Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
12/2012
W brzuchu Wilka
autor: Halina Waszkiel
W brzuchu Wilka
foto: Wojciech Nowak

Robert Jarosz posłużył się motywem Czerwonego Kapturka, by pokazać współczesność i wręcz historyczną namacalność żywych i odwiecznych prawd leżących na dnie baśni i mitów.

Dramaturgia Roberta Jarosza ma swe artystyczne korzenie w teatrze lalek. Jego sztuka W beczce chowany organicznie wyrasta z teatralnego myślenia formą. Podobnie było w przypadku reżyserowanego przez Jarosza Pinokia. Dramat zatytułowany W brzuchu Wilka („Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży” nr 32, Poznań 2011), choć nawiązuje do baśni o Czerwonym Kapturku, adresowany jest do widzów dorosłych i starszej młodzieży. Jest trudny, mroczny i fabularnie skomplikowany.
Autor nawiązał do konkretnej postaci – niejakiego Karola Kota (urodzonego w 1946 roku), zwanego „wampirem z Krakowa”, który w latach sześćdziesiątych XX wieku wywołał psychozę strachu. Karol Kot został oskarżony o zamordowanie dwóch osób (77-letniej kobiety i 11-letniego chłopca), dziesięć prób zabójstwa (w tym sześć przez otrucie) oraz cztery zbrodnicze podpalenia. Lekarze psychiatrzy badający mordercę orzekli jego poczytalność i działanie z pełną świadomością. Podczas procesu bandyta opisywał z detalami planowane zbrodnie oraz chełpił się swoim upodobaniem do broni i do krwi. Był całkowicie pozbawiony uczuć i jakiejkolwiek świadomości moralnej. W 1968 roku został stracony przez powieszenie. Szokowały jego wypowiedzi w rodzaju: „Prawo mnie nie obchodzi, bo ja stwarzam dla siebie właściwe normy. […] Zabójstwo dla przyjemności nie powinno być karane; automatycznie nie jest przestępstwem tak jak jest nim morderstwo dla rabunku. Przestępstwa – to kradzież, pijaństwo, prostytucja. Ja nie jestem przestępcą, jestem tylko zabójcą”. W dyskusjach toczących się wokół głośnego procesu pojawiały się próby uchwycenia istoty i źródeł zła. Wskazywano na dziedzictwo wojny, Oświęcim (który Kot zwiedzał z wycieczką szkolną), a także patologie fizyczne jako przyczyny krwiożerczych zachowań. Padło pytanie o genetyczne uwarunkowania dewiacji psychicznych i granice ludzkiej odpowiedzialności za czynione zło.
Robert Jarosz wrócił do archetypu kształtującego baśń o Czerwonym Kapturku: Wilk jest wcieleniem i symbolem zła, a zło jest odwieczne, niezniszczalne, nieusuwalne. Akcja sztuki dzieje się we współczesnym świecie i zarazem w zaświatach. Wilk wspomina poprzednie swoje wcielenia, kary śmierci mu wymierzane i nadal robi to samo: zastawia pułapki, łapie ofiary i bestialsko je morduje. W przypadku młodych dziewczyn mord nabiera zabarwienia seksualnego, co też od dawna psychoanalitycy wskazywali, analizując relację Wilka i Czerwonego Kapturka.
Babcia to w sztuce duch jednej z ofiar, która „wstała z grobu” oburzona próbami uniewinniania swojego mordercy za pomocą argumentów medyczno-genetyczno-psychologicznych:

 

BABCIA: Przeczytałam artykuł w „Przekroju” [artykuł autentyczny – przyp. H.W.] i z grobu wstałam. Pani redaktor napisała, że niby nie ma moralności. Są tylko geny i jak ktoś ma czegoś więcej lub mniej, to już później tak całe życie. Ponoć da się zmierzyć i zważyć, kto ile czego ma. Ale co mną wstrząsnęło, że wstałam i jestem. To, że ponoć jest coś takiego, jak gen agresji i to każdy ma, tylko niedużo, a jak ktoś ma więcej, to nie ma rady. Nie wytłumaczysz, że coś jest dobre, a co innego złe. […] Udowodniono, że są ludzie pozbawieni moralności. Zamiast moralności mają geny. Zamiast sumienia mają geny. Zamiast żałować za grzechy, idą do kiosku, kupują gazetę, „Przekrój” na przykład, czytają upstrzony artykuł i sądzą, że są rozgrzeszeni. Skoro sam Pan Bóg mnie takim stworzył, a naukowcy to potwierdzili. My wtedy, w sześćdziesiątym czwartym, o tych genach nie wiedzieliśmy. Każdy się bał. Myśleliśmy, że to bestia.

 

Babcia domaga się karania śmiercią morderców i najchętniej sama objęłaby funkcję kata. Przy okazji autor stawia istotne pytanie dotyczące dopuszczalności kary śmierci. Babcia stwierdza:

 

BABCIA: Pomimo tego, że dwie wojny przeżyłam, byłam przeciwniczką kary śmierci. Z jednej strony całym sercem byłam za tym, żeby niektórych ludzi po prostu likwidować, lecz z drugiej strony nie mogłam zaakceptować faktu, że z moich podatków byłyby opłacane pensje katów. Wydawało mi się to nieetyczne. To takie rozwiązanie dla słabych, przestraszonych ludzi. Umywanie rączek, płacenie komuś, by zrobił to za nas. […] Bardzo mnie ucieszyło to rozwiązanie, które przyszło ze wschodu. Kara śmierci bez pensji kata. Kara śmierci dla wszystkich i od wszystkich. […] Gdy ktoś przez sąd został skazany na śmierć, ktoś inny z obywateli był wylosowany do roli kata. Jeżeli jesteś za karą śmierci, musisz być gotów na to, że ktoś z siekierą zapuka do twych drzwi i powie: Teraz tniesz ty. To jest dopiero równość. […] Gdybym choć raz to ja była wybrana. Gdybym to ja mogła spuścić siekierę.

 

Babcia należy do grona ofiar, więc odruchowo jej współczujemy, tymczasem i ona ujawnia mordercze instynkty. Wilk jest w każdym z nas – zdaje się mówić Jarosz. Odmienność zabójcy polega na tym, że jasno stwierdza: „Prawo do śmierci mam ja”.
Czerwonym Kapturkiem są w sztuce trzy postacie: żyjąca w latach sześćdziesiątych XX wieku siedemnastolatka przeżywająca pierwszą miłość; współczesna studentka I roku farmacji, z tej racji nazwana Farmacją, oraz ponadczasowy Czerwony Kapturek – matryca losu dobrej dziewczynki w złym świecie. Otwarty i serdeczny stosunek do ludzi obu „realnych” dziewczyn to zatem nie wynik dziecięcej naiwności. Nie przekraczają one zakazu mamusi, pouczającej córeczkę, by nie zbaczała z drogi. Jedna po prostu wpuszcza do domu „przedstawiciela gazowni”. Wszystkie trzy zachowują się „po ludzku”, to znaczy dostrzegają w otaczających je istotach ludzi, a nie bestie. Dzięki temu są zdolne do miłości i niesienia innym pomocy. Relacja nastolatki z Chłopcem jest pięknym, czystym, wzajemnym uczuciem, odmalowanym przez autora z wielką delikatnością. To porcja dobra i światła w mrocznym świecie („Dobro ma na imię Weronika”, „Dobro ma na imię Marek”). Tym bardziej pociąga Wilka – wcielenie destrukcji.
W jednej ze scen Robert Jarosz dał bohaterce szansę pokonania zła. Oto Wilk wpadł do studni i woła o ratunek. Czerwony Kapturek żądanej pomocy udziela:

 

Cz. KAPTUREK: Jakieś biedne zwierzątko zawyło. Już biegnę ci pomóc!
CZARNA DZIURA: Las był suchy, sosnowy. Za jednym z pagórków bez trudu dostrzegła jamę.
Cz. KAPTUREK: Cóż za straszna czarna dziura. Hop, hop, czy jest tam ktoś?
WILK: Tu jestem dziecko, na samym dnie czarnej dziury.
Cz. KAPTUREK: Rzeczywiście na dnie lśnią dwie perły. To pewnie oczy biednego zwierzęcia. Jak mogę ci pomóc?
WILK: Podaj mi rękę.
Cz. KAPTUREK: Moja ręka jest zbyt krótka, nie sięga.
WILK: To ściągnij swoją czerwoną pelerynkę i podaj mi ją tak, jak podaje się linę.
Cz. KAPTUREK: To świetny pomysł!
CZARNA DZIURA: Uśmiechnęła się i pośpiesznie zdjęła pelerynkę. Drżała cała, przejęta tym, że komuś udziela pomocy. W tej jednej chwili stała się bardzo ważną osobą, tak jakby była dorosła. Wiedziała, że bez jej pomocy zwierzę nie wydostanie się z wykopanej pułapki. Trzeba wam wiedzieć, że sześć dni kopałem tę dziurę.
Cz. KAPTUREK: Trzy! Dwa! Do góry!
WILK: Już, już prawie.
Cz. KAPTUREK: Już widzę pyszczek i kły w pelerynce! To Wilk!
WILK: Dzień dobry, Czerwony Kapturku.
CZARNA DZIURA: Pożegnali się czule i rozeszli, każde w swoją stronę.

 

Czerwony Kapturek ratuje zagrożoną istotę bez pytania, kim ona jest. Ufa. I zyskuje wdzięczność, skoro „pożegnali się czule”, co nie znaczy, że dziewczynka na zawsze będzie bezpieczna od Wilka. Nikt nie jest.
Pytając o źródło zła, Robert Jarosz wskazuje demiurga, nazwanego w sztuce Czarną Dziurą. To on/ona w pierwszej scenie nadaje istocie X imię „Wilk” i przydziela mu los („drogę”). Co więcej, deklaruje obojętność na jego los i stwierdza: „już nigdy nie odpowiem na żadne z twoich pytań”, „twój cały świat, to tylko kilka moich słów, w których nie ma sensu. Jest tylko kaprys. Daję ci trzy słowa. Radź sobie sam. Mam cię gdzieś”.

 

CZARNA DZIURA: Jesteś żałosny.
WILK: Jakie to słowa? Te trzy słowa.
CZARNA DZIURA: Słowa, jakieś tam słowa. Ugryźć, ciepło i pępek.
WILK: Ugryźć, ciepło i pępek.
CZARNA DZIURA: Tak, takie słowa. Byle jakie słowa.
WILK: A jeśli użyję innych słów?
CZARNA DZIURA: Wtedy spotka cię kara.
WILK: Jaka?
CZARNA DZIURA: Nigdy nie umrzesz.
WILK: W sensie, że będę żyć wiecznie?
CZARNA DZIURA: Tak, ale nie ciesz się. Będziesz żyć do znudzenia. Sam siebie znienawidzisz, ale nie będziesz mógł z sobą skończyć. Zamiast tego, zaczniesz niszczyć wszystko to, co cię otacza.
WILK: Więc jaka jest moja gwiazda?
CZARNA DZIURA: Twoja gwiazda ma neon stylizowany na ten z Hollywood, tylko o innej treści.
WILK: O jakiej treści?
CZARNA DZIURA: Niszcząc, nie myśl o karze, lecz o przyjemności.
WILK: Niszcząc, nie myśl o karze, lecz o przyjemności.
CZARNA DZIURA: A jeśliby ktoś odjął coś ze słów tego proroctwa, to odejmę mu udział w drzewie życia wiecznego.

 

A zatem absurdalny demiurg generuje zło, którego ofiarami są wszystkie żywe istoty. Jarosz odwraca słynną kwestię z Fausta Goethego – słowa Mefistofelesa: „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro” (w innych tłumaczeniach: „Tej siły cząstka mała, / Która wciąż złego pragnie, a dobro wciąż działa”, czy „cząstka siły mała, co złego pragnąc, zawsze dobro zdziała”) i wkłada w usta Chóru Drwali słowa:

 

Pień się wali, na krzywą leci koronę.
To my jesteśmy siłą tą,
Która wiecznie chcąc prawego,
Lewiznę czyni.

 

Mefistofeles w dziele Goethego, choć z punktu widzenia ludzi czyni zło, pozostaje na usługach Boga. W utworze Jarosza ludzie, dla których Bóg stał się Czarną Dziurą, nawet jeśli chcą dobra, to i tak czynią zło. Mroczny obraz świata pokazywały także wcześniejsze sztuki Jarosza, jak W beczce chowany, Bez podłogi czy Szczurzysyn – jeden akt o nienawiści. Być może magiczna siła baśni sprawiła, że W brzuchu Wilka mimo wszystko kończy się nadzieją:

 

FARMACJA: Dobro ma na imię Weronika.
Cz. KAPTUREK: Lubi obracać się na trzepaku i wisieć do góry nogami.
FARMACJA: Przestań, już dawno z tego wyrosłam.
CHŁOPIEC: Dobro ma na imię Marek.
BABCIA: Gdy myje zęby, zakręca wodę.
WILK: Dobro ma na imię Wojtek i jest kierowcą autobusu.
BABCIA: Nie zamyka drzwi przed nosem, choć inni kierowcy naciskają już klakson.
Cz. KAPTUREK: Dobro ma na imię Łucja.
CHŁOPIEC: Robi pyszne pierogi. Z grzybami i kapustą. […]
WILK: Dobro biegnie przez las i w dłoni trzyma koszyk.
FARMACJA: Dobro czuje więcej, niż potrafi powiedzieć.
CHLOPIEC: Dobro oddycha głęboko.
BABCIA: Dobro miewa gorączkę.
Cz. KAPTUREK: Dobro bywa tak lekkie, że przez przypadek można je zgubić.
WILK: Dobro jest zbyt małe, by znaleźć je na pierwszych stronach gazet.

 

Powyższa kwestia zamyka sztukę i pozostawia widzów z istotnym przypomnieniem – że zło jest głośne i przez to lepiej widoczne, a dobro subtelne i trzeba chcieć je zobaczyć.
Tytuł sztuki jest przewrotny. Skoro Wilk/Zło połyka i zagarnia wszystko, to w jego brzuchu powstaje poniekąd nowy świat:

 

Cz. KAPTUREK: Pamiętam! Dzień wcześniej mijałam pana na schodach. Pan powiedział, że mam ładną sukienkę.
WILK: Dokładnie tak! Jesteśmy w brzuchu wilka. W brzuchu wilka jest zamek królewski. W brzuchu wilka są domy, drogi, lasy, jeziora. W brzuchu wilka latają ptaki i rosną kwiaty. W brzuchu wilka są groby ludzi, których wilk cenił. W brzuchu wilka jest wszystko to, co wilk połknął. W brzuchu wilka jest nawet dobry myśliwy, który wilka zastrzelił i rozpruł mu brzuch. Gdy rozpruł brzuch, ujrzał piękne wnętrze wilka i zachwycił się nim. Wszedł do środka i zszył brzuch od wewnątrz. Czerwony Kapturek w brzuchu wilka jest księżniczką, a babcia królową matką. Bo wilk jest miłością wzgardzoną, niedoskonałą. Stąd chwilowe przypadłości: zgaga, czkawka i inne obstrukcje.
Cz. KAPTUREK: Myślałam, że kładę się obok babci.
WILK: Wyobraź sobie, że to ja jestem bogiem.

 

Wilk/Zło tworzy świat pozornie opozycyjny do Bożego, jak od zawsze czynił szatan. Kusi nim człowieka od czasów Adama i Ewy, ale – tak jak Mefisto Goethego – jest tylko sługą sił wyższych. Skoro Wilk połyka wszystko, co dobre, to rzeczywiście – logicznie rzecz biorąc – świat w jego brzuchu jest godny zachwytu.
Joseph Campbell w Potędze mitu tłumaczy mitologiczny sens połknięcia przez bestię i przebywania w jej wnętrzu, jak na przykład Jonasz w brzuchu wieloryba:

Brzuch to mroczne miejsce, gdzie odbywa się trawienie i tworzy się nowa energia. Historia Jonasza w brzuchu wieloryba jest przykładem wątku mitycznego o zasięgu praktycznie światowym – wątku bohatera wchodzącego do brzucha ryby i wychodzącego stamtąd, ale już w postaci przemienionej. […] jest to zejście w ciemność. W kategoriach psychologicznych wieloryb reprezentuje moce życia uwięzione w podświadomości. […] W historii typu Jonasza bohater zostaje połknięty i zabrany do otchłani, aby następnie zmartwychwstać; jest to wariant tematu śmierci i zmartwychwstania. Osobowość świadoma styka się tu z ładunkiem energii nieświadomej, nad którą nie potrafi zapanować, więc musi zaznać uciążliwości rozlicznych prób i koszmarów okropnej, nocnej morskiej podróży, ucząc się jednocześnie, jak dojść do porozumienia z tą ciemną potęgą, aby ostatecznie wynurzyć się do jakiegoś nowego wymiaru życia. Druga możliwość jest taka, że bohater, napotykając moc ciemności, pokonuje ją i zabija, tak jak to zrobił Zygfryd i św. Jerzy, zabijając smoka (J. Campbell, Potęga mitu. Rozmowy Billa Moyersa z Josephem Campbellem, oprac. B. Sue Flowers, tłum. I. Kania, Kraków 1994, s. 231).

 

Przebywanie w brzuchu nieodparcie kojarzy się także z brzemiennością. Erich Fromm dostrzegł w zakończeniu Czerwonego Kapturka „triumf nienawidzących mężczyzn kobiet”. Pisał:

 

W jaki zatem sposób wilk zostaje ośmieszony? Przez pokazanie, iż próbował grać rolę brzemiennej kobiety, nosząc w swym brzuchu żywe istoty. Czerwony Kapturek wkłada mu do brzucha kamienie – symbol bezpłodności i wilk pada i zdycha. Jego uczynek, zgodnie z prymitywnym prawem odwetu, zostaje ukarany stosownie do popełnionej przez niego zbrodni: zabijają go kamienie, symbol bezpłodności, i w ten sposób zostaje on wyszydzony za uzurpowanie sobie roli brzemiennej kobiety (E. Fromm, Zapomniany język, tłum. K. Płaza, Kraków 2011, s. 184).

Skoro u Jarosza cały świat znajduje się „w brzuchu wilka”, to znaczy, że cały świat zstąpił w mrok. Nie wiadomo, czy zmartwychwstanie jak Jonasz, czy też wyzwoli się z mocy zła i zabije symbolicznego smoka. Jeśli świat został „zrodzony” z Boga, to Wilk w sztuce Jarosza jest szatańskim uzurpatorem. Jest także kusicielem, skoro dobry myśliwy tak się zachwycił jego wnętrzem, że „wszedł do środka i zszył brzuch od wewnątrz”.
Robert Jarosz posłużył się motywem Czerwonego Kapturka, by pokazać współczesność i wręcz historyczną namacalność autentycznych, żywych i odwiecznych prawd leżących na dnie baśni i mitów. Nadal można opowiadać nasze życie (i wydarzenia z pierwszych stron gazet) poprzez powtarzanie dawnych, archetypowych fabuł.
Warto podkreślić odmienność takiego potraktowania klasyki baśniowej wobec dominującej tendencji do zabawy, musicalu i żartobliwego uwspółcześniania. Rzecz jasna, istotny jest tu adresat, bowiem sztuka Roberta Jarosza nie jest dla dzieci. Natomiast z pewnością jest to sztuka dla teatru lalek. Postać nazwana Czarną Dziurą, odnosząca się do ponadosobowego demiurga, nie powinna być zrównana w scenicznej realizacji z innymi postaciami. Byłoby tu miejsce dla nadmarionety w rozumieniu Craiga, istoty zbliżonej do ożywionych bóstw, nie ludzi. Wilk powinien być zarazem człowiekiem (mężczyzną-bandytą) i wilkiem, i jeszcze ponadczasowym wcieleniem zła. Czerwony Kapturek to jednocześnie dawny symbol, jak i dwie konkretne dziewczyny. Powinny być oddzielnymi jestestwami, a zarazem jedną istotą. Animatorka, która chwilami gra sobą (archetyp Czerwonego Kapturka), a chwilami wciela się w jedną lub drugą postać kobiecą, to modelowy przykład kreatywnych i plastycznych możliwości teatru form/lalek/animacji. Nawet Babcia, choć jednolita jako osobowość, występuje w sztuce jako zjawa z zaświatów i jej niematerialność w teatrze lalek może zostać pokazana, a nie tylko opowiedziana przez „żywoplanową”, a więc materialną i cielesną aktorkę. Robert Jarosz dobrze wie, że teatr lalek dysponuje szczególnymi środkami wyrazu.

 

Tekst jest fragmentem przygotowywanej do druku książki Dramaturgia polskiego teatru lalek Haliny Waszkiel.
 

O polskiej prapremierze dramatu W brzuchu Wilka pisze Jagoda Hernik Spalińska (s. 50).
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij