Dziadów w Teatrze Narodowym” – zakończył wówczas karierę wieloletniego szefa Redakcji Rozrywki Telewizji Polskiej i dostał znacznie spokojniejszą posadę w redakcji branżowego magazynu. Według niektórych relacji pracę w piśmie traktować miał zresztą „jako zsyłkę”17. Zmianę tę poprzedził na łamach „Teatru” swoisty finał sporu Koeniga z Hanuszkiewiczem – redakcja opublikowała mianowicie sfałszowany Angielski wywiad18, który mógł stać się pretekstem do usunięcia Koeniga z redakcji.


„Teatr” przeszedł znaczną metamorfozę. Niejako sygnaturą nowego szefa, związanego z branżą rozrywkową, stał się wymowny podtytuł: „Scena. Rozrywka. Estrada”. Pismo zaczęło publikować m.in. relacje z Festiwalu Piosenki w Sopocie, zaś rozległe kontakty Fillera pozwoliły na zaproszenie na łamy barwnych osobowości: swoje felietony pod nazwą Porady estradowca ogłaszał Jerzy Fedorowicz, gościnnie na łamach pojawiał się także popularny satyryk Jerzy Wittlin. Filler zacieśnił też współpracę pisma z wybitnymi plastykami: swoje obrazkowe komentarze publikował wtedy znany rysownik Szymon Kobyliński, regularnie z „Teatrem” zaczął współpracować tak- że Józef Szajna, który zaprojektował jedną z bardziej efektownych okładek w tamtym czasie.


Skoro o plastykach mowa, to nie ulega wątpliwości, że „Teatrowi” przydarzały się współprace z najlepszymi. Wieloletnim rysownikiem pisma był scenograf Andrzej Stopka, którego bezlitosne karykatury ukazujące najważniejsze postaci teatru, publikowane w „Teatrze” w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, zasługują na osobny album. Ceniony grafik Henryk Tomaszewski zaprojektował z kolei elegancką okładkę numeru poświęconego pamięci Edwarda Csató. Zaś w latach dziewięćdziesiątych z pismem współpracował Jan Polewka.


Wcześniej, w 1975 roku, kiedy redakcję przejął Henryk Bieniewski, pismo zyskało bardzo charakterystyczny layout, stworzony przez młodego grafika Marcina Mroszczaka, który projektował monochromatyczne okładki inspirowane estetyką pop-artu. Bieniewski, przywiązany podobno do „Teatru” Csató, zmienił kurs pisma, które stało się na powrót miejscem poważnej refleksji o teatrze artystycznym. Jednocześnie umacniał więzi ze środowiskiem teatralnym, choćby poprzez zaproszenie na łamy Andrzeja Łapickiego, który swoje często uszczypliwe felietony z cyklu Przed lustrem pisał anonimowo, pod pseudonimem Kolega. Najważniejszym osiągnięciem nowego naczelnego było jednak powołanie Nagrody im. Konrada Swinarskiego, którą od tej pory redakcja zaczęła honorować najlepszego reżysera sezonu. Tragiczna śmierć wybitnego artysty, która przypadkiem zbiegła się z początkiem szefostwa Bieniewskiego, stała się wydarzeniem o dużej wadze dla polskiej kultury. Były redaktor naczelny tak wspominał okoliczności powołania nagrody:

 

Pomyślałem, że wobec faktu, iż była to postać wybitna, taka nagroda na pewno będzie miała znaczenie dla pisma. Ale ustanowienie nagrody to mało, bo trzeba zapewnić jej jakieś zaplecze finansowe. Udałem się do swoich znajomych w wydziale kultury KC. Instruktorem był tam Janusz Kasak. Mówię mu: zginął Swinarski i chcemy ustanowić nagrodę jego imienia. Po pewnym czasie dzwoni do mnie i mówi: jest zgoda – towarzysze powiedzieli, że nagroda imienia żyjącego, to byłoby trudno, ale że zginął, to nie ma problemu. Oto rozumowanie polityków… Jak żyje, to nie wiadomo, co takiemu najwybitniejszemu do głowy przyjdzie – a że już nie żyje, to w takim razie jest to bezpieczna postać19.

 

Kolejna nagroda stworzona została w 1984 roku przy okazji XXIV Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych we Wrocławiu z myślą o najlepszych aktorkach i aktorach sezonu. Jej patronem uczyniono Aleksandra Zelwerowicza. Obie nagrody są przyznawane do dziś i cieszą się ogromnym prestiżem. Od 1975 roku powoływane co sezon przez redakcję jury wyróżniło aż 121 artystów. Od dziesięciu lat Nagrodą Specjalną redakcja honoruje też artystów o wyjątkowym dorobku. Trafia ona w ręce nie tylko wybitnych reżyserów, jak Jerzy Jarocki, czy aktorów, jak Danuta Szaflarska, ale także kompozytorów, scenografów, tłumaczy, fotografów teatralnych.


Kolejny redaktor naczelny, Jerzy Sokołowski, przeprowadzał pismo przez wyjątkowo trudny czas. Stan wojenny, co oczywiste, mocno dotknął „Teatr”. Wystarczy spojrzeć, jak chude są w tym czasie jego roczniki: w 1982 ukazały się zaledwie cztery numery. Jednocześnie lata osiemdziesiąte przyniosły redakcji wiele nowych nazwisk młodych autorów, którzy na łamach „Teatru” rozpoczynali swe kariery. Niektórzy – tak jak współpracująca z pismem od 1972 roku Barbara Osterloff czy Janusz Majcherek, a zaraz po nim także Wojciech Majcherek – związali się z pismem na długie lata. Inni – jak choćby Jacek Sieradzki, Tomasz Kubikowski, Maciej Nowak – poszli swoją drogą i dziś pełnią ważne funkcje redaktorów czy dyrektorów teatrów.

 

Pismo krytyków


Praca w „Teatrze” okazała się z kolei szczytem kariery Andrzeja Wanata. Z pismem był związany od 1983 roku, najpierw jako zastępca Jerzego Sokołowskiego, zaś jako szef – od 1990 przez sześć kolejnych lat, aż do swojej śmierci. Wanat słynął z niezwykle wnikliwych i dogłębnych analiz przedstawień, które podobno pisał miesiącami. Mając dyrektorskie i reżyserskie doświadczenie m.in. ze swojego rodzinnego Kalisza, zasłynął jako krytyk wyjątkowo uwrażliwiony na pracę artystów. Ci z kolei bardzo go za te cechy cenili, na ogół oczekiwali jego opinii i liczyli się z nimi, czego dowody znajdziemy choćby we wspomnieniowych tekstach Krystiana Lupy czy Jana Englerta20. Przejęcie redakcji „Teatru” przez Andrzeja Wanata w 1990 roku miało dla pisma duże znaczenie. Po pierwsze miesięcznik wrócił w ręce czynnego i – co zdecydowanie niebagatelne – wybitnego krytyka teatralnego. Jawnym znakiem tej przemiany był powrót wstępniaków redaktora naczelnego, które Wanat pisał pod wspólnym tytułem Trzecia strona. Tak się złożyło – i ma to dla pisma także dużą wagę – że i kolejni szefowie „Teatru”: Janusz Majcherek (1996–2005) i Jacek Kopciński (od 2006), to również ludzie krytyki. Po drugie – Wanat przejmował pismo w czasie ustrojowej transformacji, co pozwoliło mu „uruchomić” je niejako na nowo: otworzyć na nową problematykę, ale i redagować w nowy sposób. Niektóre koncepty z tamtego czasu przetrwały w „Teatrze” do dziś.


Świeżo przejęta przez Wanata redakcja podjęła dyskusję, którą żyło wówczas całe środowisko teatralne. Pytała mianowicie o nowy kształt Teatru Narodowego, który po pożarze w 1985 roku czekał na odbudowę gmachu. Ankieta na ten temat rozlała się na kilka numerów pisma, głos zabierali Jerzy Juk Kowarski, Kazimierz Braun, Marcin Jarnuszkiewicz, Adam Hanuszkiewicz, a nawet Marek Edelman. „Teatr” w późniejszych latach dość często ankietował środowisko – zwłaszcza kiedy redakcja chciała zastanowić się nad bieżącymi problemami teatru, opisać nowe zjawiska lub scharakteryzować okres wyraźnych przemian na scenie. W 2000 roku w ankiecie Pierwsza dekada: wolność, czyli koniec? pytała o teatralny dorobek dziesięciolecia wolnej Polski, podobne pytanie, pod hasłem Wolny Dwudziestoletni, postawiła w 2009 roku, zaś dwa lata później zapytała krytyków i artystów o najlepsze teksty dramatyczne ostatniej dekady. Jednak zdecydowanie najważniejszą ankietą „Teatru”, wymyśloną w 1991 roku przez redakcję Wanata, publikowaną cyklicznie do dziś i wciąż budzącą niemałe emocje, jest Najlepszy, najlepsza, najlepsi, czyli podsumowanie sezonu w kilkunastu kategoriach przez kilkunastu krytyków różnych pokoleń, gustów i światopoglądów.


Janusz Majcherek, krytyk teatralny związany z pismem od wielu lat, przejął jego stery po nagłej śmierci Andrzeja Wanata w 1996 roku, wprowadzając je niejako na nowe wody. Zaczął na łamach „Teatru” odnotowywać obecność młodych wówczas twórców: Warlikowskiego, Jarzyny, Cieplaka, Augustynowicz, choć jego redakcja nie wszystkie ich premiery przyjmowała równie entuzjastycznie. Zdecydowanie bardziej doceniała spektakle Jerzego Grzegorzewskiego w Teatrze Narodowym, któremu poświęcała na łamach pisma wiele miejsca i uwagi. Z czasem „Teatr” Majcherka, choć publikował recenzje świetnych autorów, stawał się często również pismem problemowym, niejednokrotnie ustawiając teksty w blokach tematycznych: o scenografii, o Eliocie, o Austriakach czy o wspomnianym już Grzegorzewskim, któremu redakcja – na okoliczność śmierci artysty – przygotowała monograficzny numer.


W czasach transformacji „Teatr” zaczął jednak borykać się z poważnymi problemami finansowymi i wydawniczymi, co powodowało, że częstotliwość ukazywania się numerów była, mniej więcej od końca 2002 roku, dość chwiejna. W 2005 ukazały się zaledwie cztery łączone numery pisma, a w pewnym momencie miejsca na swoich łamach użyczała mu redakcja „Sceny”. Pismo zaczęło znikać nie tyko z księgarni, ale i ze świadomości czytelników, dlatego sukcesem jego kolejnego szefa, Jacka Kopcińskiego, było odzyskanie i utrzymanie stabilności „Teatru”, który w 2006 roku został włączony do prestiżowej grupy pism patronackich, stale dotowanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


Ostatnia dekada, którą redakcja „Teatru” przepracowała, dzieląc duże mieszkanie w kamienicy przy ulicy Koziej z redakcją „Literatury na Świecie”, była czasem budowania nowej formy pisma. „Teatr” dwukrotnie zmienił layout, zaś w 2012 roku po raz pierwszy w historii wprowadzono na jego łamy kolorowe fotografie. Zmiana szaty graficznej pociągnęła za sobą nową organizację treści. „Teatr” nadał większe znaczenie rozmowom z artystami, które w ostatnich latach są w piśmie mocno eksponowane. Ważnym działem stały się „Przestrzenie teatru” – miejsce na eseistykę teatralną o szerokim zakresie: od dramaturgii, przez reżyserię, aktorstwo, choreografię, muzykę, po rzemiosło teatralne i architekturę. Felietonistami „Teatru” nadal bywają artyści, najczęściej związani z twórczością dramatyczną – Michał Walczak, Wojciech Tomczyk, Zyta Rudzka, a ostatnio ukraińska dramatopisarka Natalia Worożbyt oraz Marek Kochan. Choć w centrum zainteresowania pisma znajduje się działalność scen dramatycznych, redakcja zabiera głos także w sprawach teatru operowego, lalkowego, offowego czy społecznego – rzadziej recenzując konkretne spektakle, częściej publikując teksty o charakterze syntez, portrety grup czy rozmowy. Pismo poświęca także miejsce sprawom organizacji życia teatralnego.


Bez fałszywej skromności można też powiedzieć o kilku osiągnięciach ostatnich lat. Należy do nich z pewnością seria wydawnicza „Teatr. Krytycy” (nie pierwsza: wcześniej istniała także seria „Biblioteka »Teatru«”), która obecnie liczy sobie cztery książki złożone z tekstów autorów „Teatru”: Kto ma mieć pomysły? Jerzego Koeniga, Spacer po barykadach Jolanty Kowalskiej, Niedoskładanka Janusza Majcherka oraz najnowszy Powrót „Dziadów” Jacka Kopcińskiego. Ważne były numery monograficzne – przygotowany w reakcji na Euromajdan we współpracy z ukraińskimi autorami numer poświęcony współczesnemu teatrowi na Ukrainie oraz wydany z okazji Roku Polskiego Teatru numer specjalny, będący zbiorową próbą nakreślenia panoramy współczesnego teatru w Polsce i przeglądem dokonań rodzimej teatrologii. W numerze tym redakcja zamknęła także cykl „Mapa teatru publicznego”, który rozciągnięty był na cały jubileuszowy rok i składał się z krótkich portretów wszystkich publicznych scen w Polsce. Został on niedawno wydany w formie książkowej.


„Teatr” się zmienia, a najlepszym źródłem wiedzy o działalności redakcji nie są już stare roczniki zamknięte w drewnianej szafie, ale strona internetowa pisma, gdzie ciekawy czytelnik znajdzie także zakładkę „Bibliografia”. Wkrótce zgromadzone w niej adresy szkiców, recenzji, felietonów i rozmów redakcyjnych powstałych w ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat odsyłać będą do cyfrowej wersji zawartości miesięcznika. Dawny „Teatr” na nowoczesnym tablecie – czemu nie?

 

Przez cały październik w galerii Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego można odwiedzać wystawę Najlepsze w „Teatrze”, poświęconą historii i współczesności pisma.

 


1 A.W. Kral, Nad trzydziestoma rocznikami naszego pisma, „Teatr” nr 12-13/1976, s. 3–5.

2 M. Fik, Trzydzieści pięć sezonów. Teatry dramatyczne w Polsce w latach 1944–1979, Warszawa 1981, s. 31.

3 „Teatr” nr 5/1950, s. 3.

4 J. Majcherek, Pro domo sua, „Teatr” nr 9/1996, s. 3–4.

5 O nową recenzję teatralną, [odpowiedź Edwarda Csató], „Teatr” nr 4/1946, s. 16.

6 E. Csató, Zbyt trudny eksperyment, „Teatr” nr 2/1962, s. 4.

7 „Miesięcznik Literacki” nr 7/1968, s. 129–130.

8 J. Koenig, Czy pamiętamy o Nim?, „Teatr” nr 9/1978, s. 5.

9 J. Koenig, Dwa i pół sezonu we „Współczesności”, [w:] tegoż, Rekolekcje teatralne, Warszawa 1979, s. 216.

10 Zob. E. Heisse, Dwie dyskusje, „Pamiętnik Teatralny” z. 1/1951.

11 M. Nowak, Dlaczego wątroba?, [w:] Wątroba. Słownik polskiego teatru po 1997 roku, Warszawa 2010, s. 8.

12 R. Węgrzyniak, Demonstracje, „Teatr” nr 2/2012, s. 20.

13 J. Koenig, Bardzo modne „Wyzwolenie”, „Współczesność” nr 24/1966, s. 7.

14 Z. Raszewski, Raptularz, [wpis z 18 stycznia 1968 roku], Londyn 2004, s. 27.

15 J. Koenig, Młodzi, zdolni, „Teatr” nr 17/1970, s. 3.

16 Określenie Andrzeja Władysława Krala, [w:] Nad trzydziestoma rocznikami…, dz. cyt., s. 5.

17 Azyl, [z H. Bieniewskim rozmawia P. Płoski], „Teatr” nr 12/2010, s. 74.

18 Zob. Angielski wywiad z Hanuszkiewiczem, „Teatr” nr 20/1970, s. 21–22 oraz List Adama Hanuszkiewicza w sprawie „Angielskiego wywiadu z Hanuszkiewiczem”, „Teatr” nr 16/1970, s. 24.

19 Azyl, dz. cyt., s. 76.

20 Numer 5 z 1997 roku w całości poświęcony został pamięci Andrzeja Wanata.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij